Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Bywa i tak

Bywa i tak. Polski ksiądz niesłusznie skazany za tzw. "wykorzystanie seksualne ministranta"


Chcę służyć ludziom i Bogu, a powrót do kapłaństwa jest dla mnie najważniejszy – powiedział agencji ČTK ks. Adam Stanisław Kuszaj, którego sąd w Jeseniku, w Czechach, po 8 latach uniewinnił z zarzutów seksualnego wykorzystania ministranta. Zgromadzenie salwatorianów zapowiedziało skierowanie do Stolicy Apostolskiej prośby o odwołanie nałożonej na duchownego kary suspensy.

Jeden z ministrantów (mający wówczas 16 lat) oskarżył go o to, że w 2009 roku wykorzystał go seksualnie. W 2011 roku sąd uznał winę polskiego kapłana i skazał go na pół roku więzienia, w zawieszeniu na 2 lata. Zakazał mu także pracy z osobami do 18 lat. Ksiądz Adam został suspendowany, odsunięty od pracy w parafii i pracował jako robotnik. W 2016 roku pojawili się nowi świadkowie w tej sprawie. Trzy osoby - znajomi poszkodowanego byłego ministranta, zeznały że już po wyroku skazującym księdza, słyszały od młodego człowieka w prywatnych rozmowach, iż całe oskarżenie jest nieprawdziwe i zostało przez niego wymyślone z zemsty na księdzu, który przestał dawać jego rodzinie pieniądze. Wówczas sprawa sądowa została wznowiona. Sąd zlecił ponowne badania psychiatryczne głównego świadka oskarżenia czyli byłego ministranta. Biegli po badaniach ustalili, że jego zeznania są niewiarygodne. Na niejawnej rozprawie sąd przesłuchał też nowych świadków. Według obrońcy księdza Kuszaja, dowodów na jego niewinność było więcej. Wyrok uniewinniający ogłoszono 13 lutego.

Przełożony Salwatorianów w Republice Czeskiej, ks. Leszek Rackowiak zapowiedział, że z chwilą uprawomocnienia się wyroku zgromadzenie zwróci się do Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego o zdjęcie z duchownego kary suspensy. Co przeżywał ks. Stanisław przez te 8. lat... ile zdrowia... ile prób na drodze wiary... czy Bóg mnie opuścił...itd.

(wiadomość za Gościem Niedzielnym 8/2019)

Czy mamy być tolerancyjni?

Co w lutowym miesięczniku „w drodze”

OKL 2019 02 ekranSyn informuje rodziców, że przyjdzie do nich na niedzielny obiad razem ze swoim partnerem. Jak mają się zachować rodzice? Zgodzić się, czyli zaakceptować ich związek, czy też zerwać kontakt z synem, by zamanifestować w ten sposób swój sprzeciw wobec grzesznego życia? Linie lotnicze w imię tolerancji dla pasażerów różnych wyznań i kultur nie pozwalają stewardessom na noszenie krzyżyka na szyi. Co robić? Zmienić zawód, wytoczyć proces pracodawcy czy schować krzyżyk do kieszeni? W lutowym miesięczniku „W drodze” ksiądz Adrian Galbas SAC zastanawia się, co to znaczy być tolerancyjnym i przekonuje, że od tolerancji o wiele ważniejsze jest miłosierdzie.

Żyj i pozwól żyć innym
Człowiek zabija rocznie 76 miliardów zwierząt na mięso, z czego 12 miliardów kończy w koszu. Uwierzyliśmy, że mięso ma stanowić danie główne każdego posiłku. Co z tego, że Bóg poddał człowiekowi stworzenie, skoro współczesne farmy to hale produkcyjne mające więcej wspólnego z filmami grozy niż z odpowiedzialną troską o stworzenie. Tani kurczak z supermarketu został naszpikowany chemią, która nie odżywia, a koszty środowiskowe krwistego steku ponoszą najbiedniejsi. Czy to wystarczające powody, by przestać jeść mięso? Z chrześcijańskiego wegetarianizmu tłumaczy się Szymon Hołownia.

Miłosierdzie nędznych
Rozróżnienie między miłosierdziem a sprawiedliwością jest ludzkim wymysłem, żeby się zwolnić z obowiązku dawania – to słowa Simone Weil, które przypomina w swoim tekście prof. Barbara Chyrowicz SSpS pisząc o uczynkach miłosierdzia wobec duszy. Pouczać, radzić, pocieszać, umacniać, przebaczać i krzywdy znosić. Czy w ogóle o nich jeszcze pamiętamy? Autorka podpowiada, jak dziś odpowiadać na potrzeby duszy bliźnich.

W lutowym numerze miesięcznika „W drodze” piszemy też o tym, czy w naszych modlitwach możemy prosić Boga o wszystko. Rozmawiamy z ojcem Pawłem Kozackim OP prowincjałem polskich dominikanów o pedofilii w Kościele, a z ojcem Dominikiem Jurczakiem o przyjmowaniu komunii świętej.
Miesięcznik „W drodze” można nabyć w wersji papierowej w klasztorach dominikańskich i salonach prasowych, natomiast w wersji elektronicznej m.in. w Kindle Store czy i Tunes. Szczegóły tutaj: http://www.miesiecznik.wdrodze.pl/index.php?mod=punktysprzedazy


Dominik Jarczewski OP

Trudne walentynki


Tegoroczne walentynki będziemy długo wspominać. Wszystko za sprawą antyirańskiego szczytu organizowanego w tych dniach w Warszawie.

Gadanie, że wybór Polski na miejsce konferencji świadczy o pozycji międzynarodowej naszego kraju, jest bałamutne. To odwracanie kota ogonem na użytek polityki krajowej, żeby sytuację bez wyjścia przedstawić jako sukces. Ale kto da się na to nabrać? Chyba tylko ci, którzy nie pamiętają, jak kończyły się podobne „sukcesy”. Polska była już w 2003 r. wyniesiona przez USA do rangi sezonowego mocarstwa. Mieliśmy nawet strefę okupacyjną w Iraku. Przed naszymi rafineriami, firmami budowlanymi i zbrojeniowymi snuto wizje lukratywnych kontraktów. A szczególnym dowodem zaufania do Polski było zlokalizowanie tajnych więzień CIA w Kiejkutach. Tam nasi sojusznicy mogli stosować wobec islamistów takie metody przesłuchań, jakie u nich są niedopuszczalne.

Sen o potędze skończył się tak, jak skończyć się musiał. Jedynym pozytywnym doświadczeniem z tej wojny było obnażenie słabości w wyposażeniu polskiej armii. Bilans naszej ośmioletniej obecności w Iraku to 22 poległych żołnierzy, 150 ciężko rannych i jeden zabity funkcjonariusz BOR. Polska straciła na tej wojnie ok. 3 mld złotych. Do tego doszły nadszarpnięte relacje z Niemcami i Francją, zwłaszcza po tym, jak nasi wojskowi „odkryli” w Iraku francuskie pociski z zakazaną bronią chemiczną. Zresztą cała historia z posiadaniem przez Irak broni chemicznej, która była pretekstem do wojny, okazała się bujdą. Wzięliśmy udział w destabilizacji arabskiego kraju, którego wicepremierem był chrześcijanin. Pociągnęło to śmierć od 174 tys. (według oficjalnych danych) do nawet miliona ludzi oraz ucieczkę z kraju większości chrześcijan. Międzynarodowym skandalem zakończyła się sprawa więzień CIA w Polsce, które Amerykanie sami ujawnili i za które odmówili wzięcia odpowiedzialności. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał winę Polski i zasądził na rzecz dwóch obywateli Arabii Saudyjskiej odszkodowania w wysokości 230 tys. euro. Brytyjski „The Economist” napisał wtedy: „Polacy może nie są szczęśliwi, że CIA torturowała więźniów w ich kraju, ale w obliczu rosyjskiej ekspansji za bardzo potrzebują Ameryki, aby wszczynać o to kłótnie”.

Dziś, jeśli coś się w naszych relacjach z Rosją zmieniło, to na gorsze. Amerykanie mają tego świadomość i wykorzystują trudną sytuację Polski. Za mgliste nadzieje na Fort Trump każą słono płacić. Traktują Polskę jak swój protektorat. Ambasador USA Georgette Mosbacher łaje polskiego premiera za słowo krytyki wobec TVN, wymusza odstąpienie od repolonizacji PKP Energetyki i od procedowania ustawy uderzającej w Ubera, żąda wpisania amerykańskiego preparatu Tecentriq na listę leków refundowanych. Za każdym razem pod groźbą pogorszenia relacji z USA. I zawsze skutecznie. Tym bardziej więc sekretarz stanu USA Mike Pompeo może decyzję o zorganizowaniu w Polsce bliskowschodniej konferencji ogłosić za pośrednictwem mediów w... Egipcie. Amerykanie nie kryją, że celem konferencji jest utworzenie Bliskowschodniego Sojuszu Strategicznego, mającego na celu „powstrzymanie Iranu”. Jest to również strategiczny cel Izraela.

Co najmniej od 27 czerwca, od sensacyjnej deklaracji premierów Benjamina Netanjahu i Mateusza Morawieckiego, kończącej awanturę rozpętaną sześć miesięcy wcześniej wystąpieniem ambasador Izraela w Polsce Anny Azari, było dla mnie oczywiste, że ceną za tę deklarację będzie udział Polski w antyirańskiej koalicji. Potwierdził to pośrednio jeden z najważniejszych naszych polityków, któremu znajomi dziennikarze powtórzyli moją tezę. „I tu ks. Zieliński może mieć rację” – miał odpowiedzieć zakłopotany. Dla Izraela sprawy jego bezpieczeństwa są bowiem ważniejsze niż wszystko inne. A my bez dobrych relacji z Izraelem nie mamy co marzyć o dobrych relacjach z USA. Prócz tego jak miecz Damoklesa wisi nad nami amerykańska ustawa 447, której uruchomienie może pociągnąć za sobą roszczenia wobec Polski nawet na sumę 300 mld dolarów.

Znowu jako jedni z pierwszych pakujemy się w konflikt, tym razem z państwem życzliwych nam Persów. Nie po to, żeby ich uwolnić od dyktatury ajatollahów, bo w odróżnieniu choćby od Arabii Saudyjskiej, w Iranie wiceprezydentem jest kobieta, a chrześcijanie cieszą się wolnością wyznania. Ale robimy to dlatego, że sojusznicy oczekują od nas kolejnego „dowodu miłości”. Właśnie takie to walentynki.

ks. Zieliński Idziemy nr 6 (695), 10 lutego 2019 r.

Na Wybrzeżu bez zmian

Emocje wokół śmierci i pogrzebu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza przesłoniły nam w ostatnich dniach wszystko inne. Na bok poszły zarówno fakty dotyczące zamordowanego prezydenta oraz wielu osób publicznych, jak i wydarzenia o symbolicznym wręcz znaczeniu.

Najpierw fakty. Przypominają je w swoich komentarzach nasi autorzy. Przypomniał je także zaprzyjaźniony ze zmarłym prezydent Sopotu Jacek Karnowski, nazywając wielkim błędem pozbycie się Adamowicza z szeregów Platformy Obywatelskiej. W ostatnich wyborach na prezydenta Gdańska kontrkandydatem dla Adamowicza z ramienia PO był przecież Jarosław Wałęsa. Pierwszego sierpnia ubiegłego roku nawet „Gazeta Wyborcza” alarmowała, że gdańscy działacze PO są zawieszani w prawach członków za współpracę z komitetem wyborczym Pawła Adamowicza. Dzisiaj ci, którzy wyklinali Adamowicza od rozłamowców, żerują na jego śmierci.

Zabójstwo prezydenta Adamowicza nie jest ani pierwszą zbrodnią polityczną III RP, ani zbrodnią polityczną w ogóle. Pierwszą po czerwcu 1989 r. zbrodnią polityczną było zamordowanie ks. Sylwestra Zycha 11 lipca 1989 r. Potem 19 października 2010 r. było zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka przez byłego członka PO Ryszarda Cybę. Prezydenta Adamowicza zamordował kryminalista z zaburzeniami psychicznymi.

Usadzenie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego podczas uroczystości pogrzebowych w Bazylice Mariackiej w Gdańsku w piątym rzędzie pod filarem było czymś więcej niż „mową nienawiści”. Było czynem nienawiści! Było wyrazem pogardy nie tylko dla samego prezydenta, ale i dla powagi Rzeczypospolitej. Pokora najważniejszych osób w państwie zasłużyła w tym momencie na uznanie. Ale poza tym rządzący popełnili w ostatnich dniach chyba wszystkie błędy wizerunkowe, jakie można było popełnić. Przypieczętowało to jeszcze nagranie prezydenta uczestniczącego nazajutrz w maratonie narciarskim i przemawiającego w kasku na głowie.

Po mistrzowsku rozegrał sprawę Jerzy Owsiak. Zyskał absolutny immunitet. Z człowieka, na którym spoczywała przynajmniej moralna odpowiedzialność za niedociągnięcia w organizacji gdańskiego finału WOŚP, podczas którego zginął Paweł Adamowicz, stał się najwyższym autorytetem moralno-politycznym. Dał się ubłagać prośbom polityków, artystów oraz rodziny zmarłego i po zakończeniu pogrzebu ogłosił, że pozostanie na stanowisku szefa WOŚP. Nawet proboszcz Bazyliki Mariackiej w Gdańsku przekonywał w telewizji, jak głęboko religijny charakter ma... światełko do nieba.

W ramach walki z „mową nienawiści” prezydent Warszawy zawiesił na miesiąc wicedyrektora Muzeum Warszawy Jarosława Trybusia za umieszczenie na portalu społecznościowym grafiki z nożem, w którego rękojeść wpisano profil Jarosława Kaczyńskiego. Ze sceny zbiórki pieniędzy na zabicie Jarosława Kaczyńskiego zrezygnowano jednorazowo podczas wystawiania antykatolickiej „Klątwy” w podległym prezydentowi Warszawy Teatrze Powszechnym.

Tym zaś, od czego śmierć prezydenta Gdańska odwróciła uwagę prawie wszystkich Polaków, były choćby dwa inne bardzo znaczące wydarzenia na Wybrzeżu. Pierwsze to uniewinnienie 16 stycznia w procesie odwoławczym przed Sądem Okręgowym w Gdańsku prezesa Amber Gold Marcina P. Chodzi o proces w sprawie niewpłacania w terminie zaliczek na podatek dochodowy od wynagrodzeń na sumę 283 tys. zł. Sąd pierwszej instancji w sierpniu ubiegłego roku skazał za to Marcina P. na 25 tys. zł grzywny. Wyrok nie kończy sprawy, bo przeciwko oskarżonemu toczą się procesy o inne przestępstwa. Aferą Amber Gold zajmuje się także sejmowa komisja śledcza, którą kieruje posłanka Małgorzata Wasserman. Wskutek działalności Amber Gold ponad 19 tys. Polaków straciło dorobek życia.

Drugim bardzo znaczącym wydarzeniem było uniewinnienie 18 stycznia, też przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, byłego barona SLD na Wybrzeżu Jerzego Jędykiewicza od zarzutów w związku z głośną aferą Stella Maris. Przed ogłoszeniem wyroku na wniosek sędziego Leszka Nowopolskiego uczczono minutą ciszy pamięć Pawła Adamowicza. Według oceny śledczych, Skarb Państwa oraz archidiecezja gdańska straciły wskutek tej afery ponad 65 mln zł. Prokuratura zarzucała Jędykiewiczowi, że jako prezes Energobudowy za pośrednictwem archidiecezjalnego wydawnictwa Stella Maris wyprowadził z tej firmy 31 mln zł oraz dopuszczał się prania brudnych pieniędzy na sumę 14 mln zł. Sąd orzekł, że zebrany materiał dowodowy nie pozwala na uznanie Jędykiewicza i czterech innych oskarżonych za winnych czynów, które zarzuca im prokuratura.

Tak więc: na Wybrzeżu bez zmian.ks. Henryk Zieliński

Idziemy nr 4 (693), 27 stycznia 2019 r.