Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Droga Krzyżowa 2

WSTĘP:

 

Można pogrążyć się w bólu
Cierpieniem odmierzać godziny
I żyć nie żyjąc
Ale właśnie te najgorsze chwile
są miejscem dawania świadectwa
Zapominania o sobie i przypominania o drugim człowieku
Bo Wielki Post to wielkie orzeźwienie
Ducha zalęknionego budzenie
Przemierzanie ulic pozornie bez celu
I po krążkach różańca
Wspinaczka do nieba

 

Nabożeństwo Drogi Krzyżowej jest dla chrześcijanina wielkim dobrem. Dzięki głębokiemu przeżyciu tajemnicy Męki i Zmartwychwstania Pańskiego można mocniej przylgnąć do Miłości, która dla człowieka była i jest nielogiczna i nieobliczalna, bo przechodzi jego wyobrażenie. Ale oprócz tych cech charakteryzuje ją ogromna ofiarność. Ze względu na tę obfitą hojność każdy może wziąć dla siebie tyle, na ile zdoła otworzyć swoje serce. A Bóg jest cichy i pokorny, dlatego zawsze będzie powtarzał: Jeżeli chcesz... Dziś jest szczególna szansa pójścia za Nim, odpowiedzenia na Jego zaproszenie. Czy naprawdę chcesz i czego naprawdę pragniesz? Możesz nie tylko przejść przez kolejne 14. stacji ale zatrzymać się na dłużej w jednej z nich i uczynić ją szczególnym miejscem Spotkania, wyspą modlitwy. Czego Ci najbardziej brakuje, co cię przeraża, jakie uczucia mieszkają dziś w twoim sercu? Proś Matkę Bożą aby zamieniła twoje „nic”, twoje problemy i uzupełniła pustkę serca, wlewając do niego dobre wino. Ona na pewno zauważy każdy twój brak i tak jak w Kanie Galilejskiej powie do Syna: Nie mają wina - a Syn, mimo pierwszego słowa „Nie” odpowie na troskę Jej serca: "Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi”. Trzeba mieć taką wiarę, z jednej strony odważną oraz gotową na ryzyko i jednocześnie być gotowym na odpowiedź: – „Bądź wola Twoja”. Przejdź więc z pokorą ale i nadzieją drogi Jezusowej Męki i otwieraj serce na działanie Łaski, aby mogło napełnić się światłem Zmartwychwstania.

 

STACJA I – PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

 

 

Przechwytywanie 1

 

Cóż to jest prawda
Zapytał ten co umywał ręce
Być może te słowa były początkiem
Sumienia albo tego co miało nadejść

Kiedy słyszę to pytanie
Czym ona jest

Otulam szczelniej

ciepłem
Nikły płomień świecy
Jest siła

Zamilknijmy
prawda i sumienie
Zostaną
Gdy wszystko przeminie

 

Wystarczy przejść się ulicą, wejść do kawiarni, obejrzeć telewizję, włączyć radio bądź porozmawiać z kimś. Wszędzie ktoś pokrzywdzony, sądy, trybunały, słowa, które nie powinny być wypowiedziane. Widzę ludzi ze spuszczonymi głowami, ze łzą w oku, milczących albo krzyczących, potok słów i lamentu. Wieczorem słyszę, że znów gdzieś płonie Kościół, ludzie tracą życie za wiarę, a z gazet wylewa się jad na wartości jakimi żyję. Zasłaniam, oczy i zatykam uszy. Ale to nic nie daje. Nie pozwalają mi patrzeć na Krzyż w urzędach, w szkole, w pracy, reagują z drwiną na moje gesty, które świadczą o tym, że jestem chrześcijaninem. I te powtarzające się pytania: za kim jesteś? Co o tym sądzisz? Albo namawianie do roli Piłata. Zmęczony jestem Jezu. Opieram czoło o chłodną ścianę świątyni i proszę o pomoc, abym mógł przejść to piekło, które zgotowali sobie ludzie na ziemi. Ale pomóż mi też abym sam siebie nie zmierzał w jego kierunku. Abym nie mówił, że jestem skazany na życie w takim a nie innym środowisku , rodzinie, relacjach . Pomóż mi raczej mówić, że jestem wskazany prze Ciebie aby tu żyć, świadczyć i zmieniać świat na lepsze. Że jestem potrzebny ze swoim krzyżem, aby ktoś mógł dzięki mnie przejść przez swoją rozpacz i że moja łza może być solą niosącą komuś pokrzepienie.

Naucz mnie Jezu czerpać siły z Twojego świętego milczenia, które jest najpełniejszą odpowiedzią na wszystkie moje pytania.

 

STACJA II - PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWE RAMIONA

 

Przechwytywanie 2

 

Mam swój krzyż
Jest wyjątkowy bo mój
Pasuje idealnie do zagłębień
Na moich ramionach
Nie jest za wysoki ani za krótki

Kiedyś chciałem go zrzucić
Pozostały rany i nie chciały się zabliźnić
Dopóki nie przytuliłem do niego twarzy
Wtedy ktoś czule dotknął
Moich pół przymkniętych oczu

A później pamiętam już tylko
Że otoczyła mnie miłość

 

Robi się coraz trudniej. Idę przed siebie z ciężkim krzyżem i wydaje mi się, że za moment upadnę. Te nieszczere spojrzenia, puste słowa obiecujące pomoc gdzieś w mglistej przyszłości i drwiny. Często zastanawiam się czy moja modlitwa ma sens skoro z dnia na dzień nic się nie zmienia na lepsze, albo myślę, czy to ja zawiniłem i cierpienie jest konsekwencją grzechu, czy może ma tak po prostu być. Kiedy chciałem pozbyć się ciążącego mi balastu, wkładałem mój krzyż na ramiona rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Strugałem takie małe krzyżyki moich trudnych obowiązków, łez, choroby i obarczałem nimi bliskich. I choć niektórzy mi pomagali je nieść to i tak nic się nie zmieniło. Było nawet gorzej i nie umiałem zrozumieć sensu swojej drogi. Z biegiem czasu zdałem sobie sprawę, że dopóki sam nie przeżyję do końca mojego bólu, nikt ani nic nie może go wyrwać z mojego serca. Jedynie Jezus, dzięki któremu wciąż jakoś idę do przodu, bo widzę przede mną w oddali Jego postać i odciskam moje stopy w śladach Jego boskich stóp.

Jezu, rozluźnij moje palce zaciśnięte do białości na kielichu, który mam wypić. Napełnij serce odwagą abym mógł iść dalej i spotkać Miłość za kolejnym zakrętem, do którego wiedzie ciemna i wyboista droga.

 

STACJA III – PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM

 

Przechwytywanie 3

 

Zły będzie sprawiał że zawsze będziesz „na nie”
Czegoś wciąż za mało za dużo
Albo nie tak jak byś chciał żeby było
Popsuje każdy moment szczęścia
Ukrytego w wielkich wydarzeniach ale i w małych
Codziennych cudach
Ten niedosyt sprawi że zapomnisz o dobru
Jakie dają Ci ludzie
Nie dostrzeżesz uśmiechu
Wyciągniętej dłoni w czułym geście
A potem rzuci Cię w rozpaczy na kolana
I będzie grał z Tobą w karty o życie
Wtedy wystarczy z miłością

zawołać do Pana
Uwierzyć w sens tego co było i co będzie
A wróci radość z bycia
Po prostu
I (nie) zwykłego czekania
Na wschód słońca

 

A jednak upadłem. Tyle starań, modlitw i obietnic składanych Bogu i sobie, a ja potykam się o maleńki kamyk rzucony sprytnie przez Złego. Wiedział gdzie uderzyć, za czym tęsknię i czego mi brakuje. Ugodził w najczulsze struny i wygrał ponownie z moją kruchą wiarą. W tamtej chwili wszystko sprzyjało temu, abym przegrał. Pojawili się nagle jacyś ludzie, którzy usilnie namawiali i o czymś zapewniali, pojawiła się też radość i spokój. Wystarczyła jednak chwila, a to co widziałem, co dawało sercu zadowolenie, pękło ja mydlana bańka. Nie było już tak kolorowo. A huk był potworny. Nagle nikogo przy mnie nie było i zacząłem się bać. Zachwiałem się i upadłem na kolana, chroniąc twarz przed ostrym brzegiem kamienia. Wtedy spojrzałem w górę, na niebo. Ciepłe promienie słońca padały na moje skronie. Mimowolnie sięgnąłem do szyi i poszukałem krzyżyka, który był przyjemnie chłodny. Przyłożyłem go do ust i ucałowałem. Tak o Jezu, mam jeszcze w sobie wiarę i dzięki niej potrafię wstać i zdjąć z siebie brud tego świata. Otrzepać ubranie, pył z sandałów i iść dalej za Tobą. Naucz mnie silniej ufać, abym umiał odróżniać prawdziwe piękno od jego atrapy, żywą wodę Twojego Słowa od fatamorgany na pustyni powstałej przez podstępne działanie Szatana.


Jezu, niech Twoje Słowo wypełnia po brzegi moje puste miejsca i mocno się zakorzenia. Abym nie szukał już więcej szczęścia po za Tobą.

 

STACJA IV – PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

 

Przechwytywanie 4

 

Łaskawa Kielecka, Nieustającej Pomocy, Czarna Madonna
Przybierasz Maryjo tak wiele imion
Aby każdy znalazł miejsce w Twoich ramionach

Kryjesz się w obrazach w ramach drewnianych
Posrebrzanych
Z zatkniętą różą w rogu
Przewieszonym różańcem
Jak czyimś rozpłakanym cierpieniem
Czy szczęściem

Pomódl się dziś proszę
Abym zawsze Ciebie dostrzegał
Na rozwidleniu moich dróg

 

Przy tej stacji zanurzam się zawsze w morzu Miłosierdzia. Rozmyślam o mojej ziemskiej matce, jak duże ona ma znaczenie w moim życiu. To wszystko co jest we mnie dobrego, szlachetnego i delikatnego posiadam właśnie dzięki niej. Cechy te mogę pomnażać z kolei dzięki mojej Matce Niebieskiej. Ta świadomość sprawia, że czuję się lepiej w każdym cięższym doświadczeniu, kiedy kogoś lub coś tracę, kiedy trzeba pogodzić się z cierpieniem bliskiej osoby. Umiem wtedy wykrzesać z siebie chociaż parę iskier dobra. Staram się ubrać serce w cierpliwość i pokorę i czekam wypatrując otwartych szeroko ramion, szukających mnie niecierpliwie pośród tłumu. Wiem, że mnie znajdziesz Maryjo, chociażbym odszedł daleko od Ciebie i zapomniał o Tobie. To spojrzenie, którego się nigdy nie zapomina przeszywa miłością moje życie i ceruje wszelkie rozdarcia wyszarpane przez grzech i cierpienie. Delikatnie i w milczeniu. Idę więc odważnie do wyznaczonego celu, mimo otaczających mnie nieprzychylnych ludzi i mimo grzechu, który przykleił się do serca. I choć brakuje tej fizycznej ciągłej bliskości z Tobą, wiem, że Ty Matko stoisz w ukryciu przy moim krzyżu z dzbanem zimnej wody. Kiedy dotrę na miejsce obmyjesz mi oczy abym przejrzał i zobaczył to, co chcesz abym widział.

Matko, skało cierpliwości i zdroju miłosierdzia – zapal proszę moją lampę pokory.

 

STACJA V – SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA PANU JEZUSOWI DŹWIGAĆ KRZYŻ

 

Przechwytywanie 5

 

Czasami będziesz odczuwać głęboką samotność
Wejdź w nią
Zajrzyj do tej studni a zobaczysz gwiazdy
Ich blask przeprowadzi przez ponure doliny

Czasami odczujesz ogromną nienawiść od ludzi
Złóż wtedy dłonie do modlitwy
A potem wstań z przygnębienia i zapomnij
Oddech wchodzącego słońca pogłaszcze po twarzy

Czasami odczujesz bezradność a wokół świat ze szkła
Uderz w niego mocną wiarą
Nie skaleczysz się żadnym odłamkiem
Czasami nie będziesz rozumieć drugiego człowieka
Skrzywdzi ominie spojrzeniem
Poczekaj na niego
Bo teraz on sam siebie nie rozumie
A jutro przybiegnie ze słowem

słonecznym

 

Chciałbym tak, jak Szymon zarazić się Miłością. Chociaż nie wiadomo co się z tym człowiekiem działo po spotkaniu z Jezusem, to ja mocno wierzę, że po prostu musiał spotkać się z Miłością i wszczepić ją w swoje serce. Przy tej stacji dłużej się modlę bo wiem, że przekaz z niej płynący szczególnie dotyka mojego serca. Pomiędzy poniekąd wymuszoną pomocą Cyrenejczyka, a słowem Łaska, można postawić znak równości. Ten mężczyzna został najpiękniej obdarowany. Zawsze kiedy myślę o różnych sytuacjach z mojego życia, w których mogłem pomóc, a nie zrobiłem tego z różnych powodów, mam ogromne wyrzuty sumienia. Bo wiem, że nie przyjąłem od Boga Łaski, nie umiałem się na nią otworzyć. Mocniej sobie wtedy uświadamiam, że nie żyję dla siebie, ale dla innych. Po to tu jestem, aby świadczyć i dzielić się tym co mam najlepszego. To moje ciągłe odchodzenie od prawdy, ucieczka w głąb siebie jest zawsze ślepą uliczką. Wiem, że dobiegnę do pewnego punktu, a tam będzie wielkie nic, pustka i rozpacz. Szymonie, ty uczysz mnie także tego, że krzyż może przyjść zawsze i wszędzie, i ja będę musiał wtedy jakoś się opowiedzieć. Nie będę dywagować – kiedy?, po co?, dlaczego?, Tylko właśnie tu i teraz. Bez rzeczywistości „teraz” nie ma przyszłości. Nie ma mnie. Nie ma drugiego człowieka.

Pomóż mi Jezu wybiec poza mój dom i szukać ludzi, niech Twoja łaska wylewa się do innych serc przez moje dłonie i moje oczy.

 

Stacja VI – WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI

 

Przechwytywanie 6

 

Proś i ufaj, że On Cię wysłucha
ufaj, prosząc o miłosierdzie
bądź miłosierny dla innych
zapominając o sobie
usiądź z Nim i po prostu bądź
pogadaj jak z przyjacielem
a potem idź do ludzi aby ich pocieszać
i mówić z nimi o Miłości
bo Słowo ma moc szczególnie to Boże
a ludzkie kiedy jest dobre
odbija refleksy niebieskiego Światła

 

Kolejny odcinek drogi Męki Jezusa, a ja już opadam z sił. Jak to dobrze, że jest właśnie taki przystanek, na którym mogę spotkać dzielną kobietę, usilnie dążącą do wyznaczonego sobie celu. Był ból, musiało być i pocieszenie, była na twarzy krew, musiało być koniecznie delikatne dotknięcie rany. Po prostu coś złego się działo i trzeba było jakoś zareagować. Kiedy patrzę na tę scenę, staję się malutki, kulę się w sobie. Ale z drugiej strony każdego roku coraz więcej się uczę. Weroniko, gdy na ciebie patrzę widzę Miłość, która jak taran toczy się przez rozkrzyczany tłum ludzi, toruje sobie drogę i rozpala ogniem przy Jezusie. Widzę jednak coś jeszcze. Coś, co mi daje mocny zastrzyk energii i popycha do działania. Przecież tobie nic się nie stało. Mogłaś zginąć, mogli cię wychłostać, wyzwać, a jednak nic takiego się nie stało. Ten moment wycierania cierpienia z oblicza Jezusa trwał kilka dobrych chwil i to wystarczyło, aby twój pospiech i odwaga stały się najpiękniejszą modlitwą zaniesioną do Boga. Głupio mi teraz. Bo gdy wspomnę sobie moją modlitwę to wiem, że nie zawsze byłem w tym względzie czysty. Kilka razy wolałem modlić się w samotności, zaniedbując w tym czasie kogoś, kto mnie potrzebował. Po czasie przychodziła refleksja. Czym jest modlitwa? Przecież nie tylko słowem, ale także czynem, poświęceniem, czujnością i pamięcią o drugim człowieku.

 


Pomóż mi Jezu, aby moja modlitwa zbierała też szepty innych ludzi, abym był zawsze tam, gdzie być powinienem.

 

STACJA VII - PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM

 

Przechwytywanie 7

 

tak zupełnie za nic

uwalniasz od kajfaszów judaszów piłatów
a ja wspinam się po pocałunkach srebrnikach

do miejsc które mam tak naprawdę
i miejsca mnie mają
do końca

 

Tym razem Zły nie rzucił we mnie małym kamyczkiem, ale kamieniem, który przygniótł mnie w najmniej spodziewanym momencie. Potem posypała się już cała lawina. Kiedy byłem pewny siebie, wydawało się, że wszystko układa się dobrze, dostałem mocne uderzenie w serce. Nie było to miłe uczucie. Szatan nie musiał tym razem robić podchodów, bo wiedział, że byłem słaby i wiedział gdzie mnie może celnie i boleśnie ugodzić. Przegrałem na całej linii. Ale tak sobie teraz myślę, z dystansu czasu, że zawsze są jakieś plusy nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Jezus pochyla się, bada grunt i każde zło umie zamienić w coś dobrego. Już wiele razy dał mi to odczuć. Wtedy kiedy upadłem w sobie, kiedy upadła we mnie miłość, modlitwa, wiara - nagle pojawiał się przy mnie i patrzył w moje oczy jak przyjaciel. Ja jednak często brnąłem dalej, a każdy mój upadek powodował wiele innych i jak kostki domina upadali przeze mnie inni ludzie. Ty jednak Jezu nie dawałeś za wygraną i z trudem podnosiłeś się w moim sercu, lepiąc je na nowo, delikatnie, z wielką czułością. I tak sobie teraz myślę, klęcząc w świątyni i adorując Ciebie w drugim upadku, że czuję większą siłę do stawiania oporu słowom, jakie co dzień rzuca mi w twarz świat. Dlatego, kiedy znów będą krzyczeć, że: strach, że ból, że samotność, ze fałsz, odpowiem im: że miłość, ze przebaczenie, że wiara, że moc, że modlitwa, że życie. Spróbuję.

Jezu, pomóż mi zbudować z kamieni, które ugodziły w moje serce i przeze mnie w serca moich braci, ołtarz. Aby przypominał mi, że życie to ciągłe pokonywanie swoich ograniczeń i składanie ofiary z siebie.

 

STACJA VIII - PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

 

Przechwytywanie 8

 

Bo musi być sens
że boli
że zmęczone oczy
godziny łzą rozpisane

w czarno białe tęcze

przecież czas miłosierny
kiedyś
rozplącze boleśnie zawiązane rany
doleje oliwy
do gasnącej lampy


Za dużo w moim życiu rozproszeń i skupianiu się na innych. Na tym co kolega, sąsiad, brat robią ze swoim życiem. Z kim się spotykają, jak żyją i jakimi są chrześcijanami. Ile zbędnych słów padło z moich ust w odniesieniu rzeczy i sytuacji, na które nie mam wpływu. Tak, krytykować można wszystkich a o sobie zapominać. Bo tak luźniej, wygodniej. I jakoś barwniej kiedy żyje się życiem innych. I ból tak nie boli, a wiążące decyzje odchodzą na dalszy plan. Co rok, przy tej właśnie stacji obiecuję sobie, że większą uwagę skupię na sobie samym. Pomagają mi w tym wydarzenia, które często z trudem przeżywam, ale zawsze patrząc na nie z dystansu widzę, że w moim sercu działo się wtedy coś ważnego, czego nie pomoże mi zrozumieć żaden człowiek. Że właśnie wtedy budziłem się do prawdziwego życia. A kiedy już naprawdę było beznadziejnie przypominałem sobie słowa z Księgi Mądrości: Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. Muszę więc dać się wypalić ogniem Bożej miłości, aby moje serce nabierało piękniejszego kształtu. I wiem, że dopóki ja nie zapłaczę nad swoim grzechem i nie przejdę godnie mojej drogi krzyżowej, nie zrozumiem innych. Dopóki moja miłość do siebie nie zostanie przeze mnie podniesiona z ziemi, nie podniosę i innych. Dopóki nie zapalę iskry w swoim sercu nie rozpalę jej w sercach potrzebujących. Męka Jezusa jest dla mnie przykładem. On każdym swoim upadkiem podnosił innych, ocierał łzy, całował zatroskane czoła. Co to za paradoks. A jednak. I nie upadał po to, abym nad Nim płakał, ale po to abym dostrzegł w Nim Zbawcę, a w sobie godność człowieka.

Ty Jezu powiedziałeś – Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Pomóż mi więc ożywiać w sobie miłość własną, dostrzec w sobie godność bożego dziecka, abym mógł szanować każdego człowieka.

 

STACJA IX – PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI

 

Przechwytywanie 9

 

Miłość podnosiła się z mozołem
Wspinając do nieba
Po drodze zgarniała obfite żniwo
Ludzkich uczuć i przeczuć

Rozsypała łzy jak ziarna

Dotąd niczyje i obumarłe
I w górę strzelały z nich
Dawno już wyczekiwane słowa
Pocieszenia

 

Kiedy trwam przy Jezusie podczas trzeciego upadku przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo – Tajemnica. Gdyby nie to wydarzenie z Drogi Krzyżowej pewnie bym nigdy nie wstał z mojego upadku. On był już po ludzku tragiczny. Nawet nie wiedziałem kiedy to się stało, bo za bardzo byłem rozluźniony, pewny siebie. Zdałem sobie z niego sprawę dopiero wtedy, kiedy obudziłem się w miejscu ciemnym i smutnym. Pustka z każdej strony, totalne opuszczenie. Szatan już nie celował we mnie kamyczkami , nie przygniótł serca głazem, tylko zamieniał je w głaz. Kamieniało mi wnętrze, kamieniało mi ciało. Leżałem tak sam nie wiem gdzie i ile czasu do momentu ,aż poczułem delikatny dotyk ciepła na moim ramieniu. To Jezus podnosił się w tym momencie z trudem i grymasem cierpienia na twarzy. I ja poczułem nagłe szarpnięcie. Wstałem, bo poruszyło się w moim sercu dobro zasiane kiedyś przez modlitwę, a Miłość znalazła sposób aby do mnie dotrzeć. Ona zawsze wygrywa, kiedy znajdzie chociaż jedną małą iskrę zapodzianą gdzieś na dnie ludzkiej duszy. Ona podniesie tych, co już nie widzą dla siebie ratunku, zaskoczy nagłą przemianą. Miłość podniesiona w trzecim upadku jest piękna. Jest świadectwem na to, że koniec może być początkiem, że nadwiędnięte listki zazielenią się, a krzyż zamiast ciężarem może być podporą. Trzeci upadek jest przedsmakiem Zmartwychwstania.

Jezu pomóż mi abym moją pewność zamienił w niepewność i każdego dnia podnosił w sobie Twoje Słowo, które jako jedyne poprowadzi do życia.

 

STACJA X – PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

 

Przechwytywanie 10

 

Szata rozdarła się
Z jękiem
Jezus stał jednak niewzruszony
Obleczony w światło

I zasłaniał sobą
Wstyd upokorzonych

 

To już dziesiąta stacja, a mnie wydaje się, że dwudziesta albo trzydziesta. Może dlatego, że odczuwam właśnie przy niej większy ciężar, bo przypominają mi się najboleśniejsze wydarzenia z mojego życia. Pamiętam jak kiedyś mocno komuś zaufałem , odsłoniłem moje wnętrze, a ten ktoś sprawił mi potężny zawód. Długo nie mogłem się z tego otrząsnąć. Ale czy miłość kalkuluje? Pyta o to co się opłaca, a co nie. Czy nie zatraca się w oddaniu? Odkrywa się, zdejmuje szaty wstydu, strachu i staje się taka bardzo krucha, podatna na najmniejszy dotyk bólu. Dlatego staram się chronić ją, osłaniać rękoma i zasłaniać przed złem, aby jej płomień nie został zbyt wcześnie przygaszony. A siłę czerpię od Ciebie Jezu. Ten przystanek na Twojej drodze musiał najbardziej Cię zranić. Dlaczego obdzierali Cię z jedynej szaty jaką miałeś? Przecież mieli już wszystko. Oskarżyli, upokorzyli, opluli i wiedli na śmierć. Chcieli upodlić Cię ostatecznie. Zobaczyć jaki jest naprawdę ten, kto Bogiem się nazywa, czy ma inne ciało, jak zareaguje. I tak do dziś dnia widzę jak obdziera się z Ciebie szatę Miłosierdzia, pokory, łaskawości po to, aby zaspokoić ciekawość, aby się zemścić, wzbogacić. Ale po tym wszystkim zawsze nadchodzi gorzka świadomość, że zraniona Miłości nie umiera. Że nie da się jej zabić i zapomnieć. Ona będzie krwawić i niepokoić, dopóki się nie zabliźni. Mam w sobie kilka takich blizn i dotykam ich z pokorą, bo gdyby nie Ty Jezu, pozostałyby mi otwarte rany. Miłość odkrywa się bez szemrania, bo nie ma nic do ukrycia i potrafi się poświecić do końca. Będę się starać przyjmować każde takie wydarzenie z pokorą oraz o to, aby pod moją szatą nie znaleziono nic, co mnie upokorzy, co będzie świadczyło o mojej wewnętrznej brzydocie.

Jezu zasłaniaj mnie szatą godności dziecka bożego kiedy ludzie będą odsłaniać moje człowieczeństwo.

 

STACJA XI – PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

 

Przechwytywanie 11

 

Wbijają gwoździe strachu, nienawiści,
Grzechu i ciekawości
Jezus wszystkie przyjmuje

Aby zanieść do Ojca
I prosić o zbawienie
Dla nich

 

Kiedyś ukrzyżowałem sam siebie, wbijając we własne serce oścień grzechu, a innym razem ktoś roztrzaskał we mnie spokój i bezpieczeństwo. Wbijali we mnie nienawiść , drwinę, upokorzenie, skazując na długie godziny przebywania na Krzyżu. Tam miałem wiele czasu na zastanowienie się nad moją sytuacją i przewartościowaniem własnego życia. Doświadczenie wszczepienia w Krzyż pokazało mi, że jest to czas kiedy ja już nic nie mogę. Że wtedy trzeba zamilknąć, ubrać się w pokorę i cierpliwie czekać. To kluczowy moment wyboru klęski albo zmartwychwstania do nowego życia. Innej drogi, pośredniej, niestety nie ma. W chwili totalnej bezradności rozcieńczałem swój ból w bólu Chrystusa. Wtedy w Jego Krzyż wsiąkły moje łzy, pot, wysiłek. Bo przecież kiedyś to ja nasiąknąłem Jego Męką do szpiku kości, kiedy narodziłem się z wody do życia. Często w momencie próby czytam sobie zdanie z 2 Listu do Koryntian : Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Jak to dobrze, że nauczyłem się nie omijać Krzyża. Kiedy chciałem iść drogą na skróty, mocno się poraniłem. A na mojej Golgocie odzyskałem radość i nadzieję. Bo tylko tam usłyszałem głos Pana bez zniekształceń i oddałem Mu to,czego obawiałem się stracić.

Jezu niech każdy gwóźdź wbity w moje ciało przybija mnie mocniej do Ciebie.

 

STACJA XII - PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

 

Przechwytywanie 12

 

Miłość zmierzała w kierunku Krzyża
Słabło jej ciało

We wnętrzu jednak tętniło dobro
Rozsadzało serce
Kiedy tak bardzo chciało zrobić w sobie miejsce
Dla każdego
Pękło

Posypały się z Krzyża iskry bożej miłości
Zapalając nadłamane knotki,
Nawadniając spaloną glebę

 

Otworzyło się serce Boga -człowieka na cały świat. Przebite włócznią po to, aby ludzie uwierzyli, że mają Ojca. Że mogą od teraz mieszkać w Nim, rozbić bezpiecznie swój namiot. Abym do końca uwierzył musi umrzeć we mnie umrzeć stary człowiek. To co mnie zatrzymuje w drodze do Miłości i drugiego człowieka. Wiele planowałem, marzyłem i układałem życie po swojemu i jak się to zazwyczaj kończyło? Fiaskiem. Tylko dlatego, że nie godziłem się na umieranie, oddawanie cząstki siebie dla świata. Ta stacja to dla mnie czas modlitwy o dar odwagi, do radykalnych cięć w moim życiu. Niech gasną złe namiętności, lenistwo, nałogi, lekkomyślność, gniew i rodzą się z nich nowe rzeczywistości. Kiedy zgodzę się z Twoją wolą Boże, to otworzy się w moim sercu kanał, przez który wpłynie żywa woda -Twoja Łaska. Odwracam więc moją twarz w kierunku Jerozolimy i idę ucząc się wierzyć, że ci, którzy mnie chcieli wgnieść w ziemię, zdeptali, stali się nie wiedząc o tym zaczynem życia. Tak jak Ty Jezu kiedy szedłeś z Krzyżem na ramionach, z każdym krokiem coraz bardziej umierałeś, rodząc się jednocześnie dla nieba. Straciłeś swoje ziemskie ciało, które wcześniej już podzieliłeś w wieczerniku, aby nikt nie był więcej głodny.

Naucz mnie Jezu umierać dla innych i karmić ich Twoją Ewangelią.

 

STACJA XIII - ZDJĘCIE Z KRZYŻACIAŁA PANA JEZUSA

 

Przechwytywanie 13

 

Śmierć przegląda się w życiu
A życie w śmierci
Z tego przenikania rodzi się Miłość

Drzewo o mocnych korzeniach
I wiosennych listkach

Nie zatrzymasz tego tańca życia i śmierci
Z martwych powstawania

 

Stoję pod Krzyżem Jezusa i obserwuję moment zdjęcia Jego Ciała wprost w ramiona Matki. Historia zatoczyła koło. W Maryi wzrastał Jej Syn, później spoczął w jej dłoniach i pokazała Go całemu światu aby w końcu przeprowadzić swoje dziecko przez bramy śmierci. Przyjęła wszystko – i to co piękne, i to co bolesne. Zawsze z boku, z tęsknotą wyrytą na obliczu, ze zgodą na dzielenie się Jezusem z innymi. Od tamtej pory Maryjo przez Twoje dłonie przeszedł niejeden człowiek. Rodził się dzięki Tobie i umierał przy Tobie. Dlatego wiem, że i ode mnie przyjmiesz to, co jest moim krzyżem. Składam więc w Twoje ramiona moje życie. Przytul je proszę i opatrz wszystkie rany. Składam mój egoizm, pychę, lenistwo i gniew. I wierzę, że kiedyś zdejmiesz mnie z Krzyża i poprowadzisz do życia. Przy tej stacji modlę się gorąco o Ducha męstwa, abym umiał wytrwać do końca w godzinie próby. Nie zdezerterował. Abym ucałował moje drzewo boleści i był świadkiem wypuszczania prze nie młodych pędów. Chcę Cię Jezu przy tej stacji szczerze uwielbiać . Nie słowami, datami, którymi wypełniłem terminarz, ale w moim stawaniu się Słowem. Aby przewracano kartki mojego życia, czerpiąc z niego nadzieję i pokój.

Jezu wlej w moje serce taką ufność, abym zawsze umiał z wysokości Krzyża rzucić się bez oporów w przepaść Twojej Miłości.

 

STACJA XIV – ZŁOŻENIE DO GROBU CIAŁA PANA JEZUSA

 

Przechwytywanie 14

 

Już cicho jest
Bezpiecznie
Święte odpocznienie

Krzyż wywyższył człowieka
Który łaknął chleba
I nie wiedział że w nim pustka była
Co pragnęła jedynie Boga i nieba

 

Kiedy adoruję Twój grób Jezu, robię rachunek sumienia, bo przy tak radykalnym ukazaniu miłości boskiej do człowieka, potrzeba mi dziś zmuszać się do głębokiej refleksji. Pytam więc siebie - jaka była moja miłość? Często niecierpliwa, nie łaskawa, szukała poklasku, pamiętała wyrządzone zło, zazdrościła, unosiła się gniewem, szukała złego. Ale teraz zaczyna się nowe. Dałeś mi Panie ten czas odpoczynku , tę chwilę Twojego przebywania w grobie, abym mógł odetchnąć i nabrać Ducha. Zdjąć z siebie szaty starego człowieka i przyoblec się w Światło. Czuję się tak, jakbym zdjął z ramion przerażająco ciężki plecak pełen kamieni, przysiadł na szczycie góry i wypatrywał wschodu słońca, które ogrzeje mi zmęczone skronie. Właśnie teraz zaczynasz mnie Jezu zbawiać - od samego siebie, od drugiego człowieka. Zbawiać świat od niepokoju, strachu i ludzkiej logiki. Otwierać groby Słowa Bożego, które szczelnie pozamykano. Słowo to usuwane z urzędów, miejsc pracy, z domów po długim milczeniu przemówiło. I przyoblekło się w uwielbione Ciało, aby znowu zbliżyć się do człowieka, dać sobie włożyć rękę w bok, odsłonić swoją boskość do końca. Aby tym ,co uwierzyć nie mogą dać nowe życie i wyprowadzić ich z ciemności zalegających w ich spuchniętych z bólu sercach .

Napełnij Jezu moje oczy światłem radości Zmartwychwstania abym mógł być tym światłem dla innych.

 

ZAKOŃCZENIE:

To wszystko musiało się właśnie tak skończyć. Grób zasypany nienawiścią i ludzką nędzą, przywalony głazem, aby miłość nie drażniła już więcej, aby sumienie przestało niepokoić. Na nic to wszystko się zdało, bo Krzyż ugiął się pod ciężarem Boga człowieka, rozpękł się światłem Zmartwychwstania. Ziemia nie zdołała Go zatrzymać, natomiast narodziła uwielbione Ciało, nowe Życie. Spulchniona krwią niewinną i Miłością wydała plon obfity z ziarna wdeptanego w nią z nienawiścią stopami grzeszników. Już wszystko przygotowane – był zasiew, są plony i tylko od ciebie zależy, co dalej z tym darem zrobisz. Czy przyjmiesz Jezusa w Hostii i uczynisz Mu dom ze swojego serca, aby wzrastał w nim i w tobie powodował wzrost. Czy ponownie zamkniesz Go w grobie i wprowadzisz na kalwaryjskie ścieżki, aby mógł wyprowadzić cię z ciemności. Jezus kieruje więc do ciebie ponownie takie słowa: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście”. Co wybierzesz? Trudno jest być konsekwentnym w dobrym wyborze, ale przeżywając swoje Życie z Tym co śmierć zwyciężył, wszystko jest możliwe.

Telst rozważań i foto : Anna Nogaj

Obróbka zdjęć: Jan Jasińśki, pieśń Ogrodzie Oliwny ks.Paweł Marek