Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Droga Krzyżowa # 5

Wstęp:

To już kolejny raz gromadzimy się na Drodze Krzyżowej, aby kontemplować Mękę Jezusa wychodząc na ulice naszego osiedla. Zatrzymujemy się na chwilkę w pędzie życia, ponieważ dzięki czemuś lub komuś tutaj przyszliśmy. Odpowiedz sobie teraz, zanim ruszysz na kalwaryjskie dróżki za Zbawicielem, dlaczego tu jesteś? Czy z przyzwyczajenia, czy może po to aby komuś sprawić radość czy po prostu z rzeczywistej potrzeby serca? Czy chcesz tę Drogę tylko przejść i może okazać trochę współczucia nad cierpieniem Bożego Syna, czy chcesz rzeczywiście wejść w tajemnice Jego Męki? Po to, aby w końcu wprowadzić jakąś poważną reformę w swoim życiu, pełniej zaufać? Jeszcze masz szansę nastroić swoje serce na to ważne spotkanie, podczas którego będziesz mógł zobaczyć znacznie więcej niż wtedy, gdy przyjąłbyś rolę biernego obserwatora. Złóż w Chrystusa ręce otwierające się w geście przyjęcia Krzyża to co Cię męczy, co jest drzazgą wbitą w serce i od dawna uwiera. Złóż swoich bliskich, przyjaciół i siebie samego, aby Chrystus poniósł to wszystko na wzgórze Golgoty i wywyższył, oczyścił i uzdrowił. Papież Franciszek w bulli Misericordiae vultus, ustanawiającej Jubileusz Miłosierdzia, napisał: „Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha”. Dlatego postaraj się dziś odnajdywać w każdej stacji na Drodze Męki Pańskiej przesłanie dotyczące Miłosierdzia. Niech ten czas stanie się dla ciebie odkrywaniem go w Chrystusie, abyś i Ty mógł zostać w tym Miłosierdziu zanurzony. Po to aby później pochylić się z pokorą nad ubóstwem zarówno ciała, jak i ducha Twojego brata w potrzebie. Abyś zrozumiał, że czynić dobro bliźniemu, to prawdziwie wypełniać Boże przykazanie Miłości i dobrze odczytać pragnienie Bożego serca względem całego stworzenia.

 

Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany

Dlaczego mnie bijesz
Człowieku dlaczego?
Zanim drzewo Krzyża
Wezmę na ramiona
Powiedz mi tylko
Dlaczego?

Zanim zapadł wyrok na Jezusa i zaczęła się Droga Krzyżowa, stało się coś, co miało decydujący wpływ na dalsze wydarzenia. Syn Boży, przepełniony po ludzku strachem i niepewnością, modlił się w Ogrodzie Oliwnym. Było cicho, było ciemno i przygnębiająco. Podczas, gdy Jezus dojrzewał do przyjęcia Męki, za Jego plecami rodziła się zdrada. To Judasz czekał, aby zrealizować swój perfidny plan. Ten człowiek, który przez miliony ludzi na całym świecie, został okrzyknięty zdrajcą i nikczemnikiem, bo ugiął się pod brzemieniem grzechu. Pomyśl, dlaczego tak się denerwujesz, kiedy przypomnisz sobie tę scenę, dlaczego Ty – Piotrze, Karolino, Jacku, Adamie, Katarzyno, Łukaszu – reagujecie z tak wielką odrazą? To przecież każdy z nas - był, jest albo będzie Judaszem i to może nie raz ale kilkanaście razy z rzędu. Stoimy za plecami Pana, stoimy z palcem wskazującym skierowanym na bliźniego – mówiąc - To on jest winny!, to ona powinna zostać ukarana!, to mu się należy! Dlatego, potrzeba dziś głębiej zastanowić się nad mocą, jaką ma w sobie słowo i jak owocuje? Poskromić w sobie chęć ciągłego mówienia o wielu rzeczach, o których czasem nie ma się bladego pojęcia, byle tylko mówić, byle zdjąć z siebie odpowiedzialność. Poddaj głębokiej refleksji to co mówisz, komu i w jakiej sytuacji. Czy nie powinieneś częściej zamilknąć, ostudzić emocje, zrezygnować z odwetu? Pomyśl, ile to już razy skazałeś kogoś ostrym słowem na drogę krzyża, samotność czy rozpacz. A może twój krzyk zagłusza czyjś szept, a tu trzeba by przy kimś siąść, wysłuchać i wesprzeć. Choćby cichą obecnością.
Przy tej stacji zapytaj samego siebie, czy umiałbyś wyjść przed rozjuszony gniewem tłum i zawołać – Nie macie racji, uniewinnić Jezusa! A czy dzisiaj umiałbyś stanąć w obronie człowieka, mimo przegranej sytuacji, mimo tego, że będziesz mógł cos stracić, może szacunek, znajomych a może po prostu stracić święty spokój. Czy umiałbyś?

 

Stacja II – Pan Jezus bierze Krzyż na swoje ramiona

Może jeszcze dziś nie masz odwagi
To nic - idź tylko przy mnie
Może jeszcze dziś nie masz siły
To nic - idź tylko za mną
Może dziś nie masz wiary
To nic - idź tylko obok mnie
Pewnego dnia wrócisz do mnie i powiesz
Zaprawdę nie było innej drogi

Jezus przyjmuje Krzyż i otwiera po raz pierwszy na Drodze Męki swoje ramiona. W tym geście jest Miłość wielka i zaproszenie do pójścia za Nim, do złożenia w Jego rękach każdego życia, każdego trudu i radości. Co Ty Mu dziś dasz, co będzie Twoim darem dla Bożego Syna? Masz moc sprawić, że ciężar będzie jeszcze cięższy i masz moc uczynić go lżejszym. Jezus już wtedy przygarnął Ciebie do serca, przytulił jak najdroższe dziecko, aby ochronić przed złem tego świata. I podniósł do góry, aby dotrzeć z Tobą na Kalwarię i tam wywyższyć. Mimo ogromnego trudu nie ciągnął Krzyża po ziemi, ale wziął Go na swoje barki, abyś kiedyś ty miał siłę uczynić to samo ze swoim krzyżem.
To trudny moment. Trzeba podnieść swój ból, przyjąć go i włożyć na swoje ramiona. To czas aby nastroić swoje serce na miłość i przyjąć prawdę o sobie. To ten moment, od którego będzie zależało wiele a może i wszystko. Wystarczy twoje „tak” na to co musisz przejść, przetrwać. Bóg będzie działał dalej i przemieniał. To co słabe uzdrawiał a umacniał to co dobre. Daj Mu dziś zielone światło, aby wszedł w ciemność twojego życia, rozsiewał światełka pokoju, wiary i nadziei. Podnieś dziś sprawę, która ciąży ci od dłuższego czasu, miłość, która uwiera, gniew co nie daje żyć, łzy, które nie chcą wyschnąć. Podnieś swojego brata i przenieś nad przepaścią zniechęcenia, aby mógł dalszą drogę pójść o własnych siłach. Spróbuj.
Przy tej stacji zastanów się, czy jesteś w stanie unieść swoje życie i nadać mu nowy kierunek. Czy twoja modlitwa ma większą wagę od ciężaru Twojego serca.

 

Stacja III – Pierwszy upadek Pana Jezusa

Trzeba mi ubrać serce w pokorę
Podnieść zgubione słowa
Jeszcze raz obudzić wiosnę
Którą uśpiłem w sobie
Jest tyle oczu głodnych
Mojej miłości
Jest tyle rąk głodnych
Mojego ciepła

I zaczyna się kolejny etap na Drodze Krzyżowej. Drodze Jezusa ale i naszej, mocno ludzkiej. Rozważając tę stację zastanów się nad swoją jakąś najmniejszą słabością, bo to ona zazwyczaj staje sie zaczynem grzechu. Jest iskrą zapalną, która rozprzestrzenia się coraz dalej. Dobrze wiesz, że sumienie jest elastyczne i łatwo można się usprawiedliwić, oczyścić z win. Ale nadchodzi moment, kiedy zaczynasz się potykać i w końcu upadasz po raz pierwszy. Niestety, ta wiedza przychodzi dopiero po fakcie i wtedy jest już za późno na szybki odwrót. Stało się. Te pozornie małe grzeszki zaniedbania w czynieniu dobra, brak modlitwy, zwątpienie, poddawanie sie rozpaczy, podniesiony głos czy przekleństwa, budują fundamenty pod mury więzienia, w jakim zamkniesz w końcu swoje serce. To nie tak, że twój zły czyn jest tylko twoją sprawą. Grzech rozsiewa się szybko i staje niebezpieczną lawiną, zbierającą po drodze kolejne osoby, zaognia sytuacje, niszczy. Trzeba więc szybko reagować, wstać i iść dalej. Jezus już tędy szedł i zwyciężył, a zrobił to między innymi dla ciebie, więc ta droga, choćby najbardziej wyboista, nie zamyka nigdy nieba, ale jest bramą prowadzącą przez ciemność do miłości. Jeśli pójdziesz za Nim, nie będziesz potrzebował później wielu miesięcy, lat albo i całego życia aby wyjść z nałogu, depresji, lęku. Mówisz, że życie cię przerosło...Dobrze, ale i ciężar Krzyża przerósł Jezusa już na początku drogi. A do celu było przecież tak daleko. Zobacz dziś, jak twoje człowieczeństwo upada, ale i poznaj moc Bóstwa, które je podnosi.
Przy tej stacji zapytaj siebie, czy twoja wiara jest na tyle silna, aby rozpoznać moment, w którym kończy sie twoja wolność dziecka bożego a zaczyna zniewolenie.

 

Stacja IV – Pan Jezus spotyka Matkę swoją

Swoje oblicze zobaczysz
Na kalwaryjskich dróżkach
Jakaś jedna rana zadraśnięcie
To twoja cząstka
Życia co skurczyło się w sobie
Nie bój się tylko spójrz na Matkę
I obmyj twarz w źródle miłosierdzia

Pater mi Abba Pater – Bóg jest moim Ojcem - takimi słowami w chwilach największej udręki duszy modlił się Syn Boży w Ogrójcu. Maryja godząc się do końca z wolą Bożą powiedziała – Oto ja służebnica Pańska niech mi się stanie według słowa Twego, a ty jakimi słowami w chwilach udręki zwracasz się do Ojca Niebieskiego? Czy wtedy umiesz zaufać mimo wszystko? Może dzisiaj zawołasz Matko, Maryjo – gdzie ja jestem na drodze, którą podążasz za Jezusem? Albo może wyszeptasz – nawet nie pytam samego siebie gdzie jestem. Pomyśl, czy byłbyś dziś gotów pocieszyć Bożego Syna takim spojrzeniem, jak Maryja, w chwili, kiedy Jej serce przeszywał miecz boleści?
Zatrzymaj się dzisiaj na drodze skrzyżowania spojrzeń Syna Bożego i Matki i kontempluj to czułe spotkanie serc. Jest to miłość, która przekracza wszelkie granice, łamie schematy, zamyka usta wątpiącym. Jest większa niż cierpienie, bo ma wzrok utkwiony w nadziei, bo ufa bez żadnego „Ale”. Ten wzrok Matki mocno onieśmiela tego, kto nosi ogrom bólu i beznadziei w swoim spojrzeniu. Przypomnij sobie te sytuacje, w których twoje spojrzenie zraniło człowieka, wyciskało łzy, omijało potrzebujących. Czasem tam, gdzie przechodzisz, zostawiasz za sobą zgliszcza, udajesz, że to nie twoja sprawa. Bo niby dlaczego twoja? Ucz się od Maryi takiego spojrzenia, które podnosi z upadku, przytula i daje nadzieję.
Przy tej stacji poproś dziś Matkę Niebieską, aby uzdalniała Cię do dawania świadectwa wiary i miłości, rozsiewania ewangelicznej nadziei.

 

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga dźwigać Krzyż Jezusowi

Nie w porę
Za późno, za wcześnie
Ciągnie za rękaw i prosi
O kromkę chleba
Albo żebyś poszedł z nią kawałek
Pod rękę lub obok
Tak naprawdę niewiele trzeba
Abyś miłość na ramionach nosił

Często pomagasz bez przekonania, tak dla świętego spokoju. Jesteś wtedy podobny do Szymona, który idzie bo musi, robi bo każą, dajesz potrzebującemu pieniążek, bo tak należy zrobić. Nie będzie dręczyło cię sumienie i zaliczysz dobry uczynek. I może ktoś zobaczy twój gest, a wtedy będzie wiadomo, jaki jesteś czuły na biedę i hojny. Dobrze byłoby jednak żyć zupełnie inaczej. Pełniej i świadomiej wypełniać obowiązki wynikające z tego, że jesteś uczniem Jezusa, Jego dzieckiem. Iść, bo trzeba od siebie wymagać, czynić dobro z nakazu serca, kochać za nic, bezinteresownie pomagać, czując się apostołem Bożej miłości. Można po raz setny spowiadać się z różnych grzechów, a zapomnieć o zaniedbaniu w czynieniu dobra, niezauważeniu bliźniego, zamykaniu oczu na ubóstwo bliźniego. A Miłość jest uważna. Nie przejdzie obok, nie będzie udawać i układać swojego dekalogu, nie fałszuje obrazu świata, ale ma otwarte szeroko oczy i miłosierne ręce. Nie szuka poklasku, nie pamięta złego. Ale kiedy dziś odkryjesz, że masz w sobie niechęć do pomagania i dzielenia sie z innymi miłością, bądź Szymonem i czyń dobro mimo wszystko. Jezusowi ten wymuszony gest pomocy bardzo pomógł, ulżył w cierpieniu. Także i twoje „niby nic” może dać komuś trochę światła, albo zmienić całe życie. A każde takie doświadczenie będzie cię przemieniało, chociaż nie zawsze to odczujesz. Przez jeden pozornie nic nie warty czyn możesz postawić kolejny krok na drodze do swojego zbawienia. A po pewnym czasie odkryjesz w sobie chęć bycia dla innych po prostu, bez przymuszania.
Przy tej stacji zastanów się komu i jak możesz pomóc. W jakim miejscu możesz stanąć, aby uprzedzić czyjąś prośbę o gest miłosierdzia.

 

Stacja VI - Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Uśmiechnięte spojrzenie
Nic więcej
O tyle Cię Boże dziś proszę
Abym biegł z dobrą nowiną
I wyciągał ludzi
Z ciemnych, małych namiotów
Na łąki miłosierdzia


Święta Weronika i jej heroiczny czyn miłosierdzia względem Jezusa wzbudza zawsze wielki szacunek, skłania do refleksji nad ludzką odwagą. Zapewne często się boisz wyjść przed szereg zalęknionego tłumu z obawy, że zostaniesz wyśmiany, albo okrzyknięty głupcem. Ona zaryzykowała, biegnąc do Jezusa mimo wielu zagrożeń, jakie mogły ją spotkać. Nie spotkało jej jednak nic złego. I nie mogło spotkać, ponieważ miłość poradzi sobie z każdą przeszkodą na swojej drodze. Zamyka usta wątpiącym i ma moc uczynienia ich niezdolnymi do jakiejkolwiek reakcji. Znajdzie odpowiedni moment i miejsce, aby przyjść komuś z pomocą. I to święte Oblicze odbite na lnianej chuście. Jest pieczątką miłości, zapewnieniem, że jesteś Jezu blisko człowieka, że odpowiadasz na każdy gest miłosierdzia. Pozwoliłeś zachować Weronice swój wizerunek także w materialnym znaku, bo wiesz, że człowiek często go potrzebuje, aby bardziej zrozumieć, aby poczuć Twoją obecność. To tak, jak matka nosi zdjęcie swojego dziecka w portfelu, żona nosi fotografię męża, aby patrzeć na twarz ukochanego człowieka, Weronika dostała cenną relikwię od Pana, aby kontemplować Jego świętą Twarz. Wcześniej jednak wizerunek cierpiącego Jezusa musiał zostać odbity mocno w sercu i duszy kobiety, bo inaczej nie byłaby zdolna do takiego czynu. Kiedy więc brakuje ci odwagi i nie umiesz w pełni zaufać Bogu, spójrz na Weronikę, spójrz też na inne postaci z kart Ewangelii, które odważyły się iść za Bożym głosem w ciemno. Tak, jak Abraham na słowa Pana opuszcza swój bezpieczny kąt i patrzy w niebo usiane gwiazdami. Ma odwagę wyjść z bezpiecznego ale ciasnego namiotu i spojrzeć w górę, odważyć sie zaufać. Tylko taki wzrok napełnia sie Bożym światłem i w chwilach próby może podnieść z klęczek bliźniego, rozpalić w nim na nowo iskrę życia.
Trzeba się dzisiaj głęboko zastanowić, czy potrafiłbyś zetrzeć z twarzy napotkanego człowieka cierpienie. Czy zasłużyłeś sobie na to, aby Chrystus odcisnął swoje oblicze właśnie w tobie.

 

Stacja VII - Drugi upadek Jezusa

Przez ponowione rany
Przebija pierwszy promień światła
Które wsącza się jak balsam
W ludzką marność
Ale człowiek jeszcze nie czuje
Dotknięcia dobra

Słabość stała się nałogiem, pustka wyczerpaniem. Nie pamiętasz, kiedy minąłeś granicę, za którą było już tylko ciemno i obco. Nagle zabrakło tych, co kibicowali ci w dotychczasowych zamierzeniach, namawiali do złego. Teraz odwracają twarz, przechodzą obok ciebie i udają, że się nie znacie. To twój drugi krok w stronę bólu, zdrady, nienawiści i zwątpienia. Drugie dno, drugie, odwrócone życie. Zobacz, jaki ciężar ma grzech. Jezus upada, bo nie może go unieść, chociaż przed chwilą był pocieszany przez Matkę i wspierany przez Szymona. A jednak ugina sie pod brzemieniem twojego ociężałego serca, pustego spojrzenia, pustych dłoni. Ci, którzy byli Mu przychylni, tracąc Go na dłuższą chwilę z oczu, poczuli trwogę, natomiast wrogo nastawieni ludzie, odczuwali pewnie satysfakcję. Zaskoczył jednych i drugich. Wstał i ruszył w dalszą drogę, mimo potwornego bólu i zniewag, jakich doznawał. Doceń ten trud i podejmij decyzję. Bo teraz toczy się wielka gra, gra o życie, którą trzeba przejść do końca, aby nie zostać wykluczonym. Czeka cię kolejny wybór drogi, musisz pójść albo śladami Ewy do śmierci albo śladami Maryi do życia. Jeśli nie czujesz w sobie siły, aby podnieść się z ziemi, to pomyśl o Jezusie. On wstał, bo kocha człowieka, a Ty kogo kochasz? Jeśli da siebie nie umiesz wstać, wstań dla bliźniego, dla bliskich, a poprzez ten czyn wstaniesz także dla Boga. To co wybierzesz, pociągnie za sobą różne konsekwencje, bo zło się szybko rozsiewa. Twoje gorzkie słowa zarażają kolejne osoby i kolejne. Twój smutek wyciska swój obraz na w twarzach ludzi, którzy na ciebie patrzą. Nie jesteś sam, nie bądź egoistą...
Proś przy tej stacji Jezusa, aby uzdalniał cię do miłości miłosiernej i umacniał w tobie najmniejsze okruchy dobra. Abyś dzięki Jego łasce mógł być bardziej czuły na najdelikatniejsze tchnienia Ducha Świętego, które poprowadzą cię do potrzebującego człowieka.

 

Stacja VIII - Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Miłość nie chce aby zamykano Ją w kościołach
W złotych klatkach serc, modlitewnikach
Chce ci dać wolność
Abyś pozwolił Jej wyjść z ramek
W jakie Ją wsadziłeś
Bo inaczej nie rozpoznasz czasu nawiedzenia
Nie obmyjesz Jej ran swoimi łzami


Niewiasty stały i szlochały. Ale czy te łzy obmywały rany Jezusa, czy kobiety współcierpiały z Nim, czy tylko wylewały łzy strachu, cierpienia? Niestety, one nie przeżywały tej Męki w sobie, były tylko pełne żalu z powodu niesprawiedliwości, ludzkiej znieczulicy. A tymczasem Jezus przyjął i taką oznakę współczucia, zatrzymał się, aby dać człowiekowi światło i naprowadzić na drogę nawrócenia. Pomyśl, czy czasem nie patrzysz na świat przez kolorowe szkiełko, przez okno, które otwierasz tylko wtedy, gdy jest słońce. Czy twoje chrześcijaństwo nie zamyka się jedynie w modlitwach i coniedzielnych Mszach świętych. Stoisz często gdzieś z boku, zamykasz świat w żalu, nie pozwalając aby Chrystus w tobie wzrastał. Bo przecież On nie idzie drogą Męki po to, abyś Go opłakiwał, ale abyś przyjął Jego miłość i wzrastał w niej. A ty płaczesz nad złem, nieszczęściem, lamentujesz i drżysz każdego dnia, stojąc gdzieś w bezpiecznej odległości od prawdziwego „ja”, od prawdziwego życia. Pozwalasz, aby inni zmieniali świat za ciebie. Z jednej strony dbasz o swój duchowy rozwój, a z drugiej nie umiesz wyrazić swojego zdania, kiedy ktoś drwi z tego co Boże, poddaje wątpieniu twoją wiarę. Często rozglądasz się wokół siebie i szukasz w drugim człowieku Jezusa, Jego miłości. Kiedy nie znajdujesz, obrażasz się i użalasz nad złem tego świata. Nad niesprawiedliwością. A może to w tobie ktoś szuka Chrystusa, oczekuje na twój choćby najdrobniejszy gest miłości, ale ty go nie widzisz, bo płaczesz nad sobą i sam szukasz wsparcia. To od ciebie zaczyna się zbawianie świata, i ty jesteś posłany aby zanieść komuś Dobrą Nowinę. I pamiętaj, kiedy będziesz rozsiewać dobro, ono zawsze wróci do ciebie. Jezus daje siebie aby odzyskać człowieka, a ty musisz dać siebie aby odzyskać Jezusa.
Przy tej stacji zajrzyj głęboko do swojego serca i pomyśl, ile jest w tobie udawania, a ile dawania dobra. Poproś Jezusa aby pozwolił ci to dobrze rozeznać.

 

Stacja IX Trzeci upadek Pana Jezusa

Jest już za późno nie jest za późno
Pisał poeta
Wszystko zależy od tego
Czy trzymasz się płaszcza Jezusa
Choćby dwoma palcami
I nie chowaj się więcej przed Nim
Ale skryj się w Nim
A staniesz się nowym człowiekiem

Nadszedł moment wielkiej walki pychy z pokorą. Stoisz dziś na granicy, na rozstaju dróg i nie wiesz jeszcze, w którą stronę skierujesz swoje kroki. Wiesz natomiast, że upadłeś kolejny raz, ponieważ nie zaufałeś w pełni, zapomniałeś że mam kochającego Boga. I stało się tak, że zgubiłeś się totalnie. Porażka na całej linii. Kiedy upada się trzeci raz i następny, człowiek traci często wiarę w Bożą pomoc, ale traci także wiarę w siebie i sens życia. Teraz nie ma już taryfy ulgowej i jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, bo prawdziwa walka o twoje życie rozgrywa się tylko i wyłącznie twoim sercu. Sam musisz ją stoczyć. Albo wygra twoja pycha, albo obudzisz w sobie resztki pokory i wstaniesz. Chrystusowi się udało, bo miał stuprocentową pewność w miłość Ojca, a czy ty masz taką pewność? Trzeci upadek to przede wszystkim próba wiary. Jezus upadł kilkanaście kroków przed celem swojej drogi, a ty upadasz zazwyczaj o krok od wyznaczonego celu. Bo ktoś ci zazdrościł, popchnął, oskarżył niesłusznie i zakończyłeś to, co było ważne, dla świętego spokoju. Ze strachu, z braku sensu w powodzenie. Spojrzyj dziś ponownie na Jezusa, będącego na granicy życia i śmierci, abyś miał siłę przejść jeszcze kawałek, mimo myśli, że jesteś do niczego, ze znów się nie uda. Ziarno, które teraz rzucisz na glebę, wyda w przyszłości owoc obfity. Przemielone przez cierpienie i wgniecione w ziemię powoli wypuści pierwsze zielone pędy.
Przy tej stacji zapamiętaj, że Jezus upadł, bo świat przyszedł do Niego z nienawiścią, ale wstał, bo wiedział, że Bóg przychodzi ze swoją wiecznością.

 

Stacja X – Pan Jezus z szat obnażony

Człowieku biegnij do Jezusa
Nie ma już Weroniki i Cyrenejczyka
Kto Go zasłoni przed złym wzrokiem
Gorzkim słowem
To miejsce właśnie dla ciebie
Dlatego ta cisza i pustka przy Panu
Abyś tam stanął i przytulił Miłość

Gdyby Jezus zapytał ciebie dzisiaj, w którym miejscu stoisz, przeżywając Jego Mękę przy tej stacji, co byś Mu odpowiedział? Czy miałbyś się czego wstydzić, gdyby ktoś poznał tajemnice twojego serca? Odsłonił myśli? A może zasłaniasz dziś swoją osobą to, co się należy komu innemu? Zawsze tylko ja, ja i ja. Przypomnij sobie, ile to już razy zasłaniałeś sobą drugiego człowieka. Być może nieraz zataiłeś prawdę, dobro, aby tylko tobie było dobrze, aby ciebie podziwiano. Spróbuj zedrzeć dziś z siebie to, co oddziela cię od Jezusa. Co uwiera i nie daje spokoju. Dręczy sumienie. Abyś był dla innych wiarygodny i przejrzysty, aby nikt nie bał się poprosić ciebie o pomoc. Jeśli tylko zapragniesz, wzbudzisz w sercu taką intencję, to Jezus pomoże ci zakryć swoją miłością, to co winno być zasłonięte, co obnaża cię z twojej godności dziecka Bożego i godności osobistej. Chwalebne Ciało Jezusa ubrane w światłość i czystość emanowało tylko prawdą. Nic nie ukrywał, abyś ty mógł zrozumieć, że On jest tylko Miłością. Jeśli Chrystus obnażył się przed człowiekiem nami do końca, to i człowiek musi być wciąż gotowy na duchowe obnażanie. Kiedy będziesz czysty, to nie będziesz się już więcej lękał czy wstydził, kiedy będą kawałek po kawałku obdzierać z ciebie twoją szatę. Wtedy nic tam nie znajdą oprócz prawdy. Oby twoja prawda była życiodajna dla drugiego człowieka i rodziła dobre owoce.
Przy tej stacji proś Jezusa, aby uzdolnił cię do przyjmowania z godnością sytuacji, kiedy będą obdzierać z ciebie to, co jest tak bardzo twoje, osobiste. Abyś umiał wytrzymać cierpliwie każdą taką próbę.

Stacja XI Pan Jezus do Krzyża przybity

Twoja krew Jezu wsiąka w drzewo
Krzyża który łączy niebo z ziemią
Wsącza się jak balsam w moje rany
Zamyka bolesne miejsca
Każdy czeka na jedna kroplę
Choć nie wie że codziennie
Jest nią obmywany


Nienawiść potrzebowała jeszcze bardziej upodlić i uniżyć Bożego Syna. Po biczowaniu, popychaniu, pogardzie, wyzwiskom, odarciu z szat przyszła kolej na najgorszą zemstę – ukrzyżowanie. Wbijają w umęczone Ciało kolejne gwoździe, aby zamknąć w Krzyżu raz na zawsze prawdę o sobie, przybić do niego swoje słabości, ból, ludzkie ograniczenia, zranienia. Jezus będzie za chwilę pokonany a zadra miłości, przeszkadzająca człowiekowi, zostanie wyrwana z jego serca. Stanie się częścią Krzyża. Może przeżyłeś doświadczenie, kiedy ktoś chciał cię złamać, wypróbować na ile sobie może pozwolić. Wiesz dobrze, jaki to sprawia ból, i bez zapatrzenia się w oczy Zbawiciela, nie miałbyś szans na podniesienie tego krzyża. Skieruj więc jeszcze raz wzrok w stronę omdlałego z bólu Jezusa, bo On właśnie teraz najmocniej przybija swoje życie do twojego życia. To teraz wchodzi w najciemniejsze zakamarki twojej nędzy, brudu i chaosu, jaki w tobie panuje. Czasem to będzie bolało, ponieważ nie da się zrobić porządków bez wyrzucenia czegoś, do czego się przywykło, co dawało po ludzku radość, bez przyjęcia jakiegoś umartwienia i wyrzeczenia. Przede wszystkim będziesz musiał spojrzeć na siebie i bliźniego z wysokości Krzyża. Popatrz, Chrystus wyrywa cię teraz z ciemności, wyszarpuje cię z mocy zła. Przytula głowę do belki Krzyża, jakby nasłuchiwał bicia zranionych serc ludzkich, jakby wsłuchiwał się w płacz i wołania o pomoc, aby zebrać to wszystkie w jedno smutne zdanie: „Boże mój Boże mój, czemuś mnie opuścił? Jeśli czujesz taką potrzebę zadaj dziś Bogu to samo pytanie. Mimo przygniatającego cię smutku i być może trudnego doświadczenia, zapatrz się w pełne miłości Oblicze Jezusa i zaufaj. To właśnie tu na Krzyżu możesz zacząć najpiękniejszy dialog swojego życia.
Przy tej stacji powiedz Chrystusowi o tym, co cię boli, powierzaj wszystko, co uwiera drzazgą grzechu czy cierpienia, oraz dziękuj też za to, co było dobrego w twoim życiu.

 

Stacja XII - Pan Jezus umiera na Krzyżu

Człowiek przykląkł pod Krzyżem
I mówi zdziwiony – a to tak smakuje dobro..
Miłość Rozpisała Ewangelię
Na kamieniach, w pocie czoła,
Wsiąkła w grudę ziemi
W wielkim mozole weszła na górę
Abyś rozsmakował się w Bogu

Kontemplując Święte Oblicze Ukrzyżowanego, zastana nów się, co by z tobą było, gdyby Piłat nie skazał Chrystusa. Co by się stało z człowiekiem, gdyby Jezus nie podjął walki, zdezerterował? To bardzo ważny przystanek na drodze Męki Pańskiej. Jest cicho, pełne napięcia oczekiwanie, bo jeszcze nie nadeszła godzina, a drugiej strony wiadome jest, co się niebawem stanie. Otwórz teraz szeroko swoje serce i adoruj Jezusa, aby przejść z Nim przez bramę cierpienia do prawdziwego życia, do prawdziwego siebie. Idź za poruszeniami Łaski do prawdy i pokoju, które są ci codziennie wykradane, fałszowane. I zapytaj siebie: czy twoje serce jest otwarte na odkupienie, czy jeszcze musisz coś w sobie zmienić, poukładać. Czy masz odwagę Abrahama, który wyrusza w drogę, nie znając dokładnie celu wędrówki, ale idzie, bo ufa? To właśnie teraz musisz sobie dopowiedzieć na kilka kluczowych pytań dotyczących twojego życia. Aby żyć godnie i znaleźć pokój w zgiełku dnia powszedniego, trzeba pamiętać, że miłość codziennie jest krzyżowana. Że nie ma innej drogi do szczęścia, bo każda z nich musi przejść przez Krzyż. Jesteś wszczepiony w Krzyż Chrystusa i bądź dumny, że twoje ludzkie życie jest częścią wielkiej Tajemnicy śmierci i zmartwychwstania. Dlatego kiedy będzie ci źle, kiedy będzie ci się rozsypywać życie, wracaj pod Krzyż, bo przecież dobrze wiesz, że już zawsze będziesz, wywyższony, obleczony w światłość i chwałę Bożą. Tam znajdziesz szeroko otwarte ramiona, przygarniające czule każdego, kto zechce się w nie wtulić. Symbol śmierci stał się symbolem życia. To co ludzkie, zostało zmiażdżone przez cierpienie aby odrodzić się w Miłości.
Przy tej stacji proś Jezusa abyś nie bał się umierać dla tego co ludzkie, a inwestować w to, co Boże. Aby Krzyż Chrystusa był dla ciebie drogowskazem i źródłem wciąż odradzającej się nadziei.

 

Stacja XIII - Pan Jezus zdjęty z krzyża i złożony na ramiona Matki

Krzyż nie jest prawem
Prawem jest życie
Dlatego Maryja tuli do piersi
Syna i budzi Miłość
Cierpliwie więc czekaj
Na Boga Człowieka
On na pewno przyjdzie


Teraz rodzi się nowe macierzyństwo Maryi, została sama, skazana w pewnym sensie na duchowe wygnanie, nie ma już Syna, nie ma już nic. Natomiast Jezus ma właśnie Maryję, i czyni z niej Matkę całego Kościoła, który powstanie około trzydzieści lat później, o czym Ona wtedy jeszcze wiedzieć nie mogła. Niesamowite jest to, że Kościół zrodził się z hańby Krzyża na Kalwarii, ale zbudowany został na fundamentach Miłości. Maryja zanim stała się matką Kościoła, kiedyś przyjęła Ciało swojego Syna. Była Jego pierwszym schronieniem, świątynią w której wzrastał, a później oddała Go światu. Podzieliła się tą wielką miłością z każdym człowiekiem, nie zagarnęła jej tylko dla siebie. Teraz świat oddaje Jej Ciało Jezusa, bo nie był zdolny aby Je przyjąć, uszanować. Odrzucając Boga-Człowieka, człowiek nie wiedząc o tym, odrzucił samego siebie, zamykając się na Boże Miłosierdzie i na znaki jakie dostał do Ojca. Ta sytuacja powtarza się do dnia dzisiejszego. Rozgrywają się ludzkie dramaty, upada ktoś, upada Chrystus. Jezus jednak nie rezygnuje i ponownie staje się bezbronny, abyś ty mógł Mu zawierzyć od nowa, a Maryja ponownie tuli w ramionach bezbronnego Boga-człowieka. Niewielu przy Nim zostało do końca. A Ty? Dlaczego jesteś dzisiaj przy Jezusie? Z przyzwyczajenia przychodzisz na niedzielną Eucharystię? A może robisz to dla rodziców, a twoja religijność jest czasem tak jakby na pokaz? On przecież zbawił i zbawia po dziś dzień nas od samych siebie, od naszych słabości, z nerwic, depresji, lęków, nałogów. A to co zrobił jest tak po ludzku nie do pojęcia. Dlatego nie przykładaj swojej ludzkiej logiki do Chrystusowej Miłości, bo znowu staniesz się niedowiarkiem i odejdziesz od Boga.
Proś przy tej stacji Jezusa, aby uwolnił cię od niedowiarstwa i złożył w czułych ramionach Matki.

 

Stacja XIV - Pan Jezus do grobu złożony

Aby rozpoznać Pana
Potrzeba logiki głowy i serca
Znajdzie Go ten co służy Mu radośnie
Rozsiewa miłosierdzie
Nie martw się kiedy nic nie masz
Oprócz ziarna na zasiew
Ci co gromadzili wiele
Upadną pod swoim ciężarem


Chwila złożenia Ciała Jezusa do grobu w grocie skalnej pachniała świętością. Nastała cisza i oczekiwanie na dalszy ciąg wydarzeń. Apostołowie trwali w niepewności, zastanawiając się co teraz z nimi będzie. Józef z Arymatei, Maryja oraz niewiasty po zapadnięciu zmroku odeszli do domu. Teraz trzy dni odpoczynku Jezusa i przygotowywania się do ostatniego dzieła zbawienia – wyrwania ludzkości z mocy śmierci oraz stoczenia zwycięskiego boju z szatanem. To jest błogosławiony czas dla ciebie, abyś przyniósł Jezusowi wonności dobrych uczynków, zaufania i pokory, a Jego umęczone Ciało owinął delikatnie miłością. To także czas głębokiej refleksji nad tym, co ty będziesz robił czuwając przy grobie Pana. Może wylejesz łzy współczucia, jak pocieszające Jezusa niewiasty, może mimo tylu znaków wciąż nie będziesz mógł do końca uwierzyć i podzielisz niedowiarstwo św. Piotra, a może zaufasz tak, jak Matka Boża i odejdziesz spokojny. Jezus niebawem opuści grób i wtedy musisz być gotowy, bo On będzie chciał spocząć w twoim sercu. Czy wpuścisz Go tam i postawisz straże, aby był bezpieczny? Czy też twoje serce będzie dalej otwarte na zło, każdy będzie mógł wejść i wyjść, zostawić zamęt i bałagan? W Pierwszym Liście Świętego Piotra Apostoła napisane jest, że zostaliśmy wykupieni (...) nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” – dlatego nie można tego wielkiego dzieła Bożego ot tak zaprzepaścić. Trzeba mówić o nim wszystkim tym, którzy wątpią i nie mają siły żyć, trzeba przyoblec się w nowego człowieka, aby stać się prawdziwym apostołem Bożej Miłości.
Przy tej stacji zwróć się do Ojca: Boże, wiesz, że mogę Cię zdradzić, bo jestem słaby, mogę okazać Ci niewierność, mogę odejść za daleko i zbłądzić. Dlatego chcę mocniej trzymać się Twojej dłoni i grzebać w swoim sercu to, co oddziela mnie do Ciebie. Spraw, aby tak się stało.

Zakończenie


Jezus spoczął w Twoim sercu i będzie oczekiwał kiedy zdecydujesz się Mu zaufać. Tylko od ciebie zależy, czy będzie mógł zmartwychwstać w tobie i wzrastać miłością. Jeśli Mu na to pozwolisz, będzie działał cuda i uzdolni cię do odważnego dawania świadectwa wiary. W Apokalipsie św. Jana napisane jest: „Masz imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś umarły (...) bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga” (Ap 3,1−2) - Czy zaryzykujesz aby żyć naprawdę i w prawdzie? Rzeczywiście dotykać, kochać i powstawać w Chrystusie? Boże Miłosierdzie jest nieskończone. Nawet po tak okropnej Męce sprawionej ręką człowieka Syn Boży jeszcze z Krzyża, już po śmierci rozsiewa obficie swoją Łaskę, obdarza Miłosierdziem. Jego znakiem jest Krew i Woda, wypływające z boku Jezusa oraz trzygodzinne zaćmienie słońca. Według św. Mateusza od szóstej godziny do godziny dziewiątej ciemność zaległa całą ziemię (Mat. 27:45), a w chwili śmierci zatrzęsła się ziemia i skały popękały (Mat. 27:51). Jezus dał szansę tym, którzy nie mogli uwierzyć, że jest Synem Bożym, pozwolił aby promienie Jego miłosierdzia przenikały ludzką ciemność. Nie pozwól taka ciemność zaległa w twojej duszy, abyś do końca życia trwał w swoich ciemnych i zasklepionych grobach, nie mając siły aby się obudzić. Trwaj teraz przy Chrystusie, adoruj Go i zmartwychwstań razem z Nim w brzasku sobotniego poranka. Proś Zbawiciela, aby uzdolnił cię do pełnienia czynów miłosierdzia, aby nie tylko wierzyć ale wiarę swoją wyrażać i potwierdzać konkretnymi czynami.

Tekst: Anna Nogaj

Droga Krzyżowa #4

Droga Krzyżowa / (rozważania: Katarzyna Wąchała)

Wstęp:

 


Kolejny Wielki Post w moim życiu, który to już 15., 18. ,20., a może 50-ty? Przychodzę na nabożeństwo Drogi Krzyżowej, ale czy w pełni świadomie. Może to tylko przyzwyczajenie, obowiązek. Czy naprawdę chcę przejść tę drogę z Jezusem? Czy ja chcę z Nim, dzisiaj tu być, po prostu być...

Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany


Jezus stoi przed Piłatem, samotny bezbronny, opuszczony przez wszystkich, milczy. Dzisiaj ja... po której stornie się znajduję, czy jestem oskarżycielem? A może niewinnie oskarżanym ? Kogo skazuję na śmierć -koleżankę, której nie próbuję pomóc, mimo iż mogę, przyjaciela, którego nie mam odwagi przeprosić, przechodnia, którego potrąciłem i się nie zatrzymałem. A może babcię, której starość mnie przerasta. Kogo rani moje słowo. Mówię przeciwko znajomym , przyjaciołom, księżom, rządzącym. Skazuję człowieka na śmierć – niesłusznie. Jeśli to ja jestem oskarżany, to czy potrafię nadstawić policzek, a nie odpowiadać złem na zło, czy potrafię pokochać drugiego człowieka?

Stacja II – Jezus bierze krzyż na swoje ramiona


Jesus wziął na swoje barki krzyż, mój krzyż i ruszył, o nic nie pytając, idzie, abym i ja mógł dzisiaj iść. A ja czy potrafię przyjąć z pokorą swój krzyż, chorobę, utratę kogoś bliskiego, porażkę, przegraną, oblany egzamin, złą ocenę , czy nie rzucam się, szukając wymówek, uciekając od odpowiedzialności. Jeśli próbuję iść Jezusem, to czy wierzę, że na końcu tej drogi jest radość?

Stacja III – Pierwszy upadek pod krzyżem


Jezus upadł, Jego święte ciało dotknęło ziemi, a tłum stał i patrzył. Dzisiaj ja, upadam, która to niedziela bez Komunii, który dzień bez modlitwy, który raz jak krzyczę na bliskich, które przekleństwo, który głupi żart, a może który kieliszek, papieros, kolejne przekroczenie prędkość, co przygniotło mnie do ziemi, czy spróbuję wstać i iść dalej, tak jak Jezus?

Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę


Mamo jesteś.. Jej oczy parzą na Niego, cierpiącego, patrzą i kochają, to wszystko co mogą zrobić. Dzisiaj ja, czy pozwalam się kochać swojej mamie, odwzajemniam jej miłość? Czy uciekam, przed czułym gestem, pocałunkiem, nie mam czasu na rozmowę , dzwonię raz na rok. Czy dla mnie jest to stara, brzydka, głupia kobieta? Czy jest kimś więcej, wszystkim tym co zawiera się w słowie mamusia. Mamo, a czy Ty będziesz zawsze mnie kochać, wybaczysz mi jeśli Cię zranię, zapomnisz błędy, pozwolisz iść własną drogą, nie skrytykujesz? Maryjo wlej w nasze serca miłość.

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi


Chwilowa ulga, ciężar krzyża rozłożony na dwie osoby, prosty człowiek pomógł Zbawicielowi. Dzisiaj ja, czy poproszony o coś, robię to, czy przechodzę obojętnie obok człowieka potrzebującego, umiem zatrzymać się i poświęcić 5 min, aby pomóc sąsiadce zanieść zakupy, czy przeglądając strony w Internecie, robią na mnie wrażenie prośby chorych dzieci o pomoc, czy udaję, że nie widzę, czy umiem ofiarować chociaż złotówkę. Czy widzę w drugim człowieku Jezusa...

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi


Krew, pot, łzy... chusta Weroniki przynosi Jezusowi chwilową ulgę.
Tylko ona - Weronika odważyła się wyjść przed szereg. Pomimo strachu, wykonała niewielki gest o wielkim znaczeniu. Czy ja też tak potrafię, wyjść z bezpiecznego gniazdka akceptacji, postawić się złu, stanąć w obronie słabszych. Może trzeba bronić koleżanki, której wygląd jest dla innych powodem drwin, ale nikt nie zna dobroci jej serca. Może trzeba odwiedzić sąsiada, którego nikt nie lubi, bo nie wie, że przepełnia go gorycz po śmierci żony. A może mam szansę bronić Jezusa, dając świadectwo tym, którzy nie wierzą w Jego dobroć.


Stacja VII – Drugi upadek pod krzyżem


Znowu............. ogromny ból, wyczerpanie, Jezus upadł. Wracam od spowiedzi, szczęśliwy, miłosierny Bóg mi przebaczył, przyjąłem Jezusa do serca i nagle... trach... następny dzień, ten sam grzech i pytanie, czy to ma jakikolwiek sens, znowu upadłem. Pretensje, złość, gorycz........ Jezus wstał, ja też mogę.

Stacja VIII – Jezus spotyka płaczące niewiasty


Jerozolimskie kobiety, matki, płaczące nad losem niewinnego skazańca – Jezusa. I te słowa, aby płakały nie nad Nim, lecz swoimi dziećmi. Jezus z pokorą wypełniał wolę Ojca, aby dzieci tych kobiet, abym ja był zbawiony. Czy dzisiaj ja szukam pomocy u Zbawiciela, czy jak jest mi źle, mówię Mu o tym, proszę o pomoc, czy przychodzę wypłakać się w Jego ramiona, czy słucham Jego słów, czy wierzę, że są one dla mnie pomocą.................... Czy płakałem kiedyś ze szczęścia na modlitwie ?

Stacja IX – Trzeci upadek pod ciężarem krzyża


Ogromny ból, trwoga, zbliżający się koniec, Jezus upada po raz trzeci. Nie szarpie się, nie wyrywa z pokorą wypełnia wolę Ojca. Dzisiaj ja, czy kiedy nic mi się nie udało, wszystko zepsułem, zostałem oszukany, umiem znosić swoje cierpienie z pokorą, nie mieć pretensji do całego świata? Czy umiem powiedzieć, wola Twoja Boże. Czy wierzę, że tam na końcu jest Zmartwychwstanie.

Stacja X – Jezus z szat obnażony


Jezusowi nie zostało już nic, nie miał już nawet łachmanów, w których pokonywał drogę. Został wystawiony na pośmiewisko. Dzisiaj ja, czy naśmiewam się z czyjegoś wyglądu, może nie wprost, ale jedno krzywe spojrzenie, też boli, Może rasa, kolor skóry mają dla mnie większe znaczenie, niż serce człowieka. Czy ja odbieram komuś godność, może w myślach może w słowach...... Jezusowi zabrano wszystko oprócz jednego – miłości do człowieka. Spraw Boże, abym ja jej nigdy nie stracił.

Stacja XI – Jezus do krzyża przybity


Ręce i nogi przybite gwoźdźmi do twardej beli krzyża, głowa w cierniowej koronie opadająca na zmaltretowane ciało. Jezu Ty wiesz, co to cierpienie............. pomóż tym, którzy dzisiaj cierpią, pomóż chorym, umierającym na raka, rannym w wypadkach, żonom bitym przez mężów, więźniom, uchodźcom, ofiarom wojen, głodującym, prześladowanym, pomóż nam, abyśmy nie stawali się obojętnymi wobec zła.

Stacja XII – Jezus umiera na krzyżu


,,Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” Jezu przebacz nam nasze grzechy, Ty, który znasz nasze słabości, uratuj nas od śmierci wiecznej.

Stacja XIII – Jezus z krzyża zdjęty


Ciało Jezusa, złożone w ręce Matki. Ostatnie pożegnanie i ta niepewność, co będzie dalej... Dzisiaj, czy ja potrafię wykorzystać ostatnie chwile z biskimi. Czy umiem odwiedzić chorą babcię, dziadka, posiedzieć, przy ich łóżku, potrzymać za rękę, a jeśli odchodzi mama lub tata, czy nie boję się z nimi przebywać, umiem się uśmiechnąć, mimo wszystko, a nie patrzeć na ich niemoc. A jeśli odchodzi ktoś młody, czy umiem z nim być. Czy bardzo boję się śmierci, a gdyby przyszła jutro, czy jestem na nią gotowy. Na pytanie dlaczego, nie ma odpowiedzi, jest tylko wiara.

Stacja XIV – Jezus do grobu złożony


Jezus złożony do grobu, przywalony kamieniem, chciano, aby został zapomniany, aby prawda już nigdy nie przebiła się przez skałę. Nie udało się, Jezus zmartwychwstał. Dzisiaj ja, czy pochylając się nad grobem, wierzę, że to nie jest koniec, że kiedyś w ogromie miłosierdzia Bożego zobaczę się ze zmarłym. Czy zdaję sobie sprawę, że tony kwiatów i zniczy, nie pomogą, są tylko wyrazem pamięci, ważniejsza jest modlitwa.... Osoby, która umarła, nie ma już z nami, ale jej przesłanie może pozostać. Czy dobrze wykorzystaliśmy przykład Jan Pawła II, który nie chciał tysięcy pomników, chciał , aby nauka Ewangelii przemieniała ludzie serca, czy spełniliśmy jego prośbę?

Droga Krzyżowa #3

Czternaście stacji nadziei / tekst (Bogusław Nosek)


Chrześcijańska nadzieja ma kształt krzyża. Zbiegają się w niej dwa kierunki ludzkich oczekiwań: pionowy, wskazujący na Boga jako źródło wszelkich łask, i poziomy, który obrazuje naszą międzyludzką solidarność.
Chrześcijańska nadzieja zapisana jest w krzyżu Chrystusa. Chrystus, posłany przez Ojca Boży Syn, na nim oddał życie, aby zbawić świat.
Droga krzyżowa to kroczenie po śladach nadziei, jakie Zbawiciel nam pozostawił i medytowanie nad nimi przy czternastu stacjach.
Módlmy się, aby uczestnictwo w nabożeństwie drogi krzyżowej odnowiło i umocniło w nas chrześcijańską nadzieję, i abyśmy z kolei my sami umieli nieść nadzieję tym, którzy ją zagubili.


1. Nadzieja skazanych


Jakże często słyszymy wyrok: pozostało mu najwyżej kilka miesięcy życia. Na tę chorobę nie ma skutecznego lekarstwa. Co zrobić, aby taka wiadomość nie zabiła w człowieku nadziei?


Panie Jezu, Ty przyjąłeś skazujący wyrok ze spokojem i z godnością. Ty już wcześniej omówiłeś to z Ojcem: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Łk 22,42). Pewien miłości Ojca odpowiedziałeś na nią miłością i posłuszeństwem. Wiedziałeś, że tak trzeba. Bo grzech świata potrzebował ofiary Sprawiedliwego. Dziś, gdy „wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska” (por. Rz 5,20). Przy tej stacji prosimy Cię, Panie, o łaskę jedności z Tobą dla tych, których życia nie da się już uratować. A dla nas o wytrwałość w pogodnym towarzyszeniu im aż do ostatniej godziny.


2. Nadzieja nadmiernie obciążonych


Przyjmujemy na siebie wiele obowiązków, by utrzymać się na rynku pracy. Podnosimy swe kwalifikacje i podejmujemy się nowych zadań, by wygrać z konkurencją. Już od przedszkola uczymy dzieci konkurować z innymi. Walcząc o swoje tracimy z pola widzenia tych, co przegrali. Powstaje przepaść między zapracowanymi od świtu do nocy, a tymi, co nie mogą znaleźć żadnej pracy. Ciężar bezrobocia bywa dotkliwszy niż nadmierne obciążenie pracą. Co zrobić, aby żaden z ciężarów nie obciążał naszych sumień?


Panie Jezu, krzyż, który przyjąłeś na swoje ramiona, służy zbawieniu wszystkich ludzi. Naucz nas wśród dźwiganych przez nas ciężarów rozpoznawać te, które służą naszemu zbawieniu, jak i te, co są mu przeciwne. Pomóż zrezygnować z wysiłków mających na celu jedynie zaspokojenie własnych ambicji, pokazanie innym, na co nas stać czy wręcz zniszczenie przeciwnika. Przy tej stacji modlimy się o umiejętność solidarnego dzielenia pracy i jej owoców, aby nikt nie cierpiał z powodu nadmiaru ani z powodu niedostatku. „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2).


3. Nadzieja nieprzystosowanych


Nie wszyscy nadążają za wciąż rosnącym tempem zmian. Nie wszyscy potrafią się odnaleźć w nowej przestrzeni wyznaczonej przez Internet i żyć w rytmie wysyłanych esemesów. W świecie, w którym człowiek czuje się nieswojo, łatwo o potknięcie i upadek. Gdy wreszcie się pozbiera i odzyska pewność siebie, okazuje się, że utracony dystans jest już nie do odrobienia. Dawni przyjaciele odeszli, bo przecież nie należy oglądać się wstecz. Pierwsze niepowodzenie ma to do siebie, że mocno zapisuje się w pamięci. Przeżywane w samotności łatwo staje się „wzorcem” dla całego pasma kolejnych życiowych porażek.


Panie Jezu, w Twoim pierwszym upadku jest jednak nadzieja dla nas słabych ludzi. Ty szybko powstałeś, bo miałeś jasno określony cel: zanieść na Kalwarię wszystkie ludzkie upadki. W tej perspektywie myślenie o innych daje moc do przezwyciężania własnych słabości. Naucz nas, Panie, spieszyć bliźnim z pomocą, bo kto szybko pomaga, dwa razy pomaga: i bliźniemu, i samemu sobie.


4. Nadzieja strapionych


Ile strapień zmieści się w sercu matki? Ileż matek chciałoby wyręczać swoje dzieci w rozwiązywaniu ich problemów, za nie decydować, wstawiać się, gdzie tylko można, nawiązywać kontakty, bo to się może przydać. Ileż matek kocha swoje dzieci chorą miłością. Do nich Jezus zdaje się kierować upomnienie, jakie kiedyś usłyszała Marta: „Troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <mało, albo=""> tylko jednego” (Łk 10,41). Czasem wystarczy milcząca obecność. Wystarczy potwierdzenie: Jestem przy tobie. Nieraz duchowe wsparcie więcej znaczy niż setki działań podejmowanych „dla dobra dziecka” – często pozornego dobra. Bo są sprawy, w których nie da się człowieka wyręczyć. To najważniejsze sprawy: osobiste nawrócenie, otwarcie serca na Bożą miłość, zaproszenie Jezusa Zbawiciela do swojego życia. Kochająca matka może tylko wskazać drogę, upomnieć, dać dobry przykład, świadectwo.


Matko Jezusa, towarzysząca Synowi na Jego drodze aż po krzyż, naucz nas mądrze kochać nasze dzieci.


5. Nadzieja przymuszonych


Przyzwyczailiśmy się już do korzystania z wolności w niepodległej i demokratycznej Rzeczypospolitej. Cenimy sobie wolność słowa i wyznania, a w niej wolność praktykowania bądź niepraktykowania wyznawanej religii. Chcielibyśmy coraz bardziej poszerzać zakres naszej wolności aż po wolność od Bożych przykazań. Bo nie lubimy być do czegokolwiek przymuszani. Tymczasem prawdziwa wolność wiąże się z odpowiedzialnością. Najpierw z odpowiedzialnością za własne czyny, ale również za los innych w ramach ogólnoludzkiej solidarności. Taką właśnie wolność realizował Chrystus. Będąc w pełni wolnym Synem Bożym w swej ziemskiej działalności ponad siedemdziesiąt razy użył słowa „muszę”, podkreślając konieczność wypełnienia Bożego planu zbawienia świata. Wolność w chrześcijańskim rozumieniu polega właśnie na uczestnictwie w realizacji Bożego planu, a naszym zniewoleniem jest grzech czyli nieposłuszeństwo wobec Boga. Ale ta przeszkoda została już usunięta: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Wolność w Chrystusie nie pozwala chrześcijaninowi przejść obojętnie obok człowieka potrzebującego pomocy. Jego sumienie wołać będzie: „Muszę pomóc bratu”.


Panie Jezu, który przyjąłeś pomoc przymuszonego Szymona, ukształtuj nasze sumienia tak, aby zawsze mobilizowały nas do czynienia dobra i powstrzymywały od czynienia zła.


6. Nadzieja pomocnych


Jeśli ktoś chce pomóc, zawsze znajdzie sposób. Miłość bliźniego jest niezwykle twórcza, pomysłowa i nie znosi bezczynności. Nie szukając własnego zysku ani poklasku, skupia się na tym, co jest w życiu naprawdę ważne. Dlatego łatwo dostrzega potrzebującego i spontanicznie spieszy mu z pomocą. Angażuje dostępne środki, nie dba o reakcję tłumu, który lubi napawać się cierpieniem innych. Miłość bliźniego nie oczekuje nagrody, ale zawsze nią się cieszy, bo nosi w sobie odbicie Chrystusowego oblicza.


Panie Jezu, który zostawiłeś na chuście Weroniki odbicie swojej twarzy, naucz nas rozpoznawać Ciebie w każdym człowieku potrzebującym pomocy. Spraw, byśmy spełniając uczynki miłości sami coraz bardziej upodabniali się do Ciebie.


7. Nadzieja upadających


Kto z nas pamięta swój drugi upadek – już nie potknięcie, a jeszcze nie nałóg. W sam raz pośrodku, taki „a jednak”, ale „nie za bardzo”. Nie żeby skrzywdzić, ale sprawić przykrość.
Każdy grzech ma wymiar społeczny. Odbija się na międzyludzkich relacjach, zakłóca je, rodzi nieufność i uprzedzenia. Każdy grzech sprawia, że ktoś więcej cierpi, bo brak miłości wyrównuje się cierpieniem. Św. Faustyna Kowalska uczy nas cierpienia wynagradzającego za grzechy świata. Dzięki takim jak ona Bóg powstrzymuje się od wymierzenia zasłużonej kary za znieważające Go ludzkie myśli, słowa, czyny i wszelkie zaniedbania miłości bliźniego. Głoszenie Ewangelii jest równocześnie wzywaniem do nawrócenia. Objawienia prywatne nieustannie przypominają o konieczności pokuty i modlitwy.


Panie Jezu, przy Twoim drugim upadku pod ciężarem krzyża prosimy Cię, wlej w nasze serca Twoją miłość, byśmy nie wymawiali się od tej cząstki cierpienia, którą nam wyznaczyłeś. Spraw abyśmy przez solidarne uczestnictwo w Twoim zbawczym cierpieniu przyczynili się do ocalenia siebie samych i tych spośród braci, których los jest najbardziej zagrożony.


8. Nadzieja zapłakanych i nieumiejących płakać


Różne są powody ludzkich łez. Zdarzają się też tak bolesne doświadczenia, że po nich człowiek staje się niezdolny do płaczu. Noszona głęboko w sercu pamięć doznanej lub wyrządzonej drugiemu krzywdy paraliżuje w nim wszelkie odruchy ludzkich odczuć. On już nie umie nikomu współczuć ani dzielić się tym, co sam przeżywa. Jest jak uschłe drzewo, z daleka podobne do zdrowych, ale wewnątrz nie ma w nim życia.
„Nie płaczcie nade Mną, ale nad sobą i nad waszymi dziećmi. (...) Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, co stanie się z uschłym?” (Łk 23,28.31). Nie ma potrzeby płakać nad losem Sprawiedliwego, choćby szedł na śmierć. On jest zwycięzcą. Łzy najbardziej są potrzebne tym, co przegrywają swoją wieczność.


Panie Jezu, który upomniałeś płaczące kobiety, naucz nas dobrze płakać. Naucz nas współczuć tym, których spotkała przykrość, ale przede wszystkim naucz nas płakać nad naszymi grzechami i nad grzechami naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy już zagubili umiejętność rozróżniania dobra i zła. Wzbudź w naszych sercach żal doskonały, bośmy wszyscy odwrócili się od Twojej miłości. Daj odwagę wyznania ukrywanych grzechów, abyśmy mogli dostąpić przebaczenia i naucz nas płakać tak jak Piotr po zaparciu się Ciebie. Niech z naszych oczu popłyną łzy oczyszczające duszę. Takich łez nikt nie powinien się wstydzić.


9. Nadzieja upadłych na duchu


Najboleśniejsze są uderzenia w miejsca już wcześniej zranione. Najtrudniej powstać z upadków, które weszły w nałóg. Wolna wola za słaba, by stanąć do walki, nie widząc szans zwycięstwa, poddaje się, przegrywa. Człowiek szamocze się w poczuciu doznanej klęski, podnosi się już tylko po to, aby znowu upaść.


Panie Jezu, który dźwigasz się z trzeciego upadku, pomóż nam zrozumieć, że nie ludzkiej, ale Bożej trzeba siły, by powstać z nałogu. Kto mu uległ, potrzebuje grupy wsparcia i modlitwy. Alkoholik potrzebuje wokół siebie abstynentów, narkoman zdyscyplinowanej wspólnoty, erotoman ludzi o czystych sercach. Każdy z nich regularnie potrzebuje też sakramentów. Spraw Panie, abyśmy umieli we właściwy sposób pomagać wychodzącym z nałogu, abyśmy nie stwarzali wobec nich okazji do grzechu.


10. Nadzieja pozbawionych wszystkiego


Dzisiejszy człowiek zdaje się bardziej ufać liczbom niż Panu Bogu.
Ogromne znaczenie ma liczba określająca stan konta na bankowym rachunku. Liczba tygodni może przesądzić o prawie do narodzenia się, a liczba lat o prawie do kosztownego leczenia. Liczbami próbuje się zdefiniować ludzką godność i wartość ludzkiego życia. Wobec praw ekonomii prawa człowieka wydają się schodzić na drugi plan. Finansowe rozgrywki ludzi bogatych i wpływowych rozstrzygają się zwykle ze szkodą dla ubogich, bo to ich dotyka redukcja zatrudnienia i utrata środków do życia.
„Rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy” (Łk 23,33). Liczba wyrzucona podczas gry w kości zdecydowała o tym, komu przypadnie Twoja, Panie Jezu, suknia. A Ty pozostałeś nagi. To dla grających nie było ważne. Zresztą po co umierającemu cokolwiek? Przecież już i tak z niczego nie skorzysta. Jakże często tzw. „praktyczne myślenie” przysłania to, co stanowi o naszym człowieczeństwie.


Panie Jezu, który choć obnażony, pozostałeś pełnym chwały Synem Bożym i pełnym godności człowiekiem, naucz nas bronić praw i godności ludzi jeszcze nienarodzonych, źle urodzonych, niegodnie żyjących, umierających w opuszczeniu.


11. Nadzieja bezradnych


Czy można walczyć z ubóstwem nie mając własnego grosza? Czy można być misjonarzem nie ruszając się z domu? Czy można dokonywać wielkich dzieł nie opuszczając łóżka? Przykłady świętych pokazują, że można. Matka Teresa z Kalkuty właśnie dlatego, że nic nie posiadała na własność, niosła skuteczną pomoc tysiącom, a może milionom ubogich. Misjonarze z wielu krajów za bezcenne uznali wsparcie Małej św. Tereski, która modliła się i cierpiała w murach karmelitańskiego klasztoru. Prosta wiejska kobieta Marta Robin przez 50 lat leżała sparaliżowana posilając się jedynie Eucharystią. Przyjmowała w swoim małym pokoju tysiące osób z całego świata, inspirując odnowę duchową we Francji i innych krajach.


Panie Jezu ukrzyżowany, który największego dzieła dokonałeś właśnie wtedy, gdy już nic nie mogłeś zrobić, naucz nas akceptować nasze ograniczenia. Ty przez swą fizyczną bezradność dokonałeś zbawienia świata, wzmocnij naszą wiarę w to, że dla nas, którzyśmy z Tobą związali swe życie, nie ma sytuacji bez wyjścia. „Bo moc w słabości się doskonali”.


12. Nadzieja winnych


Sumienia nie można oszukiwać bezkarnie. Przyjdzie chwila, gdy ono upomni się o swoje, to znaczy o Boże prawo. Ale czy wystarczy wtedy czasu na naprawienie krzywd, na zadośćuczynienie? Czy wystarczy świadomości i woli, by wzbudzić w sobie szczery żal? Czy wystarczy uwagi, by usłyszeć daną łotrowi obietnicę: „Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43)?


Panie Jezu umierający na krzyżu, Ty przed nikim nie zamykasz bramy nieba, oddajesz życie, aby wszystkich zbawić. Jednak po ten dar, po łaskę zbawienia każdy musi sam wyciągnąć rękę. Prosimy Cię za ludzi uporczywie trwających w swoich grzechach, aby rozpoczęli pokutę, póki jeszcze mają czas.


13. Nadzieja zrozpaczonych


Umarł bezdomny, ktoś przypadkiem natknął się na jego ciało. Umarła samotnie mieszkająca sąsiadka. Po kilku dniach czuć było na klatce schodowej charakterystyczny zapach rozkładających się zwłok. Przechodzień zasłabł na ulicy. Wszyscy go omijali, myśląc że pijany. Zmarł, zanim nadeszła pomoc.
Pozostawiony samemu sobie człowiek może zwątpić w ludzką życzliwość a nawet w dobroć Boga. A jeśli odejdzie z tego świata z rozpaczą w oczach... Jak żyć ze świadomością, że mogliśmy mu pomóc, a nie uczyniliśmy tego? Nasze przyznanie się do winy jemu już nie przywróci nadziei.


Panie Jezu, po Twojej śmierci wielu zwątpiło w sens Twojej nauki. Ty sam umierałeś w poczuciu opuszczenia przez Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34). Z Twojego przebitego boku wypłynęła krew i woda, dowód Twojej śmierci i znak nieskończonego Twego miłosierdzia. To ono ma moc wyrwać dusze z najgłębszej rozpaczy. Okaż nam, Panie, miłosierdzie swoje, a będziemy zbawieni.


14. Nadzieja zamkniętych w sobie


Czym jest człowiek zamknięty na innych?
Jest grobem, u którego wejścia zasunięto kamień i nałożono pieczęć.
Gdzież jego nadzieja?
On nie ma jej w sercu, bo tam mrok. Nie ma wśród ludzi, bo ich wszystkich odepchnął twardym jak kamień i urzędowym jak pieczęć słowem. Obezwładniony pychą o nic nie poprosi nawet Pana Boga. Wiedząc, że nie zasługuje na niczyją łaskę, nauczył się już jej nie potrzebować. Sam sobie grobem, kamieniem, pieczęcią...
Gdzież więc jego nadzieja?
Jedynie w Miłości co zdjęta z krzyża i pogrzebana jaśnieje dnia trzeciego. To ona swym blaskiem prześwietla grobowe mroki duszy i krusząc kamień pychy zdejmuje z niej pieczęć zła.


Panie Jezu, Twoje martwe ciało złożono w grobie. Lecz dziś go tam nie ma. Dziś my wszyscy jesteśmy członkami Twego zmartwychwstałego i uwielbionego ciała. W Tobie stanowimy jeden żywy organizm. Dlatego prosimy Cię, prześwietl nas Twoją miłością i odnów w nas nadzieję, byśmy z ufnością powierzając się Tobie, umieli pomagać bliźnim nawet wtedy, gdy sami cierpimy niedostatek.

Droga Krzyżowa 2

WSTĘP:

 

Można pogrążyć się w bólu
Cierpieniem odmierzać godziny
I żyć nie żyjąc
Ale właśnie te najgorsze chwile
są miejscem dawania świadectwa
Zapominania o sobie i przypominania o drugim człowieku
Bo Wielki Post to wielkie orzeźwienie
Ducha zalęknionego budzenie
Przemierzanie ulic pozornie bez celu
I po krążkach różańca
Wspinaczka do nieba

 

Nabożeństwo Drogi Krzyżowej jest dla chrześcijanina wielkim dobrem. Dzięki głębokiemu przeżyciu tajemnicy Męki i Zmartwychwstania Pańskiego można mocniej przylgnąć do Miłości, która dla człowieka była i jest nielogiczna i nieobliczalna, bo przechodzi jego wyobrażenie. Ale oprócz tych cech charakteryzuje ją ogromna ofiarność. Ze względu na tę obfitą hojność każdy może wziąć dla siebie tyle, na ile zdoła otworzyć swoje serce. A Bóg jest cichy i pokorny, dlatego zawsze będzie powtarzał: Jeżeli chcesz... Dziś jest szczególna szansa pójścia za Nim, odpowiedzenia na Jego zaproszenie. Czy naprawdę chcesz i czego naprawdę pragniesz? Możesz nie tylko przejść przez kolejne 14. stacji ale zatrzymać się na dłużej w jednej z nich i uczynić ją szczególnym miejscem Spotkania, wyspą modlitwy. Czego Ci najbardziej brakuje, co cię przeraża, jakie uczucia mieszkają dziś w twoim sercu? Proś Matkę Bożą aby zamieniła twoje „nic”, twoje problemy i uzupełniła pustkę serca, wlewając do niego dobre wino. Ona na pewno zauważy każdy twój brak i tak jak w Kanie Galilejskiej powie do Syna: Nie mają wina - a Syn, mimo pierwszego słowa „Nie” odpowie na troskę Jej serca: "Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi”. Trzeba mieć taką wiarę, z jednej strony odważną oraz gotową na ryzyko i jednocześnie być gotowym na odpowiedź: – „Bądź wola Twoja”. Przejdź więc z pokorą ale i nadzieją drogi Jezusowej Męki i otwieraj serce na działanie Łaski, aby mogło napełnić się światłem Zmartwychwstania.

 

STACJA I – PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

 

 

Przechwytywanie 1

 

Cóż to jest prawda
Zapytał ten co umywał ręce
Być może te słowa były początkiem
Sumienia albo tego co miało nadejść

Kiedy słyszę to pytanie
Czym ona jest

Otulam szczelniej

ciepłem
Nikły płomień świecy
Jest siła

Zamilknijmy
prawda i sumienie
Zostaną
Gdy wszystko przeminie

 

Wystarczy przejść się ulicą, wejść do kawiarni, obejrzeć telewizję, włączyć radio bądź porozmawiać z kimś. Wszędzie ktoś pokrzywdzony, sądy, trybunały, słowa, które nie powinny być wypowiedziane. Widzę ludzi ze spuszczonymi głowami, ze łzą w oku, milczących albo krzyczących, potok słów i lamentu. Wieczorem słyszę, że znów gdzieś płonie Kościół, ludzie tracą życie za wiarę, a z gazet wylewa się jad na wartości jakimi żyję. Zasłaniam, oczy i zatykam uszy. Ale to nic nie daje. Nie pozwalają mi patrzeć na Krzyż w urzędach, w szkole, w pracy, reagują z drwiną na moje gesty, które świadczą o tym, że jestem chrześcijaninem. I te powtarzające się pytania: za kim jesteś? Co o tym sądzisz? Albo namawianie do roli Piłata. Zmęczony jestem Jezu. Opieram czoło o chłodną ścianę świątyni i proszę o pomoc, abym mógł przejść to piekło, które zgotowali sobie ludzie na ziemi. Ale pomóż mi też abym sam siebie nie zmierzał w jego kierunku. Abym nie mówił, że jestem skazany na życie w takim a nie innym środowisku , rodzinie, relacjach . Pomóż mi raczej mówić, że jestem wskazany prze Ciebie aby tu żyć, świadczyć i zmieniać świat na lepsze. Że jestem potrzebny ze swoim krzyżem, aby ktoś mógł dzięki mnie przejść przez swoją rozpacz i że moja łza może być solą niosącą komuś pokrzepienie.

Naucz mnie Jezu czerpać siły z Twojego świętego milczenia, które jest najpełniejszą odpowiedzią na wszystkie moje pytania.

 

STACJA II - PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWE RAMIONA

 

Przechwytywanie 2

 

Mam swój krzyż
Jest wyjątkowy bo mój
Pasuje idealnie do zagłębień
Na moich ramionach
Nie jest za wysoki ani za krótki

Kiedyś chciałem go zrzucić
Pozostały rany i nie chciały się zabliźnić
Dopóki nie przytuliłem do niego twarzy
Wtedy ktoś czule dotknął
Moich pół przymkniętych oczu

A później pamiętam już tylko
Że otoczyła mnie miłość

 

Robi się coraz trudniej. Idę przed siebie z ciężkim krzyżem i wydaje mi się, że za moment upadnę. Te nieszczere spojrzenia, puste słowa obiecujące pomoc gdzieś w mglistej przyszłości i drwiny. Często zastanawiam się czy moja modlitwa ma sens skoro z dnia na dzień nic się nie zmienia na lepsze, albo myślę, czy to ja zawiniłem i cierpienie jest konsekwencją grzechu, czy może ma tak po prostu być. Kiedy chciałem pozbyć się ciążącego mi balastu, wkładałem mój krzyż na ramiona rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Strugałem takie małe krzyżyki moich trudnych obowiązków, łez, choroby i obarczałem nimi bliskich. I choć niektórzy mi pomagali je nieść to i tak nic się nie zmieniło. Było nawet gorzej i nie umiałem zrozumieć sensu swojej drogi. Z biegiem czasu zdałem sobie sprawę, że dopóki sam nie przeżyję do końca mojego bólu, nikt ani nic nie może go wyrwać z mojego serca. Jedynie Jezus, dzięki któremu wciąż jakoś idę do przodu, bo widzę przede mną w oddali Jego postać i odciskam moje stopy w śladach Jego boskich stóp.

Jezu, rozluźnij moje palce zaciśnięte do białości na kielichu, który mam wypić. Napełnij serce odwagą abym mógł iść dalej i spotkać Miłość za kolejnym zakrętem, do którego wiedzie ciemna i wyboista droga.

 

STACJA III – PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM

 

Przechwytywanie 3

 

Zły będzie sprawiał że zawsze będziesz „na nie”
Czegoś wciąż za mało za dużo
Albo nie tak jak byś chciał żeby było
Popsuje każdy moment szczęścia
Ukrytego w wielkich wydarzeniach ale i w małych
Codziennych cudach
Ten niedosyt sprawi że zapomnisz o dobru
Jakie dają Ci ludzie
Nie dostrzeżesz uśmiechu
Wyciągniętej dłoni w czułym geście
A potem rzuci Cię w rozpaczy na kolana
I będzie grał z Tobą w karty o życie
Wtedy wystarczy z miłością

zawołać do Pana
Uwierzyć w sens tego co było i co będzie
A wróci radość z bycia
Po prostu
I (nie) zwykłego czekania
Na wschód słońca

 

A jednak upadłem. Tyle starań, modlitw i obietnic składanych Bogu i sobie, a ja potykam się o maleńki kamyk rzucony sprytnie przez Złego. Wiedział gdzie uderzyć, za czym tęsknię i czego mi brakuje. Ugodził w najczulsze struny i wygrał ponownie z moją kruchą wiarą. W tamtej chwili wszystko sprzyjało temu, abym przegrał. Pojawili się nagle jacyś ludzie, którzy usilnie namawiali i o czymś zapewniali, pojawiła się też radość i spokój. Wystarczyła jednak chwila, a to co widziałem, co dawało sercu zadowolenie, pękło ja mydlana bańka. Nie było już tak kolorowo. A huk był potworny. Nagle nikogo przy mnie nie było i zacząłem się bać. Zachwiałem się i upadłem na kolana, chroniąc twarz przed ostrym brzegiem kamienia. Wtedy spojrzałem w górę, na niebo. Ciepłe promienie słońca padały na moje skronie. Mimowolnie sięgnąłem do szyi i poszukałem krzyżyka, który był przyjemnie chłodny. Przyłożyłem go do ust i ucałowałem. Tak o Jezu, mam jeszcze w sobie wiarę i dzięki niej potrafię wstać i zdjąć z siebie brud tego świata. Otrzepać ubranie, pył z sandałów i iść dalej za Tobą. Naucz mnie silniej ufać, abym umiał odróżniać prawdziwe piękno od jego atrapy, żywą wodę Twojego Słowa od fatamorgany na pustyni powstałej przez podstępne działanie Szatana.


Jezu, niech Twoje Słowo wypełnia po brzegi moje puste miejsca i mocno się zakorzenia. Abym nie szukał już więcej szczęścia po za Tobą.

 

STACJA IV – PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

 

Przechwytywanie 4

 

Łaskawa Kielecka, Nieustającej Pomocy, Czarna Madonna
Przybierasz Maryjo tak wiele imion
Aby każdy znalazł miejsce w Twoich ramionach

Kryjesz się w obrazach w ramach drewnianych
Posrebrzanych
Z zatkniętą różą w rogu
Przewieszonym różańcem
Jak czyimś rozpłakanym cierpieniem
Czy szczęściem

Pomódl się dziś proszę
Abym zawsze Ciebie dostrzegał
Na rozwidleniu moich dróg

 

Przy tej stacji zanurzam się zawsze w morzu Miłosierdzia. Rozmyślam o mojej ziemskiej matce, jak duże ona ma znaczenie w moim życiu. To wszystko co jest we mnie dobrego, szlachetnego i delikatnego posiadam właśnie dzięki niej. Cechy te mogę pomnażać z kolei dzięki mojej Matce Niebieskiej. Ta świadomość sprawia, że czuję się lepiej w każdym cięższym doświadczeniu, kiedy kogoś lub coś tracę, kiedy trzeba pogodzić się z cierpieniem bliskiej osoby. Umiem wtedy wykrzesać z siebie chociaż parę iskier dobra. Staram się ubrać serce w cierpliwość i pokorę i czekam wypatrując otwartych szeroko ramion, szukających mnie niecierpliwie pośród tłumu. Wiem, że mnie znajdziesz Maryjo, chociażbym odszedł daleko od Ciebie i zapomniał o Tobie. To spojrzenie, którego się nigdy nie zapomina przeszywa miłością moje życie i ceruje wszelkie rozdarcia wyszarpane przez grzech i cierpienie. Delikatnie i w milczeniu. Idę więc odważnie do wyznaczonego celu, mimo otaczających mnie nieprzychylnych ludzi i mimo grzechu, który przykleił się do serca. I choć brakuje tej fizycznej ciągłej bliskości z Tobą, wiem, że Ty Matko stoisz w ukryciu przy moim krzyżu z dzbanem zimnej wody. Kiedy dotrę na miejsce obmyjesz mi oczy abym przejrzał i zobaczył to, co chcesz abym widział.

Matko, skało cierpliwości i zdroju miłosierdzia – zapal proszę moją lampę pokory.

 

STACJA V – SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA PANU JEZUSOWI DŹWIGAĆ KRZYŻ

 

Przechwytywanie 5

 

Czasami będziesz odczuwać głęboką samotność
Wejdź w nią
Zajrzyj do tej studni a zobaczysz gwiazdy
Ich blask przeprowadzi przez ponure doliny

Czasami odczujesz ogromną nienawiść od ludzi
Złóż wtedy dłonie do modlitwy
A potem wstań z przygnębienia i zapomnij
Oddech wchodzącego słońca pogłaszcze po twarzy

Czasami odczujesz bezradność a wokół świat ze szkła
Uderz w niego mocną wiarą
Nie skaleczysz się żadnym odłamkiem
Czasami nie będziesz rozumieć drugiego człowieka
Skrzywdzi ominie spojrzeniem
Poczekaj na niego
Bo teraz on sam siebie nie rozumie
A jutro przybiegnie ze słowem

słonecznym

 

Chciałbym tak, jak Szymon zarazić się Miłością. Chociaż nie wiadomo co się z tym człowiekiem działo po spotkaniu z Jezusem, to ja mocno wierzę, że po prostu musiał spotkać się z Miłością i wszczepić ją w swoje serce. Przy tej stacji dłużej się modlę bo wiem, że przekaz z niej płynący szczególnie dotyka mojego serca. Pomiędzy poniekąd wymuszoną pomocą Cyrenejczyka, a słowem Łaska, można postawić znak równości. Ten mężczyzna został najpiękniej obdarowany. Zawsze kiedy myślę o różnych sytuacjach z mojego życia, w których mogłem pomóc, a nie zrobiłem tego z różnych powodów, mam ogromne wyrzuty sumienia. Bo wiem, że nie przyjąłem od Boga Łaski, nie umiałem się na nią otworzyć. Mocniej sobie wtedy uświadamiam, że nie żyję dla siebie, ale dla innych. Po to tu jestem, aby świadczyć i dzielić się tym co mam najlepszego. To moje ciągłe odchodzenie od prawdy, ucieczka w głąb siebie jest zawsze ślepą uliczką. Wiem, że dobiegnę do pewnego punktu, a tam będzie wielkie nic, pustka i rozpacz. Szymonie, ty uczysz mnie także tego, że krzyż może przyjść zawsze i wszędzie, i ja będę musiał wtedy jakoś się opowiedzieć. Nie będę dywagować – kiedy?, po co?, dlaczego?, Tylko właśnie tu i teraz. Bez rzeczywistości „teraz” nie ma przyszłości. Nie ma mnie. Nie ma drugiego człowieka.

Pomóż mi Jezu wybiec poza mój dom i szukać ludzi, niech Twoja łaska wylewa się do innych serc przez moje dłonie i moje oczy.

 

Stacja VI – WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI

 

Przechwytywanie 6

 

Proś i ufaj, że On Cię wysłucha
ufaj, prosząc o miłosierdzie
bądź miłosierny dla innych
zapominając o sobie
usiądź z Nim i po prostu bądź
pogadaj jak z przyjacielem
a potem idź do ludzi aby ich pocieszać
i mówić z nimi o Miłości
bo Słowo ma moc szczególnie to Boże
a ludzkie kiedy jest dobre
odbija refleksy niebieskiego Światła

 

Kolejny odcinek drogi Męki Jezusa, a ja już opadam z sił. Jak to dobrze, że jest właśnie taki przystanek, na którym mogę spotkać dzielną kobietę, usilnie dążącą do wyznaczonego sobie celu. Był ból, musiało być i pocieszenie, była na twarzy krew, musiało być koniecznie delikatne dotknięcie rany. Po prostu coś złego się działo i trzeba było jakoś zareagować. Kiedy patrzę na tę scenę, staję się malutki, kulę się w sobie. Ale z drugiej strony każdego roku coraz więcej się uczę. Weroniko, gdy na ciebie patrzę widzę Miłość, która jak taran toczy się przez rozkrzyczany tłum ludzi, toruje sobie drogę i rozpala ogniem przy Jezusie. Widzę jednak coś jeszcze. Coś, co mi daje mocny zastrzyk energii i popycha do działania. Przecież tobie nic się nie stało. Mogłaś zginąć, mogli cię wychłostać, wyzwać, a jednak nic takiego się nie stało. Ten moment wycierania cierpienia z oblicza Jezusa trwał kilka dobrych chwil i to wystarczyło, aby twój pospiech i odwaga stały się najpiękniejszą modlitwą zaniesioną do Boga. Głupio mi teraz. Bo gdy wspomnę sobie moją modlitwę to wiem, że nie zawsze byłem w tym względzie czysty. Kilka razy wolałem modlić się w samotności, zaniedbując w tym czasie kogoś, kto mnie potrzebował. Po czasie przychodziła refleksja. Czym jest modlitwa? Przecież nie tylko słowem, ale także czynem, poświęceniem, czujnością i pamięcią o drugim człowieku.

 


Pomóż mi Jezu, aby moja modlitwa zbierała też szepty innych ludzi, abym był zawsze tam, gdzie być powinienem.

 

STACJA VII - PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM

 

Przechwytywanie 7

 

tak zupełnie za nic

uwalniasz od kajfaszów judaszów piłatów
a ja wspinam się po pocałunkach srebrnikach

do miejsc które mam tak naprawdę
i miejsca mnie mają
do końca

 

Tym razem Zły nie rzucił we mnie małym kamyczkiem, ale kamieniem, który przygniótł mnie w najmniej spodziewanym momencie. Potem posypała się już cała lawina. Kiedy byłem pewny siebie, wydawało się, że wszystko układa się dobrze, dostałem mocne uderzenie w serce. Nie było to miłe uczucie. Szatan nie musiał tym razem robić podchodów, bo wiedział, że byłem słaby i wiedział gdzie mnie może celnie i boleśnie ugodzić. Przegrałem na całej linii. Ale tak sobie teraz myślę, z dystansu czasu, że zawsze są jakieś plusy nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Jezus pochyla się, bada grunt i każde zło umie zamienić w coś dobrego. Już wiele razy dał mi to odczuć. Wtedy kiedy upadłem w sobie, kiedy upadła we mnie miłość, modlitwa, wiara - nagle pojawiał się przy mnie i patrzył w moje oczy jak przyjaciel. Ja jednak często brnąłem dalej, a każdy mój upadek powodował wiele innych i jak kostki domina upadali przeze mnie inni ludzie. Ty jednak Jezu nie dawałeś za wygraną i z trudem podnosiłeś się w moim sercu, lepiąc je na nowo, delikatnie, z wielką czułością. I tak sobie teraz myślę, klęcząc w świątyni i adorując Ciebie w drugim upadku, że czuję większą siłę do stawiania oporu słowom, jakie co dzień rzuca mi w twarz świat. Dlatego, kiedy znów będą krzyczeć, że: strach, że ból, że samotność, ze fałsz, odpowiem im: że miłość, ze przebaczenie, że wiara, że moc, że modlitwa, że życie. Spróbuję.

Jezu, pomóż mi zbudować z kamieni, które ugodziły w moje serce i przeze mnie w serca moich braci, ołtarz. Aby przypominał mi, że życie to ciągłe pokonywanie swoich ograniczeń i składanie ofiary z siebie.

 

STACJA VIII - PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

 

Przechwytywanie 8

 

Bo musi być sens
że boli
że zmęczone oczy
godziny łzą rozpisane

w czarno białe tęcze

przecież czas miłosierny
kiedyś
rozplącze boleśnie zawiązane rany
doleje oliwy
do gasnącej lampy


Za dużo w moim życiu rozproszeń i skupianiu się na innych. Na tym co kolega, sąsiad, brat robią ze swoim życiem. Z kim się spotykają, jak żyją i jakimi są chrześcijanami. Ile zbędnych słów padło z moich ust w odniesieniu rzeczy i sytuacji, na które nie mam wpływu. Tak, krytykować można wszystkich a o sobie zapominać. Bo tak luźniej, wygodniej. I jakoś barwniej kiedy żyje się życiem innych. I ból tak nie boli, a wiążące decyzje odchodzą na dalszy plan. Co rok, przy tej właśnie stacji obiecuję sobie, że większą uwagę skupię na sobie samym. Pomagają mi w tym wydarzenia, które często z trudem przeżywam, ale zawsze patrząc na nie z dystansu widzę, że w moim sercu działo się wtedy coś ważnego, czego nie pomoże mi zrozumieć żaden człowiek. Że właśnie wtedy budziłem się do prawdziwego życia. A kiedy już naprawdę było beznadziejnie przypominałem sobie słowa z Księgi Mądrości: Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. Muszę więc dać się wypalić ogniem Bożej miłości, aby moje serce nabierało piękniejszego kształtu. I wiem, że dopóki ja nie zapłaczę nad swoim grzechem i nie przejdę godnie mojej drogi krzyżowej, nie zrozumiem innych. Dopóki moja miłość do siebie nie zostanie przeze mnie podniesiona z ziemi, nie podniosę i innych. Dopóki nie zapalę iskry w swoim sercu nie rozpalę jej w sercach potrzebujących. Męka Jezusa jest dla mnie przykładem. On każdym swoim upadkiem podnosił innych, ocierał łzy, całował zatroskane czoła. Co to za paradoks. A jednak. I nie upadał po to, abym nad Nim płakał, ale po to abym dostrzegł w Nim Zbawcę, a w sobie godność człowieka.

Ty Jezu powiedziałeś – Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Pomóż mi więc ożywiać w sobie miłość własną, dostrzec w sobie godność bożego dziecka, abym mógł szanować każdego człowieka.

 

STACJA IX – PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI

 

Przechwytywanie 9

 

Miłość podnosiła się z mozołem
Wspinając do nieba
Po drodze zgarniała obfite żniwo
Ludzkich uczuć i przeczuć

Rozsypała łzy jak ziarna

Dotąd niczyje i obumarłe
I w górę strzelały z nich
Dawno już wyczekiwane słowa
Pocieszenia

 

Kiedy trwam przy Jezusie podczas trzeciego upadku przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo – Tajemnica. Gdyby nie to wydarzenie z Drogi Krzyżowej pewnie bym nigdy nie wstał z mojego upadku. On był już po ludzku tragiczny. Nawet nie wiedziałem kiedy to się stało, bo za bardzo byłem rozluźniony, pewny siebie. Zdałem sobie z niego sprawę dopiero wtedy, kiedy obudziłem się w miejscu ciemnym i smutnym. Pustka z każdej strony, totalne opuszczenie. Szatan już nie celował we mnie kamyczkami , nie przygniótł serca głazem, tylko zamieniał je w głaz. Kamieniało mi wnętrze, kamieniało mi ciało. Leżałem tak sam nie wiem gdzie i ile czasu do momentu ,aż poczułem delikatny dotyk ciepła na moim ramieniu. To Jezus podnosił się w tym momencie z trudem i grymasem cierpienia na twarzy. I ja poczułem nagłe szarpnięcie. Wstałem, bo poruszyło się w moim sercu dobro zasiane kiedyś przez modlitwę, a Miłość znalazła sposób aby do mnie dotrzeć. Ona zawsze wygrywa, kiedy znajdzie chociaż jedną małą iskrę zapodzianą gdzieś na dnie ludzkiej duszy. Ona podniesie tych, co już nie widzą dla siebie ratunku, zaskoczy nagłą przemianą. Miłość podniesiona w trzecim upadku jest piękna. Jest świadectwem na to, że koniec może być początkiem, że nadwiędnięte listki zazielenią się, a krzyż zamiast ciężarem może być podporą. Trzeci upadek jest przedsmakiem Zmartwychwstania.

Jezu pomóż mi abym moją pewność zamienił w niepewność i każdego dnia podnosił w sobie Twoje Słowo, które jako jedyne poprowadzi do życia.

 

STACJA X – PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

 

Przechwytywanie 10

 

Szata rozdarła się
Z jękiem
Jezus stał jednak niewzruszony
Obleczony w światło

I zasłaniał sobą
Wstyd upokorzonych

 

To już dziesiąta stacja, a mnie wydaje się, że dwudziesta albo trzydziesta. Może dlatego, że odczuwam właśnie przy niej większy ciężar, bo przypominają mi się najboleśniejsze wydarzenia z mojego życia. Pamiętam jak kiedyś mocno komuś zaufałem , odsłoniłem moje wnętrze, a ten ktoś sprawił mi potężny zawód. Długo nie mogłem się z tego otrząsnąć. Ale czy miłość kalkuluje? Pyta o to co się opłaca, a co nie. Czy nie zatraca się w oddaniu? Odkrywa się, zdejmuje szaty wstydu, strachu i staje się taka bardzo krucha, podatna na najmniejszy dotyk bólu. Dlatego staram się chronić ją, osłaniać rękoma i zasłaniać przed złem, aby jej płomień nie został zbyt wcześnie przygaszony. A siłę czerpię od Ciebie Jezu. Ten przystanek na Twojej drodze musiał najbardziej Cię zranić. Dlaczego obdzierali Cię z jedynej szaty jaką miałeś? Przecież mieli już wszystko. Oskarżyli, upokorzyli, opluli i wiedli na śmierć. Chcieli upodlić Cię ostatecznie. Zobaczyć jaki jest naprawdę ten, kto Bogiem się nazywa, czy ma inne ciało, jak zareaguje. I tak do dziś dnia widzę jak obdziera się z Ciebie szatę Miłosierdzia, pokory, łaskawości po to, aby zaspokoić ciekawość, aby się zemścić, wzbogacić. Ale po tym wszystkim zawsze nadchodzi gorzka świadomość, że zraniona Miłości nie umiera. Że nie da się jej zabić i zapomnieć. Ona będzie krwawić i niepokoić, dopóki się nie zabliźni. Mam w sobie kilka takich blizn i dotykam ich z pokorą, bo gdyby nie Ty Jezu, pozostałyby mi otwarte rany. Miłość odkrywa się bez szemrania, bo nie ma nic do ukrycia i potrafi się poświecić do końca. Będę się starać przyjmować każde takie wydarzenie z pokorą oraz o to, aby pod moją szatą nie znaleziono nic, co mnie upokorzy, co będzie świadczyło o mojej wewnętrznej brzydocie.

Jezu zasłaniaj mnie szatą godności dziecka bożego kiedy ludzie będą odsłaniać moje człowieczeństwo.

 

STACJA XI – PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

 

Przechwytywanie 11

 

Wbijają gwoździe strachu, nienawiści,
Grzechu i ciekawości
Jezus wszystkie przyjmuje

Aby zanieść do Ojca
I prosić o zbawienie
Dla nich

 

Kiedyś ukrzyżowałem sam siebie, wbijając we własne serce oścień grzechu, a innym razem ktoś roztrzaskał we mnie spokój i bezpieczeństwo. Wbijali we mnie nienawiść , drwinę, upokorzenie, skazując na długie godziny przebywania na Krzyżu. Tam miałem wiele czasu na zastanowienie się nad moją sytuacją i przewartościowaniem własnego życia. Doświadczenie wszczepienia w Krzyż pokazało mi, że jest to czas kiedy ja już nic nie mogę. Że wtedy trzeba zamilknąć, ubrać się w pokorę i cierpliwie czekać. To kluczowy moment wyboru klęski albo zmartwychwstania do nowego życia. Innej drogi, pośredniej, niestety nie ma. W chwili totalnej bezradności rozcieńczałem swój ból w bólu Chrystusa. Wtedy w Jego Krzyż wsiąkły moje łzy, pot, wysiłek. Bo przecież kiedyś to ja nasiąknąłem Jego Męką do szpiku kości, kiedy narodziłem się z wody do życia. Często w momencie próby czytam sobie zdanie z 2 Listu do Koryntian : Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Jak to dobrze, że nauczyłem się nie omijać Krzyża. Kiedy chciałem iść drogą na skróty, mocno się poraniłem. A na mojej Golgocie odzyskałem radość i nadzieję. Bo tylko tam usłyszałem głos Pana bez zniekształceń i oddałem Mu to,czego obawiałem się stracić.

Jezu niech każdy gwóźdź wbity w moje ciało przybija mnie mocniej do Ciebie.

 

STACJA XII - PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

 

Przechwytywanie 12

 

Miłość zmierzała w kierunku Krzyża
Słabło jej ciało

We wnętrzu jednak tętniło dobro
Rozsadzało serce
Kiedy tak bardzo chciało zrobić w sobie miejsce
Dla każdego
Pękło

Posypały się z Krzyża iskry bożej miłości
Zapalając nadłamane knotki,
Nawadniając spaloną glebę

 

Otworzyło się serce Boga -człowieka na cały świat. Przebite włócznią po to, aby ludzie uwierzyli, że mają Ojca. Że mogą od teraz mieszkać w Nim, rozbić bezpiecznie swój namiot. Abym do końca uwierzył musi umrzeć we mnie umrzeć stary człowiek. To co mnie zatrzymuje w drodze do Miłości i drugiego człowieka. Wiele planowałem, marzyłem i układałem życie po swojemu i jak się to zazwyczaj kończyło? Fiaskiem. Tylko dlatego, że nie godziłem się na umieranie, oddawanie cząstki siebie dla świata. Ta stacja to dla mnie czas modlitwy o dar odwagi, do radykalnych cięć w moim życiu. Niech gasną złe namiętności, lenistwo, nałogi, lekkomyślność, gniew i rodzą się z nich nowe rzeczywistości. Kiedy zgodzę się z Twoją wolą Boże, to otworzy się w moim sercu kanał, przez który wpłynie żywa woda -Twoja Łaska. Odwracam więc moją twarz w kierunku Jerozolimy i idę ucząc się wierzyć, że ci, którzy mnie chcieli wgnieść w ziemię, zdeptali, stali się nie wiedząc o tym zaczynem życia. Tak jak Ty Jezu kiedy szedłeś z Krzyżem na ramionach, z każdym krokiem coraz bardziej umierałeś, rodząc się jednocześnie dla nieba. Straciłeś swoje ziemskie ciało, które wcześniej już podzieliłeś w wieczerniku, aby nikt nie był więcej głodny.

Naucz mnie Jezu umierać dla innych i karmić ich Twoją Ewangelią.

 

STACJA XIII - ZDJĘCIE Z KRZYŻACIAŁA PANA JEZUSA

 

Przechwytywanie 13

 

Śmierć przegląda się w życiu
A życie w śmierci
Z tego przenikania rodzi się Miłość

Drzewo o mocnych korzeniach
I wiosennych listkach

Nie zatrzymasz tego tańca życia i śmierci
Z martwych powstawania

 

Stoję pod Krzyżem Jezusa i obserwuję moment zdjęcia Jego Ciała wprost w ramiona Matki. Historia zatoczyła koło. W Maryi wzrastał Jej Syn, później spoczął w jej dłoniach i pokazała Go całemu światu aby w końcu przeprowadzić swoje dziecko przez bramy śmierci. Przyjęła wszystko – i to co piękne, i to co bolesne. Zawsze z boku, z tęsknotą wyrytą na obliczu, ze zgodą na dzielenie się Jezusem z innymi. Od tamtej pory Maryjo przez Twoje dłonie przeszedł niejeden człowiek. Rodził się dzięki Tobie i umierał przy Tobie. Dlatego wiem, że i ode mnie przyjmiesz to, co jest moim krzyżem. Składam więc w Twoje ramiona moje życie. Przytul je proszę i opatrz wszystkie rany. Składam mój egoizm, pychę, lenistwo i gniew. I wierzę, że kiedyś zdejmiesz mnie z Krzyża i poprowadzisz do życia. Przy tej stacji modlę się gorąco o Ducha męstwa, abym umiał wytrwać do końca w godzinie próby. Nie zdezerterował. Abym ucałował moje drzewo boleści i był świadkiem wypuszczania prze nie młodych pędów. Chcę Cię Jezu przy tej stacji szczerze uwielbiać . Nie słowami, datami, którymi wypełniłem terminarz, ale w moim stawaniu się Słowem. Aby przewracano kartki mojego życia, czerpiąc z niego nadzieję i pokój.

Jezu wlej w moje serce taką ufność, abym zawsze umiał z wysokości Krzyża rzucić się bez oporów w przepaść Twojej Miłości.

 

STACJA XIV – ZŁOŻENIE DO GROBU CIAŁA PANA JEZUSA

 

Przechwytywanie 14

 

Już cicho jest
Bezpiecznie
Święte odpocznienie

Krzyż wywyższył człowieka
Który łaknął chleba
I nie wiedział że w nim pustka była
Co pragnęła jedynie Boga i nieba

 

Kiedy adoruję Twój grób Jezu, robię rachunek sumienia, bo przy tak radykalnym ukazaniu miłości boskiej do człowieka, potrzeba mi dziś zmuszać się do głębokiej refleksji. Pytam więc siebie - jaka była moja miłość? Często niecierpliwa, nie łaskawa, szukała poklasku, pamiętała wyrządzone zło, zazdrościła, unosiła się gniewem, szukała złego. Ale teraz zaczyna się nowe. Dałeś mi Panie ten czas odpoczynku , tę chwilę Twojego przebywania w grobie, abym mógł odetchnąć i nabrać Ducha. Zdjąć z siebie szaty starego człowieka i przyoblec się w Światło. Czuję się tak, jakbym zdjął z ramion przerażająco ciężki plecak pełen kamieni, przysiadł na szczycie góry i wypatrywał wschodu słońca, które ogrzeje mi zmęczone skronie. Właśnie teraz zaczynasz mnie Jezu zbawiać - od samego siebie, od drugiego człowieka. Zbawiać świat od niepokoju, strachu i ludzkiej logiki. Otwierać groby Słowa Bożego, które szczelnie pozamykano. Słowo to usuwane z urzędów, miejsc pracy, z domów po długim milczeniu przemówiło. I przyoblekło się w uwielbione Ciało, aby znowu zbliżyć się do człowieka, dać sobie włożyć rękę w bok, odsłonić swoją boskość do końca. Aby tym ,co uwierzyć nie mogą dać nowe życie i wyprowadzić ich z ciemności zalegających w ich spuchniętych z bólu sercach .

Napełnij Jezu moje oczy światłem radości Zmartwychwstania abym mógł być tym światłem dla innych.

 

ZAKOŃCZENIE:

To wszystko musiało się właśnie tak skończyć. Grób zasypany nienawiścią i ludzką nędzą, przywalony głazem, aby miłość nie drażniła już więcej, aby sumienie przestało niepokoić. Na nic to wszystko się zdało, bo Krzyż ugiął się pod ciężarem Boga człowieka, rozpękł się światłem Zmartwychwstania. Ziemia nie zdołała Go zatrzymać, natomiast narodziła uwielbione Ciało, nowe Życie. Spulchniona krwią niewinną i Miłością wydała plon obfity z ziarna wdeptanego w nią z nienawiścią stopami grzeszników. Już wszystko przygotowane – był zasiew, są plony i tylko od ciebie zależy, co dalej z tym darem zrobisz. Czy przyjmiesz Jezusa w Hostii i uczynisz Mu dom ze swojego serca, aby wzrastał w nim i w tobie powodował wzrost. Czy ponownie zamkniesz Go w grobie i wprowadzisz na kalwaryjskie ścieżki, aby mógł wyprowadzić cię z ciemności. Jezus kieruje więc do ciebie ponownie takie słowa: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście”. Co wybierzesz? Trudno jest być konsekwentnym w dobrym wyborze, ale przeżywając swoje Życie z Tym co śmierć zwyciężył, wszystko jest możliwe.

Telst rozważań i foto : Anna Nogaj

Obróbka zdjęć: Jan Jasińśki, pieśń Ogrodzie Oliwny ks.Paweł Marek