Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Bóg nie umarł 2

unnamedCzy sprawy wiary można rozstrzygać przed sądem?

Pasjonująca opowieść o próbie odpowiedzi na najważniejsze pytania wyłącznie przy pomocy argumentów prawnych.
Druga część filmu, który poruszył serca i sumienia ponad 140 tysięcy polskich widzów.

Czy osoba wierząca może lub wręcz powinna ukrywać swoją wiarę w obliczu niewierzących? Czy wiara może kogoś obrażać lub szkodzić młodym umysłom?
Na takie pytania musi odpowiedzieć przed sądem nauczycielka liceum, którą oskarżono o to, że złamała przepis o świeckości instytucji państwowych, gdy podczas lekcji historii wspomniała o działalności Jezusa. Sądowy spór, który miał być lekcją pokory dla ludzi wierzących przeradza się w niezwykłą dysputę o wolności sumienia, istnieniu Boga i potrzebie poszukiwaniu w życiu czegoś więcej niż dobra doczesne.

W KINIE MOSKWA OD 8 KWIETNIA GODZ. 18.00

produkcja: USA , 2015
czas trwania: 121 min.
reżyseria: Harold Cronk
scenariusz: Chuck Konzelman, Cary Solomon
obsada: Melissa Joan Hart, Jesse Metcalfe, David A.R. White, Ernie Hudson, Hayley Orrantia
strona polska: https://www.youtube.com/watch?v=27yYEm7FXzU

 

BOG NIE UMARL 2pl

Wyjście do kina!

7803435.2W czwartek, 26. października br., o godz. 18.30., zorganizowaliśmy wyjście do kina „Moskwa”, na film o Św. Ojcu Maksymilianie Kolbe, pt. „Dwie korony. Bliższe informacje, zapisy(są wolne miejsca) i wpłaty 11.zł., u ks. Karola.

"Bernadetta. Cud w Lourdes"

Film "Bernadetta. Cud w Lourdes"
OBSADA AKTORSKA I TWÓRCY
REŻYSERIA - Jean SAGOLS
Katia Miran - Bernadette Soubirous
Michel Aumont - Ojciec Dominique Peyramale
Francis Huster - Prokurator Vital Dutour
Francis Perrin - Komisarz Jacomet
Alessandra Martines - Louise Soubirous
Alain Doutey - Dr Dozous
Gilles Lemaire - Prevot
Nicolas Jouhet - François Soubirous
Eric Laugerias - Deschamps


7720257.2Przed udaniem się na seans miałam mieszane odczucia, z jednej strony pojawiła się ciekawość związana z odzwierciedleniem wydarzeń z Lourdes, zaś z drugiej myślenie z cyklu "może to być mało interesujące". O samej postaci Bernadetty nie posiadałam dużego zasobu informacji, więc za namową jednej osoby zdecydowałam się ten film obejrzeć.
Otóż śmiało mogę powiedzieć, że wyszłam z kina pozytywnie zaskoczona i poruszona postacią niezwykłej, młodej i odważnej Św. Berandetty. Aktorka wcielająca się w postać tej czternastoletniej dziewczyny odegrała ją bardzo prawdziwie, nie odczuwa się w tym sztuczności, wręcz odwrotnie - jej gra przyciąga uwagę widza. Aktorka w udzielonym wywiadzie na zadane przez dziennikarza pytanie: Czy to spotkanie z Bernadettą pozwoliło Pani na rozwój osobisty? Wpłynęło na Pani wybory życiowe?- odpowiedziała nastepująco:
- "Jak najbardziej. Jest to spotkanie, które mnie poruszyło i naznaczyło do głębi. Wcielenie się w taką postać nieodzownie sprawia również, że człowiek zaczyna stawiać pytania na temat religii i to spotkanie było dla mnie okazją, aby się zbliżyć do korzeni. Przez trzy dni przebywałam w zakonie, spędzałam tam całe dnie sama i zmienił się mój stosunek do czasu. Nauczyłam się tam, czym jest cierpliwość. Wybierając się do klasztoru, wiedziałam, że nie znajdę tam nic, co Bernadeta przeżyła w XVIII wieku, lecz mimo to chciałam podarować sobie ten czas w zakonie dla siebie samej, aby powrócić do najważniejszych wartości, zadać sobie pewne pytania, być może znaleźć pewne odpowiedzi. To był prawdziwy „przerywnik” w moim życiu." (http://bernadetta-film.pl/wywiady/ )
Przesłanie, które ja wyniosłam z tego filmu jest takie, że realizując powołanie życiowe liczy się to, ile uczyniliśmy z miłości oraz że nie trzeba robić wielkich rzeczy, aby być dobrym, lecz wystarczą drobne, które wypływają z serca człowieka. Poruszyło mnie również to, jak Bernadetta dzielnie i z wiarą znosiła wszelkie przesłuchania przez lekarzy psychiatrów czy niekiedy wyśmiewanie jej przez "niedowiarków".  W tych sytuacjach pokazała swoją "wielkość" poprzez pokorę i zawierzenie się Maryji. Jej postać pokazuje, że świętość nie jest jedynie dla "wybranych", lecz każdy z nas jest powołany do świętości.  Tylko od nas zależy, jak odpowiemy na Boże wezwanie w zwykłej codzienności.
Serdecznie zachęcam do obejrzenia filmu.
Więcej można przeczytać na stronie: http://bernadetta-film.pl/wywiady/


Paulina P.

Mama Tina

 

7706023.2Cieszymy, że z życzliwością została przyjęta we wspólnocie parafialnej u Chrystusa Króla, inicjatywa wspólnego wyjścia do kina na dobry film. To już kolejny film w tym roku, który oglądamy razem, ubogaca nas i mamy o czym dyskutować. Była nas prawie setka.

Dziękujemy ks. Marcinowi za bardzo dobrą organizację. Ale ostatni film pt. „Mama Tina” wzbudził również trochę kontrowersji i gorącą dyskusje. Zwłaszcza początkowe sceny, które w jednostronny i tendencyjny sposób ukazywały życie rodzinne na irlandzkiej prowincji i tylko zdeformowane wychowanie w katolickich szkołach i domach opieki prowadzonych przez siostry zakonne.

Nie ma sensu bronić błędów i grzechów, ale też nie wolno spłaszczać i przekłamywać, że było tak zawsze. Katolicki Kościół w Irlandii ma szereg bezdyskusyjnych zasług ewangelizacyjnych, wychowawczych i charytatywnych,, szczególnie na przestrzeni XIX i XX wieku, którym przewodziło i przewodzi wielu świętych księży, sióstr zakonnych, misjonarzy i wiernych świeckich. Jedną z takich osób jest na pewno „mama Tina”- Christina Noble.

Pozwólcie więc, na trochę bardziej krytyczną recenzję, aby pokazać całą prawdę.

(ks. Jurek)

***

Święta Christina Wietnamska Bartosz Staszczyszyn recenzja kinowa filmu Mama Tina (2014)

Biograficznemu filmowi Stephena Bradleya bliżej do hagiografii świeckiej świętej niż do psychologicznego portretu kobiety stawiającej czoło przeciwnościom. "Mama Tina" mogłaby być filmem poruszającym i pięknym, gdyby reżyser pozwolił wybrzmieć historii Christiny Noble. Tymczasem opowieść o kobiecie, która dzięki swojemu uporowi i sile przebicia przyniosła pomoc kilkuset tysiącom wietnamskich sierot, w filmie Irlandczyka przypomina szkolną czytankę – dydaktyczną i pozbawioną wdzięku.

Reżyser "Mamy Tiny" nie bawi się w subtelności i psychologiczne niuanse. Na ekranie snuje czarno-białą opowieść o dobrych kobietach i złych mężczyznach. Podczas gdy płeć piękna w jego filmie reprezentowana jest przez troskliwą matkę, serdeczną przyjaciółkę i dobrą Wietnamkę, mężczyźni to agresywni alkoholicy, gwałciciele, pedofile lub w najlepszym wypadku – tchórze i koniunkturaliści.

Irlandczyk pełnymi garściami czerpie z rezerwuaru stereotypów i filmowych klisz. Wystarczy mu kilka machnięć pędzlem, by namalować doskonale znany landszaft o biednej irlandzkiej mieścinie, gdzie matki chorują, ojcowie piją i biją, gdzie straszy się dzieci złymi zakonnicami, a nadzieją jest tylko modlitwa oraz ballada o chłopcu imieniem Danny, wołających dudach i nieszczęsnej kochance. Bradley inscenizuje w sposób tak oczywisty, że oglądając "Mamę Tinę", nie sposób pozbyć się wrażenia, że widzieliśmy już każdą ze scen tego filmu – podróż taksówką po wietnamskich ulicach nędzy, spotkanie bohaterki z bezdomnymi dziećmi, a także wspomnienia biedy niczym z powieści Dickensa...

Reżyser "Boy Eats Girl" pisze swoją bildungsroman z pozycji wszechwiedzącego demiurga. Zna odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące bohaterki, jej motywacji i tajemnic. Niestety zna je także każdy z widzów, bo "Mama Tina" to obraz boleśnie przewidywalny. Historia dojrzewania małej dziewczynki, której marzeniem jest wyjechać do Ameryki i zostać kolejną Doris Day, przeradza się tu w opowieść o dobru i szlachetności, które muszą zderzyć się z bezwzględnością świata.

Reżyser robi wiele, by zabić w swym filmie wszelką niejednoznaczność i tajemnicę. Do tego stopnia nie wierzy w inteligencję widzów, że w dialogach objaśnia (niezbyt skomplikowane, przyznajmy) motywacje bohaterki i jej działania.

I choć Deirdre O'Kane dwoi się i troi, by tchnąć życie w postać Christiny, okazuje się to wyzwaniem ponad jej siły. Nie dlatego, że jest słabą aktorką – przeciwnie, aktorka z niej znakomita, bardzo wrażliwa i warsztatowo sprawna. Słabość postaci "Mamy Tiny" nie bierze się z aktorskich niedoborów O'Kane, ale ze sposobu, w jaki skonstruowana jest jej postać. Bradley tak bardzo spieszy się ze streszczaniem historii Christiny Noble, że nie zostawia miejsca na emocje. Przechodzi z jednego rozdziału do drugiego, nie pozwalając swej bohaterce na przeżywanie osobistych dramatów. Filmowa Christina przeprowadzona zostaje przez drogę krzyżową, ale reżysera bardziej interesuje fotogeniczność jej upadków, aniżeli uczucia towarzyszące bohaterce podczas podnoszenia się z nich.

W efekcie zamiast poruszającej opowieści o ludzkiej dzielności otrzymujemy hagiograficzną opowiastkę o świętej, która wiedziona palcem Boga bezrefleksyjnie podąża ku wypełnieniu swojego posłannictwa. Szkoda, bo fascynująca postać Noble zasługuje na więcej niż pastelowy obrazek z wizerunkiem świętej.

O CHRISTINIE NOBLE

Irlandzka obrończyni praw dzieci, działaczka charytatywna, pisarka. W 1989 roku założyła fundację Christina Noble Children’s Foundation. Urodzona 23 grudnia 1944 roku w ubogiej dzielnicy Dublina. Po śmierci matki, w wieku 10 lat, została odesłana do sierocińca. Rodzeństwo Christiny trafiło do różnych sierocińców, a każdemu z nich powiedziano, że pozostali zmarli. Po wielokrotnych próbach ucieczki, w końcu udało jej się powrócić do Dublina. Pozostała bez dachu nad głową. Przez długi czas mieszkała w parku. W tym trudnym okresie swojego życia, padła ofiarą brutalnego gwałtu zbiorowego. Urodziła syna, którego odebrano jej siłą i oddano do adopcji. Gdy odkryła, że jej rodzeństwo żyje, przeprowadziła się do brata w Anglii. Tam też poznała przyszłego męża, z którym miała trójkę dzieci. W ciągu następnej dekady doświadczyła przemocy domowej, czego efektem była depresja i załamanie nerwowe.

W czasie trwania wojny w Wietnamie, wielokrotnie doświadczyła powracającego snu, w którym nagie wietnamskie dzieci, uciekając przed zrzutem napalmu, proszą ją o pomoc. Ten sen zmienił jej życie, inspirując do pomocy dzieciom, które, podobnie jak ona, doświadczyły cierpienia. Blisko 20 lat później, w 1989 roku, pojechała do Wietnamu, gdzie na własną rękę niosła pomoc potrzebującym. W ciągu kolejnych ośmiu lat powołała do życia fundację Christina Noble Children’s Foundation. Jej celem było zapewnienie dzieciom dobrego startu w życie. Dotychczas w ramach działania fundacji powstały kliniki z oddziałami ratunkowymi, szkoły, schroniska dla bezdomnych chłopców, centra opieki, drużyny futbolowe, szkoły fryzjerskie i salony.

Christina Noble wciąż odwiedza Wietnam, szukając najbardziej potrzebujących. Nigdy jednak nie odcina dzieci od ich domów i rodziny. Odwiedza najbiedniejsze dzielnice, informując o możliwej pomocy. W 14 krajach powstały biura fundacji. W 1997 roku fundacja rozpoczęła działania także na terenie Mongolii. Fundacja Christiny Noble pomogła ponad 140 000 dzieciom, a sama Christina została odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego.