Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Zamiast wieży Babel


landscape 1431149 1280Budowaliśmy wieżę Babel. Zdawało się, że niewiele już nam zostało. Świat miał być globalną wioską. Za sprawą nowych technologii przyjął się jeden język. Sukcesywnie znikały granice. Nie tylko między państwami, ale również między prawdą i fałszem, dobrem i złem. Czy pamiętamy, kto powiedział, że: „Wolność oznacza równouprawnienie ludzi grzechu i cnoty, mądrości i głupoty, prawdy i oszustwa, miłości i nienawiści. Jedynym limitem formalnym jest prawo: konstytucja i kodeks karny”? Podpowiem, że to jeden z medialnych guru w Polsce, kawaler Orderu Orła Białego, a cytuję go za Bronisławem Wildsteinem z książki „O kulturze i rewolucji”. W jakobińskim szale znoszono rozróżnienie między mężczyzną i kobietą, a sodomię kazano nazywać małżeństwem. Taki miał być „nowy, wspaniały świat”.

Wprowadzono wspólny rynek, a gdzieniegdzie wspólną walutę. Wmawiano nam, że kapitał nie ma narodowości i produkcję trzeba przenosić tam, gdzie taniej. Kosztem niewolniczej pracy biednych ludzi mieszkańcy bogatych krajów mieli coraz tańsze produkty, których nie warto było naprawiać. Rosły sterty śmieci. Pogłębiał się rabunek surowców, głównie z Afryki i Ameryki Południowej, destabilizowano tamtejsze państwa, korumpowano albo obalano ich rządy, aby nie było nikogo, kto przeciwstawiłby się tej grabieży. Bogaci stawali się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Czyż nie na ten problem zwracał uwagę papież Franciszek w encyklice Laudato si i w ostatniej adhortacji na temat Amazonii? Czy taki świat miał prawo istnieć dalej? Czy Bóg nie słyszał płaczu nędzarzy i rechotu sytych, przekonanych o swojej wszechmocy i bezkarności?

Nasza wieża Babel prawie sięgnęła nieba. Człowiek miał zastąpić Boga. Może nie każdy człowiek, ale ci, którzy mieli zawładnąć umysłami i sercami mas. Stało się to, co C.S. Lewis zawarł w tytule swojej książki „Bóg na ławie oskarżonych”. To ludzie zaczęli oceniać słuszność Bożych przykazań i prawdę Bożego Objawienia. Częścią tej strategii strącania Boga z niebios było tworzenie jednej, uniwersalnej religii. Religia jako osobowa relacja człowieka z Bogiem zaczęła być zastępowana „duchowością”, czyli czymś, co ma się koncentrować na osobistych doznaniach. A duchowość można sobie wybierać według gustu i nastroju, jak zapachy w perfumerii. Boga osobowego miało nie być. Bo przyjęcie, że Bóg jest osobą rodzi zobowiązania, choćby do wierności. Dlatego „bóg” budowniczych wieży Babel miał być jakąś uniwersalna ideą, może najwyższą istotą łącząca w sobie cechy Allaha, Buddy, Jahwe, Zeusa i Zoroastry. Ale nie mógł być Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym ani Jezusem Chrystusem, który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba, by za nas umrzeć na krzyżu. Wieża Babel wyraża próbę detronizacji Boga, a nie jego ofiarne zejście do świata, aby nas zbawić i uświęcić.

Świat budowany na wzór wieży Babel rozsypał się jak domek z kart. Trzeba nauczyć się żyć w nowym świecie, w którym realnie istnieje Chrystus, śmierć, sąd ostateczny oraz wieczność dla zbawionych i dla potępionych. Czy kogoś to wielkopostne spostrzeżenie przeraża? Mnie nie. Gdybym w to nie wierzył, nie byłbym księdzem. A jeśli kogoś przeraża, to znak, że pora się nawrócić, wejść na drogę modlitwy, pokuty, jałmużny i postu. Te ostatnie postawy mają znaczenie nie tylko religijne: za dużo było w nas egoizmu, bezmyślności, pogoni za modą i chęci życia na koszt przyszłych pokoleń. Spójrzmy na nasze szafy, przeliczmy oszczędności: czy zdążymy je sensownie spożytkować? Pomyślmy o potrzebujących. Uporządkujmy relacje z ludźmi. Zadbajmy o rodzinę. Odnówmy praktykę rodzinnej modlitwy. Niech w nas odrodzi się zasiana przez św. Jana Pawła II solidarność.

ks. Zieliński

Depcząca węża


mary 1584697 640Niewiasta depcząca głowę węża to chyba najbardziej rozpowszechnione wyobrażanie Niepokalanej Dziewicy Maryi. Zawiera ono w sobie wiele odniesień biblijnych i treści duchowych.

Już w Księdze Rodzaju w odpowiedzi na grzech pierworodny znajdujemy słowa Boga wypowiedziane do biblijnego węża, symbolizującego szatana: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje i potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Odczytujemy w tym nade wszystko zapowiedź przyjścia na świat Odkupiciela, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie pokona szatana i dopełni zbawienia ludzkości. Samo wydanie na świat Jezusa Chrystusa jest już udziałem w tym zdeptaniu głowy węża. Ale jest nim również tajemnica niepokalanego poczęcia. Jeśli bowiem wszyscy przez samą przynależność do rodzaju ludzkiego ponosimy skutki grzechu zwanego pierworodnym, to Maryja została od nich uchroniona ze względu godność Matki Bożej i na przyszłe zasługi Jej Syna. Została poczęta w sposób niepokalany i przez całe życie była „pełna łaski”. Nigdy nie popełniła niczego, co byłoby grzechem. W tym znaczeniu Ona również osobiście deptała głowę biblijnego węża, niwecząc w sobie skutki jego podstępu.

Zdeptaniem głowy węża było także posłuszeństwo Maryi wobec niełatwej woli Boga. Chodzi przy tym nie tylko o zwiastowanie, ale także cały okres macierzyństwa i towarzyszenia Chrystusowi w Jego zbawczej misji. W tej postawie Kościół od początku widzi zaprzeczenie postawy biblijnej Ewy, wskazując, że: „To, co Ewa straciła przez niewierność, Maryja odzyskała przez wiarę”. Jednak sięgając głębiej do tradycji i teologii Kościoła, trzeba zauważyć, że słowami: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego” (Łk 1,38), Maryja daje odpór postawie samego Lucyfera, którego bunt przeciw Bogu miał się wyrazić w odmowie: Non serviam! – „Nie będę służył”.

Obraz Niewiasty, która z potomstwem, przy wsparciu zastępów anielskich zmaga się z szatanem, znajdujemy również w Apokalipsie. Wprawdzie odnosi się on bezpośrednio do tej, której na imię Ecclesia, czyli Kościół, ale Maryja jest przecież nazywana Matką Kościoła, jego pierwocinami i pierwowzorem. Stąd opis apokaliptycznej Niewiasty obleczonej w słońce, której głowę wieńczy wieniec z gwiazd dwunastu, jest częstym elementem liturgii świąt maryjnych. Utrwala obraz Maryi odnoszącej triumf nad szatanem. Istotą tego zwycięstwa jest odrzucenie grzechu, posłuszeństwo Bogu i trwanie z Nim w jedności. Ta jedność została zapoczątkowana na nowo, gdy Syn Boży za zgodą Maryi Dziewicy przyjął ludzkie ciało w Jej łonie.

Maryja depcze głowę węża i w tym znaczeniu, że za Jej przyczyną Bóg wchodzi na powrót w naszą codzienność. Jednym ze skutków grzechu pierworodnego było przecież to, że Adam i Ewa zaczęli się w raju ukrywać przed Bogiem. Wcześniej zaś obcowali z Nim jak z przyjacielem. Za zgodą Maryi Bóg najpierw zamieszkał w Jej niepokalanym łonie, by wreszcie narodzić się w stajni, przyjąć na siebie nasze słabości, dzielić nasze strapienia, a w końcu doświadczyć jednej z najstraszliwszych śmierci, jaką człowiek może zadać człowiekowi. To dlatego św. Paweł napisze: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy śmierć?” (Rz 8,35). Cała potęga piekieł jest bezsilna wobec tej miłości.

Dzisiaj, choć mamy Kościół, Eucharystię i inne sakramenty, to trudno przecenić rolę, jaką we wprowadzaniu Boga i wiary w naszą codzienność odgrywa pobożność maryjna. Począwszy od Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP, codziennego Anioła Pańskiego, Różańca, nabożeństw majowych, obrazów i kapliczek przydrożnych – wszystko to skłania nas, aby każdą chwilę przeżywać z Matką Bożą i z Chrystusem. Dzięki temu chrześcijaństwo staje się żywe i potrafi przetrwać nawet sytuacje trudne dla narodu i Kościoła. Stąd najwięksi giganci ducha w trudnych czasach wszystko stawiali na Maryję – jak Prymas Tysiąclecia. Tak samo robił św. Jan Paweł II, Jej zawierzając Kościół i świat. A wcześniej kard. August Hlond i św. Maksymilian Maria Kolbe. Oni wiedzieli, że zaniedbanie pobożności maryjnej w imię „nowoczesności” jest pierwszym krokiem do wyrugowania Chrystusa. Trzeba o tym i dzisiaj pamiętać, bo choć kusiciel przebiera nowe imiona, to jego cel pozostaje ten sam. I obrona przed nim pozostaje wciąż ta sama – wybrana przez Boga.

Idziemy nr 49 (738), 8 grudnia 2019 r.

Przeciw manipulacji

 

Ks. Zieliński


Incydent z trzynastolatkiem próbującym wynieść w kieszeni Ciało Pańskie z kościoła w Bełchatowie miał miejsce ponad dwa tygodnie temu. To dość dawno. Wywołał jednak tak wiele kontrowersji, że wymaga kilku zdań wyjaśnienia.

Na początek trzeba przyznać, że do powstania owego zamętu przyczyniły się zarówno cyniczne manipulacje samozwańczych autorytetów „od Kościoła”, jak i niejednoznaczna oraz spóźniona reakcja instytucji kościelnych. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z darciem szat z powodu rzekomego represjonowania dziecka za „opłatek” – przez policję, na polecenie księży. Z drugiej strony było długie milczenie, niejasne i potępiające księży oświadczenie kurii, stanowisko zaś rzecznika KEP wyjaśniające, czym jest Eucharystia dla ponad miliarda katolików na świecie, ukazało się niemal po tygodniu. Za późno, by przebić się w mediach. Tam już utrwaliła się narracja, że chodziło o nieproporcjonalną reakcję na wyplucie i włożenie do kieszeni „opłatka”.

Gdyby chodziło o opłatek, nikt chyba nie robiłby problemu. Każdy przecież może sobie kupić opłatek w kościele, a nawet w hipermarkecie, i zrobić z nim, co mu się podoba. Może to być również opłatek powycinany w krążki. Kiedy jednak ktoś, kto ma ważne przyjęte świecenia kapłańskie, wypowie nad tym opłatkiem i odrobiną wina słowa Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy, wówczas wszystko się zmienia. Wówczas, zgodnie z zapewnieniem Chrystusa, to jest Jego Ciało i Jego Krew. Podczas konsekracji następuje coś, co w oparciu o arystotelesowskie rozróżnienie między materią i formą nazywamy przeistoczeniem. Zmienia się istota rzeczy, a nie zmieniają się jej cechy zewnętrzne. Mamy Ciało i Krew Chrystusa, chociaż zmysłami dalej dostrzegamy tylko chleb i wino. Ale czy wyglądające na spiżowe figury św. Jana Pawła II przed wieloma kościołami nie są faktycznie wykonane z żywic epoksydowych? Nie zawsze to, co widzimy, jest tym, czym jest.

Sobór Trydencki w odpowiedzi na błędy reformacji zdefiniował jako obowiązującą prawdę wiary, że w „Najświętszym Sakramencie Eucharystii są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”. Eucharystyczna obecność Chrystusa zaczyna się w chwili konsekracji i trwa, dopóki trwają postacie eucharystyczne. Nie chodzi więc o „opłatek”, tylko o Chrystusa. Czasem tylko zdarza się, że w spektakularnych cudach eucharystycznych Chrystus daje nam poznać również zmysłami swoją prawdziwą obecność w Najświętszym Sakramencie.

Eucharystia jest największą świętością Kościoła. Z pierwszych wieków chrześcijaństwa znany jest przykład św. Tarsycjusza – też trzynastolatka – który w oddał życie, nie chcąc dopuścić do profanacji Eucharystii. Przepisy liturgiczne nakładają na szafarzy Komunii Świętej obowiązek dopilnowania, aby przyjmujący ją spożył Najświętsze Postacie, także wówczas, gdy Komunia udzielana jest na rękę. W tym przypadku reakcja księży z Bełchatowa, którzy zauważyli, że nastolatek wypluł i schował do kieszeni Eucharystię, jest jak najbardziej właściwa. Przeciwnie, ich obojętność w imię świętego spokoju oznaczałaby brak wiary.

Uzasadnione było również zwrócenie się o pomoc do policji, kiedy nie powiodły się próby słownej perswazji ani ustalenia tożsamości nastolatka. Każdy ma prawo prosić o pomoc wyspecjalizowane organy państwa w sytuacji, w której sobie nie radzi. A co innego mogli zrobić księża? Zbagatelizować świętokradztwo? Czy może zabrać nastolatkowi Eucharystię z kieszeni? Tylko czy zaraz nie pojawiłoby się oskarżenie o „obmacywanie” i „pedofilię”?

Księża nie mogą korzystać z pomocy policji, aby zmusić kogokolwiek do przyjęcia Komunii. Mogą jednak wzywać pomocy, gdy ktoś chce podpalić kościół, włamać się na plebanię czy jawnie profanować nasze świętości i nie reaguje na żadne apele. Podobnie chyba mają prawo zwrócić się do policji o pomoc rabini, gdy ktoś wbrew ich zakazom chciałby wejść do synagogi z odkrytą głową czy zapakować kaszankę w stronice Tory, oraz imamowie, gdyby ktoś wbrew ich nakazom chciał wejść do meczetu w butach.

Manipulacją, na którą nie można się zgodzić, jest również ukazywanie interwencji policji w taki sposób, jakby przeciwko nastolatkowi wezwano oddziały ZOMO. Tak manipulacja i zła wola szkodzi nie tylko wizerunkowi Kościoła, ale również wizerunkowi policji i demokratycznemu porządkowi prawnemu, w którym policja jest dla nas, a nie przeciwko nam.

Taka jest prawda


Dwa tematy zdominowały ponownie debatę publiczną. Oba znane są od dawna, ale ze względu na wybory wybuchły z nową siłą. Chodzi o bezpieczeństwo seksualne i emocjonalne nieletnich oraz o bezpieczeństwo militarne i ekonomiczne naszego państwa.

Głośny film braci Sekielskich rozpalił na nowo dyskusję o pedofilii. Pedofilii tylko wśród duchowieństwa. Działacze Koalicji Obywatelskiej zgłaszają postulat przejęcia archiwów kościelnych i powołania sejmowej komisji śledczej. Nie zająkną się nawet, co zrobili, kiedy przez osiem lat byli u władzy. Dlaczego nic nie wyszło z zapowiedzi Donalda Tuska o farmakologicznej kastracji pedofilów? Albo dlaczego odmówiono ekstradycji do USA Romana Polańskiego, skazanego tam właśnie za pedofilię?

Prawda jest taka, że najwięcej dla ochrony nieletnich przed przestępcami seksualnymi zrobił rząd PiS. Ministerstwo sprawiedliwości kierowane przez Zbigniewa Ziobrę przeforsowało ustawę o rejestrze pedofilów. Każdy pracodawca, szczególnie zaś dyrektor szkoły, ośrodka kultury czy klubu, może teraz sprawdzić, czy kandydat do pracy nie ma wyroku za przestępstwa wobec nieletnich. W rejestrze tym, na ogólnych zasadach, są także duchowni. Drugą zmianą było wprowadzenie ustawowego obowiązku powiadamiania o pedofilii. Obowiązek ten dotyczy również biskupów i księży.

Rozsądnie brzmią zapowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, ministra Ziobry czy wreszcie Jarosława Kaczyńskiego, aby przeanalizować możliwość dalszego zaostrzenia prawa. Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem prezesa PiS, że nie może być świętych krów ani wśród polityków, celebrytów i artystów, ani wśród duchownych. Podejście polityków innych opcji będzie sprawdzianem czystości ich intencji. Trzeba zapamiętać, komu chodzi o dobro dzieci, a komu tylko o antykościelną hucpę.

Prawdą jest, że pedofile zdarzają się i wśród księży. Wśród świeckich mężczyzn skazani za czyny pedofilskie stanowią 0,20 proc., wśród księży jest ich niewiele mniej: ok. 0,17 proc. W latach 1990-2018 sądy w Polsce skazały za pedofilię 85 duchownych i 27 tys. 331 osób świeckich. Pokrzywdzeni przez duchownych stanowią 0,3 proc. wszystkich ofiar pedofilii. A pozostałe 99,7 proc.? Dlaczego się o nich nie mówi? Czy one nie zasługują na ochronę i pomoc? Czy chodzi tu o coś jeszcze innego?

Drugim tematem jest amerykańska ustawa 447, której znaczenie do niedawna PiS ukrywał przed opinią publiczną. Tymczasem przekłada się ona na próby wymuszenia na Polsce zaspokojenia roszczeń żydowskich z tytułu bezspadkowego mienia po ofiarach Holokaustu. Mimo zapewnień PiS, że amerykańskie prawo nie ma zastosowania w Polsce, prowadzone były na ten temat negocjacje. W ubiegłym tygodniu gościł u nas w tej sprawie specjalny wysłannik USA Elan Carr. W tym tygodniu polski MSZ w ostatniej chwili odwołał wizytę wysokich urzędników z Izraela.

Wyciek informacji o tych spotkaniach i manifestacja środowisk narodowych w Warszawie sprawiły, że politycy PiS jak na hasło zaczęli składać deklaracje – tylko na własnym podwórku – że o żadnych odszkodowaniach ze strony Polski nie może być mowy. Brzmi to jednak niewiarygodnie, jeśli weźmie się pod uwagę zarówno dotychczasową postawę PiS wobec USA i Izraela, jak i doświadczenia, przez które przeszła chociażby Szwajcaria. PO i PSL w tej sprawie milczą, ponieważ to przedstawiciel ich rządu Władysław Bartoszewski podpisał w 2009 r. tzw. deklarację terezińską, która dała podstawy do roszczeń.

Decydującym momentem będzie zapowiadana na czerwiec wizyta Andrzeja Dudy w USA. Prezydent powinien być do niej dobrze przygotowany i mieć w tej sprawie poparcie wszystkich sił politycznych w Polsce. Należy sporządzić bilans naszego wkładu w upamiętnienie ofiar Holokaustu i przeciwdziałanie antysemityzmowi, bo o to w ustawie 447 chodzi. Chyba nie ma innego kraju poza Izraelem, który przeznaczałby na ten cel większy procent swojego PKB, niż Polska. Podczas gdy Niemcy i Austriacy wyburzyli u siebie obozowe baraki i krematoria, Polska łoży wielkie sumy na utrzymanie Auschwitz-Birekenau, Majdanka, Bełżca, Treblinki, Stutthofu, muzeum Polin i setek innych miejsc upamiętniających Holokaust. Dzięki nam izraelska młodzież ma dokąd przejeżdżać na coroczne marsze żywych. Przeznaczamy na to wielkie środki od 75 lat. I będziemy to robić bez amerykańskiej presji, dopóki Polska będzie niepodległa. Trzeba to w USA jasno powiedzieć.

Idziemy nr 20 (709), 19 maja 2019 r.