Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Słowo na Wielki Post

 

Ks. Stanisław Groń SJ

sandals 342672 1280Codzienność przynosi nam wiele trudów, kłopotów i wyrzeczeń. Po co więc jeszcze specjalny czas w liturgicznym kalendarzu Kościoła, przeznaczony na post i umartwienie? Po co praktykować wyrzeczenie i więcej niż zwykle się modlić? Po co odprawiać rekolekcje i dzielić się swymi dobrami z innymi? Życie upływa nam i tak w klimacie zapracowania, szybkich zmian, do których dostosowujemy się z trudem, aby nadążyć za tzw. postępem.

Stajemy się też odbiorcami często agresywnej reklamy, proponującej nam byle co do kupienia; lub kupienie czegoś, na co nas nie stać. Każda chwila przynosi wiele obietnic, i to zwykle ulotnych, zresztą jak ona sama. Niełatwo jest nam w zabieganej codzienności usłyszeć głos o zbawieniu ofiarowanym nam przez Boga. Co roku Kościół przypominanym nam, że nie samym chlebem żyje człowiek.

Wielki Post jest po to, aby łatwiej nam było przyswoić sobie ofiarowaną nam łaskę zbawienia. Jest on czterdziestodniowym okresem przygotowania do Świąt Wielkanocnych, aby godnie przyjąć Zmartwychwstałego Pana.

Życie przemija bardzo szybko. Często doświadczamy, że brakuje nam czasu, a ludowe przysłowie mówi: Co nagle, to po diable. Ciągły pośpiech i braku czasu, to jedna z oznak zbytniego polegania na sobie, a nie na Tym, który swym przyjściem otworzył nam pełnię czasu i chce, abyśmy mądrze z niego korzystali. Obietnica życia wiecznego jest wciąż aktualna dla wszystkich ludzi, nawet w zabieganiu i hałasie zwyczajnych szarych dni. Potrzebny jest nam czas pokoju i skupienia, czas ascezy i modlitwy. Dlatego Kościół proponuje nam go w tym okresie przygotowania do Wielkanocy, czyli Wielkim Poście. Myśl tę dobrze wyraża prefacja wielkopostna:Albowiem pozwalasz, (o Panie) Twoim wiernym co roku z oczyszczoną duszą radośnie oczekiwać świąt wielkanocnych, aby gorliwie oddając się modlitwie i dziełom miłosierdzia, przez uczestnictwo w sakramentach odrodzenia osiągnęli pełnię dziecięctwa Bożego.

W Wielkim Poście wcale nie chodzi o zadawanie sobie jakichś męczarni. Wielki Post jest po to, aby doprowadzić nas do wewnętrznej odnowy i przygotować do świętowania zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Czas ten ma utrwalić w nas istniejące dobro. Ma pomóc usunąć z naszego serca resztki skutków grzechu. Ma być czasem równocześnie większego rozmodlenia, słuchania słowa Bożego i naśladowania w naszym życiu Jezusa. Pojednanie z Bogiem i ludźmi, to szczególne zadanie w tym wyjątkowym okresie.

Sam zaś post jest przede wszystkim po to, aby być z Panem, by móc dostąpić bliskiego z Nim przebywania. Dlatego nasze serca nie mogą być ociężałe. Pomocą w tym są modlitwa i post. To dobrowolne wyrzeczenie ma na celu zadośćuczynienie Bogu za grzechy nasze i innych. Z pewnością tak pojęty post służy rozwojowi naszego ducha.

Czasami zastanawiamy się, dlaczego ten czas w Kościele został nazwany Wielkim Postem? Dlatego, że wszystko, czego w nim doświadczamy i do czego jesteśmy wezwani, jest wielkie. Wielka jest miłość Boga i wielki jest grzech stworzenia. W tym też czasie więcej się modlimy, odprawiamy nabożeństwo Drogi krzyżowej, rozważając mękę Jezusa. Śpiewamy też Gorzkie żale i adorujemy krzyż Pana.

Środa Popielcowa [Popielec] rozpoczyna nasze czterdziestodniowe przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Przyjmujemy wtedy popiół na pochylone głowy i uświadamiamy sobie, że jest on zarazem znakiem naszego przemijania i śmierci. Popiół także przypomina nam o obietnicy życia wiecznego, bowiem Bóg wskrzesi nas kiedyś z prochu ziemi. Popiół, powstały z zielonych gałązek palm, lub innych drzew, poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku, jest też symbolem naszego oczyszczenia. Tyle razy w życiu doświadczamy obecności prochu, kurzu - tego dokuczliwego towarzysza naszego życia. Chyba najbardziej doświadczamy go wtedy, gdy sprzątamy mieszkanie. Wiemy, jak dokuczliwy jest ten lekki pył ziemi, dostający się wszędzie i pokrywający sobą wszystko. On wymownie przypomina o rozpadzie materii i zniszczeniu, a przede wszystkim o znikomości człowieka. Wierzymy jednak, że nadejdzie czas, kiedy Bóg stworzy nowe niebo i nową ziemię, i dokona odnowy wszystkiego.

Post i pokuta w potocznym rozumieniu kojarzą się nam z czymś przykrym, a nawet uciążliwym. Zadaniem ich jest jednak pomoc w lepszym uporządkowaniu życia, porzucenia grzechu i przemianie serca, polegającej na zwycięstwie w nas dobra nad złem. Podjęcie pokuty rodzi się z uznania własnej słabości i grzeszności. Jest wyrazem podjęcia pracy nad sobą.

Wielu odczuwa boleśnie swe grzechy i słabości. Dlatego w Wielkim Poście ważnym staje się przypomnienie i zachęta do nawrócenia, do powrotu do Boga. Od samego początku Wielkiego Postu jesteśmy wezwani do praktykowania postu podjętego ze względu na Pana Boga, a nie ze względu na ludzi. Dlatego warto coś postanowić w okresie i wypełnić; choćby bardziej systematyczniejszą uczynić swoją codzienną modlitwę.

Modlitwa to przebywanie z Bogiem, to dzielnie z Nim swego czasu, zawierzenie Mu siebie. Nie chodzi o bezmyślne "klepanie pacierzy", ale o wsłuchiwanie się w to, co do mnie mówi Pan. Modlitwa to zarazem umacnianie naszej wiary. Może być wypowiadana sercem i ustami, zwłaszcza modlitwa codzienna rano i wieczorem. Dobro, które jest w nas, a które z pomocą Bożą i wsparciem bliźnich udało się nam rozwinąć, na modlitwie powinno być wzmocnione. Tak umocnionym na duchu łatwiej przyjdzie nam pokonać pokusy i słabości, pokonać samych siebie. Modlitwa pomoże nam również być sumiennymi w pracy i w nauce, być dobrymi dla innych i pamiętać o ich potrzebach przez praktykowanie jałmużny

Jałmużna to sprawa serca, albowiem: Więcej radości jest w dawaniu, niż w braniu. Liczy się nie tylko otwartość serca, ale i otwartość portfela, konta, karty kredytowej. Wzorem takiej hojności niech będzie uboga wdowa, która dała więcej niż inni. Jałmużna, to nie tylko śpieszenie z pomocą materialną bliźnim, ale to także wypowiedziane do nich życzliwe słowo; to dzielenie czasu z innymi, odwiedzanie chorych i więźniów.

Rekolekcje parafialne głoszone w tym okresie Wielkiego Postu są czasem wylewu łaski Boże. Dołóżmy starań, aby każdy z nas mógł wziąć w nich udział, żebyśmy w ten sposób odnowieni na duchu, mogli wspólnie świętować Zmartwychwstanie Pańskie.

Droga do doskonałości

7. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Mateusza 5, 38-48

Ks. Stanisław Łucarz SJ

wolnyAby właściwie zrozumieć Ewangelię tej niedzieli, zacząć trzeba od ostatniego jej zdania. Inaczej popaść możemy w legalizm, czyli traktowanie jej jako prawa, które należy za wszelką cenę wykonać, i to naszymi, ludzkimi siłami. Tymczasem to, do czego wzywa nas w niej Pan Jezus, jest o ludzkich siłach niewykonalne. Już przykazania Starego Testamentu, przekazane przez Mojżesza, których rabini naliczyli aż 613, były praktycznie niewykonalne; a co dopiero te zawarte w Nowym Testamencie, dane przez Pana Jezusa... Ich szczytem jest przykazanie miłości nieprzyjaciół, które sprzeciwia się najbardziej podstawowemu instynktowi naszej natury – instynktowi samozachowawczemu, bo przecież nieprzyjaciel czy wróg to ktoś, kto zagraża mojemu życiu. Jak można kochać kogoś takiego? Toż to ów podstawowy instynkt każe przed kimś takim przynajmniej uciekać.

Problem ten rozświetla nam ostatnie zadanie czytanego w tę niedzielę fragmentu Ewangelii: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. O jaką doskonałość tu chodzi? Otóż nie chodzi tu o doskonałość w rozumieniu filozoficznym, które jest nam dużo bardziej bliskie niż rozumienie biblijne. Tę pierwszą doskonałość zdobywa się, dążąc uparcie do celu. Starogreckie słowo τελειότης [teleiotes] – doskonałość pochodzi od słowa τέλος [telos] – cel. Z doskonałością, o której mówi Pan Jezus, jest inaczej. Jego słowa z dzisiejszej Ewangelii są echem słów Boga ze Starego Testamentu: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty – Ja Bóg wasz, które jak refren powtarzają się w Księdze Kapłańskiej (por. Kpł 19, 2; 20, 7; 20, 26). Ta doskonałość to świętość, a świętość to natura Boga. Nie da się o ludzkich siłach stworzyć w sobie czy osiągnąć natury Boga. Cokolwiek by człowiek nie robił, jakkolwiek by się nie starał o tę doskonałość, to, co w sobie wyprodukuje, będzie jedynie karykaturą bóstwa i świętości, często demoniczną karykaturą. Naturę Boga – świętość – można tylko otrzymać w darze. Jezusowe: Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski... oznacza: Otwierajcie się coraz bardziej na dar dziecięctwa Bożego, coraz bardziej stawajcie się dziećmi waszego Ojca, który jest w niebie, niech coraz bardziej umacnia się wasza relacja z Nim.

Miłość nieprzyjaciół nie jest skutkiem pracy na sobą i nadludzkiego wysiłku wkładanego we własne doskonalenie moralne. Jest owocem wiary i ufności złożonej, a raczej dzień po dniu składanej w Bogu. Wtedy może działać w nas Duch Święty i przekształcać naszą ludzką, zranioną i zalęknioną naturę w Bożą naturę, gdyż tylko doskonała Miłość, czyli Duch Święty, usuwa lęk, który jest największą przeszkodą, wręcz blokadą dla miłości nieprzyjaciół. Wtedy wraz z Jezusem – Synem Bożym – i Jego mocą stajemy się zwycięzcami nad szatanem, grzechem i śmiercią. Wtedy zwycięża w nas i przez nas prawdziwa, Boża miłość, sięgająca aż po szczyt miłości nieprzyjaciół.

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Rady na początek Nowego Roku

Ks. Marek Wójtwoicz SJ

 

woman 1807860 640Nie żyjmy przeszłością

Uczeń Jezusa nie pozwala sobie na ciągłe rozpamiętywanie minionych wydarzeń, pomyślnych czy też nie. A jeśli już coś wspomina, to czyni to w duchu dziękczynienia, podobnie jak św. Ignacy w Opowieści pielgrzyma lub kiedy zachęca do robienia rachunku sumienia w książeczce Ćwiczeń duchownych. Trzeba raz na zawsze pogrzebać swoją przeszłość, bo każda miniona chwila naszego życia już została zanurzona w wodach Jordanu (Brat Roger z Taizé).

A zatem nie mówmy: „gdybym to czy tamto zdecydował, zrobił, wybrał, to teraz było by inaczej... Co się stało, to się stało. Nie ma doskonałych decyzji, a pokusa perfekcjonizmu to ukryty cel, by „stawać się jak Bóg...”. A zatem nie mów: „źle zdecydowałem...; stop dla takiego „rozmyślania”. Z błędów przeszłości wyciągajmy wnioski, pytając, co zrobię w podobnej sytuacji w przyszłości. Powstrzymujmy ciągłe wyrzuty sumienia prowadzące nierzadko do chorobliwego poczucia winy. Nie dopuszczajmy też, by wejść w stan zmęczenia naszego umysłu.

Najważniejsze jest to, byśmy odkryli najgłębszy sens życia, o czym przypomniał Victor Frankl w książce Homo viator. Chodzi o to, byśmy zobaczyli je jako całość, a nie tylko swój aktualny stan, który może być czasem strapienia, przeżywanych aktualnie problemów czy przeciwności. Nie koncentrujmy się zatem tylko na jednej rzeczy, najczęściej negatywnej, jak to niejednokrotnie czynimy. Starajmy się widzieć zawsze szerszą perspektywę otwierającą przed nami horyzont nadziei.

Unikajmy też stawania wobec pustki, gdy chce nam się powiedzieć: „nic nie mogę”, „nic nie potrafię”, „nic mi się nie udaje, nie tak jak innym znajomym”. Te stwierdzenia działają jak trucizna dla naszej woli. Taka postawa może też u innych osób powodować uczucie zniechęcenia, smutek czy dążenie, by nas unikać.

Często rozmyślajmy nad modlitwą Ojcze nasz, by na nowo doświadczyć miłości Boga i powierzyć Mu się całkowicie.

Planujmy zajęcia i zadania

Zadbajmy o plan dnia, nadajmy mu strukturę. Co zamierzam uczynić w najbliższym tygodniu czy miesiącu? Co chcę zrobić, czym się zająć, co napisać, co przygotować, z kim się spotkać, jaką książkę przeczytać, do kogo napisać list, kiedy zrobić generalne sprzątanie domu? Plan dnia jest ważny, ale nie po to, by sobie coś później wyrzucać, gdy np. wskutek różnych sytuacji zmienił się i gdy nie udało się nam wszystkiego zrealizować. Tak wiele rzeczy, sytuacji nas zaskakuje, np. nieplanowane wcześniej rozmowy czy spotkania.

Z tego powodu nie osądzajmy się niesprawiedliwie, bo to odbiera nam radość ducha. Zawsze starajmy się zachować poczucie własnej godności. Nigdy nie poniżajmy się. Ze spokojem analizujmy dany dzień podczas wieczornego rachunku sumienia.

Pytajmy: jakie były cele tego dnia?; co zrobiłem?; co chciałbym zrobić i co pragnę poprawić w dniu jutrzejszym? Starajmy się dobrze robić jedną rzecz; umiejmy mówić innym „nie”, gdy np. nadużywają naszego dobrego serca i gotowości do służby, i zawsze więcej się módlmy. Zawsze uwzględniajmy swój aktualny stan duszy i ciała.

Nie pozwalajmy przytłoczyć się licznymi sprawami, zamówieniami, obowiązkami czy spotkaniami. Co jakiś czas zmieniajmy, na ile jest to możliwe, rodzaj naszych zajęć i obowiązków, bo wtedy również choć trochę odpoczywamy.

Unikajmy zdań dramatyzujących

Zawsze szukajmy tego co pozytywne. Nie mówmy wciąż sobie: „jestem taki sam, nigdy niczego nie osiągnę”, bo taka postawa jest bezpłodna i często nieobiektywna.

Raczej powiedzmy: „dzisiaj udało mi się to czy tamto zrobić”. Pytajmy, jakie były nasze reakcje, odkryjmy i badajmy zwłaszcza nasze emocje, także te negatywne.

Z nadzieją patrzmy w przyszłość

Nie myślmy negatywnie o tym co przed nami, bo taka postawa może nas zasmucać. Uczucie smutku czy negatywne myśli są często projekcją czerpiącą inspirację z naszych trudnych doświadczeń z naszej przeszłości. Dlatego trzeba każdy dzień powierzać Panu Bogu. Przeżywajmy naszą teraźniejszość z Panem Bogiem, prosząc Go o dar żywej nadziei, o czym przypomniał Benedykt XVI w encyklice Spe salvi.

Nie porównujmy się z innymi

Każdy z nas posiada niepowtarzalną historię i każda chwila naszego życia jest nasycona obecnością Boga. Podczas modlitwy powracajmy często do Psalmów 8, 23, 27, 131, 139, bo one przypominają nam, że źródłem naszego istnienia jest Stwórca.

Starajmy się sami doceniać bogactwo duchowe naszego życia i to, kim jesteśmy w oczach Bożych. Niech nas do takiej postawy inspirują święci Kościoła.

Wszystko czyńmy z Panem Bogiem

Warto zawsze pamiętać o prymacie Boga, bo wszystko w naszym życiu jest łaską (św. Teresa z Lisieux). Nie czyńmy nic na własną rękę w postawie samowystarczalności. Każde dobre postanowienie czy decyzję powierzajmy dobremu Bogu. On czuwa nad naszym wyjściem i przyjściem. Pamiętam z dzieciństwa zdanie wypowiadane, gdy wychodziłem z domu do szkoły: Zostańcie z Bogiem, mama odpowiadała: Boże prowadź. Warto w tym kontekście pomyśleć o domowej kropielniczce z wodą święconą, bo ona również może być przypomnieniem, jak krzyż czy obrazy świętych, o obecności Boga żywego w naszym życiu.

Podczas codziennej modlitwy powierzajmy się Bogu, a wtedy łatwiej nam będzie przemyśleć i przetrawić różne sprawy czy decyzje, jakie są przed nami danego dnia. Rozwiązanie najtrudniejszych spraw w postawie zaufania i wiary pozostawmy Panu Bogu. Często pytajmy: czy ufam Bożej mądrości? Z pokorą prośmy: Panie, wskaż mi drogę. Wszystko, co trudnego przeżywam, przyniesie owoc duchowy w przyszłości, nawet jeśli czegoś nie rozumiem i trudno mi jest zgodzić się z wolą Boga. Trwajmy w Bożej obecności z otwartym sercem, jak Maryja. Wsłuchujmy się w słowo Boże i w rytm bicia własnego serca. Dzięki takiej postawie nie będziemy łatwo ulegać paraliżującemu smutkowi.

Odkrywajmy każdego dnia wewnętrzny skarb

To właśnie dlatego nie porównujmy się z innymi. Odkryty skarb będzie źródłem szczęścia. A jest to ewangeliczny skarb przyjaźni z Panem Jezusem. Tym bezcennym skarbem jest nieustanne doświadczanie Bożego miłosierdzia. Dla tej drogocennej perły warto poświęcić wszystko, choć inni tego nie rozumieją. Doświadczymy wtedy szczęścia i odpoczynku w Boskiej pełni.

Warto troszczyć się o dobre relacje z innymi, nawiązujmy serdeczne, pełne życzliwości więzy. Zajmujmy się tym co ważne, co konieczne, niezależnie od stanu emocjonalnego. Nieraz trzeba opanować zmęczenie, okazać cierpliwość, na jakiś czas zapomnieć o sobie, o własnych problemach, by np. kogoś wysłuchać czy pocieszyć. Nie tracimy czasu na niepotrzebne zajęcia. Odkrywajmy głębszy sens wydarzeń, sytuacji, osób. Trwajmy w Sercu Zbawiciela, by unikać umysłowego błądzenia. Problemem jest zjawisko fragmentaryzacji współczesnej kultury.

Opanujmy też nadmierną spontaniczność.

Przemieniajmy poczucie winy w płodną twórczość

Święta Faustyna radzi nam, byśmy zamieniali niepokój w modlitwę. Słyszałem o przykładzie pewnej pani z Francji, która dokonała dwóch aborcji i teraz, by zadośćuczynić za te ciężkie przewinienia odwiedza więźniów w zakładach karnych.

Ktoś, kto zna swoje słabości i grzechy, pokorniej przebywa z innymi. Światło Boga przechodzi przez moje rany! A zatem słuchajmy naszych serc, szanujmy swoje wewnętrzne rytmy. Uznajmy nasze granice w sobie i w naszym otoczeniu.

Wejdźmy do skarbca naszego serca

Starajmy się zadziwić naszym pięknem. Zostaliśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo. Wejdźmy w ducha Jezusowych błogosławieństw (Mt 5, 1-12). Ważna jest afirmacja naszego życia, która prowadzi do otwartości na innych. Za wszystko dziękujmy Bogu i ludziom (por. Ga 3, 15). Dziękujmy za proste rzeczy, za to, że możemy chodzić, słyszeć, rozumieć i mówić. Żyjmy wiarą krok za krokiem. Bierzmy przykład ze św. Teresy z Lisieux i jej „małej drogi” bezgranicznego zaufania Bogu. Wierność jednej łasce sprawia, że Pan Bóg daje nam kolejne. Żyjmy w Bożej obecności. Wychwalajmy Pana w naszych sercach. Błogosławmy innych, dobrze życząc tym, którzy wyrządzili nam coś złego lub są nam nieprzychylni.

Dowartościowujmy najmniejsze nawet kroki

Każdy kolejny krok dodaje nam pewności. Trzeba nam wciąż zaczynać od nowa. Dbajmy o naszą duchowość i zdrowie psychiczne. Jesteśmy wciąż w drodze, a więc jest czas na rozwój. Przed nami cały Nowy Rok 2020. Przeżywajmy go z Jezusem, Panem historii i naszego życia.

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Adwentowa refleksja

 

Ks. Marek Wójowicz SJ

lamp 1565705 640Adwent to początek Roku Liturgicznego. Tygodnie dzielące nas od uroczystości Bożego Narodzenia pomagają nam wejść w rytm chrześcijańskich tajemnic. Trzeba na nowo ożywić w sobie pragnienie spotkania z Bogiem na pustyni naszych serc. Trwajmy na modlitwie z sercem czuwającym przy Panu, byśmy mogli odnaleźć w każdym naszym działaniu wolę Bożą.

Pan Jezus chce wejść w nasze życie, by wszystko w nim odnowić. On usuwa z naszych serc różne lęki i niepokoje, by przywrócić nam nadzieję. Tylko Jezus przyjęty jako dar od Ojca może przemienić nasze życie, nadać mu głębszy sens i uczynić piękniejszym. Oby coraz więcej było w nas Jezusowego światła w naszym duchowym przygotowaniu do Świąt Bożego Narodzenia.

Panie, przyjdź! - taki był okrzyk pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Podobne wołanie odnajdujemy w ostatnim zdaniu Nowego Testamentu, w Księdze Apokalipsy (Ap 22, 20). Jest ono wyrazem pragnienia, by Boży czas wszedł w czas człowieka. Oczekujemy na Pana, który puka od naszych drzwi i mówi: jeśli Mi ktoś otworzy, zasiądę do stołu i będę z nim wieczerzał (Ap 3, 20; por. Pnp 5, 2; Iz 20, 5; J 14, 23). To zapewnienie Pana Jezusa napełnia nasze serca wielką radością.

Czujność serca

Powinność czuwania jest też wpisana w misję Kościoła, który nie powinien być skupiony na sobie, lecz przede wszystkim na głoszeniu Ewangelii Jezusa Chrystusa. Ożywmy zatem w sobie gorliwość apostolską, która winna się wyrażać przez nasze czyny przepojone miłością miłosierną i współczującą. Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie - zachęca nas Pan, św. Piotr zaś przestrzega w swoim liście: Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć (1 P 5, 8). Postawa chrześcijańskiej czujności obejmuje całego człowieka, z jego duchem, duszą i ciałem. Dotyczy relacji z sobą samym, z Bogiem, z innymi ludźmi, a także z otaczającym nas całym stworzeniem, o które winniśmy się troszczyć.

Według Ojców Kościoła czujność to jedna z najważniejszych cech Jezusowego ucznia: Co powinno cechować chrześcijanina? - pyta św. Ambroży, biskup Mediolanu. Przede wszystkim czuwanie w każdy dzień i w każdą godzinę, by wypełnić to, co się Bogu podoba, wiedząc, że o godzinie, której się nie spodziewamy, Pan przychodzi. Każdy z nas powinien czuwać nad sobą samym, bo został nam powierzony wielki skarb: Bóg, który stał się człowiekiem. To Bóg, który pragnie wejść w nasze życie, by objąć swoim błogosławieństwem nasz czas.

Czas jest darem Boga

Sądzimy, że czas całkowicie należy do nas. Tracenie kontroli nad nim kojarzymy z umieraniem i wtedy zaczynamy się bać. Niepokoi nas „uciekający” czas, bo nam przypomina o naszej granicy, o tym, że jesteśmy stworzeni; a zatem nasz czas jest ograniczony.

Żeby zatrzymać czas, ktoś może uciekać w rozrywki, w zbyt intensywną pracę czy studia. Dlatego także do nas Jezus kieruje słowa napomnienia: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele (Łk 6, 14). Żeby ulżyć trudnej do przyjęcia świadomości końca życia, ludzie uciekają w gromadzenie pieniędzy, zdobywanie władzy, wiedzy czy w obsesyjne poszukiwanie przyjemności. Czynią tak, gdyż są daleko od Boga, który ma czas, ma wieczność. Brak czasu jest wołaniem o spotkanie z Bogiem, o prawdziwe życie.

Dlatego tak ważne jest upomnienie Jezusa: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask (Łk 21, 34-35). Ociężałość serca i umysłu może przybierać różne formy: ktoś popada w melancholię czy w swoistego rodzaju narkotyczny sen zapomnienia, pozbawiając się zdolności planowania swojego życia. Wielu ludzi żyje w takim właśnie zapomnieniu. Obserwujemy we współczesnym społeczeństwie dość powszechną ucieczkę od wolności i odpowiedzialności. A wtedy trudniej jest spotkać Boga, który powołał nas do wolności i dał nam zdolność do dawania Mu wielkodusznej odpowiedzi. Człowiek nie chce uznać, że Bóg jest Panem czasu, co powoduje, że wyłącznie „ludzki czas” jest wypełniony tak wielką goryczą. Nie mam czasu jest wtedy boleśnie prawdziwe.

Co znaczy czuwać?

Popatrzmy na matkę opiekującą się niemowlęciem, na córkę troskliwie towarzyszącą swojej starej matce, na pielęgniarkę troszczącą się o chorego, na kierowcę prowadzącego autobus, na mnicha, który wstaje w nocy, by wielbić Boga. Czuwa też wspólnota Kościoła, by nie oddalić się od swojej pierwotnej gorliwości. Żeby pozostać człowiekiem czuwającym, trzeba zadbać o codzienną refleksję nad swoim życiem, np. przez praktykowanie rachunku sumienia. Jest to dobra okazja, by odczytać znaczenie naszych emocji, impulsów, wewnętrznych napięć. Jeśli tego nie czynimy podczas modlitwy, to wtedy rządzić nami będą nieuporządkowane uczucia i pragnienia. Przed nami trudna droga nabywania umiejętności duchowego rozeznawania, by na wszystko patrzeć i oceniać z Bożej perspektywy. A jest to perspektywa tajemnicy Wcielenia i Odkupienia.

Czuwać - to także umieć siebie wychowywać, to dobrze wykorzystywać czas, czynić prawdziwymi swoje rozmowy i gesty. Tyle rzeczy „puka do moich drzwi”, by się nimi zająć. Dlatego trzeba nauczyć się wybierać te, które prawdziwie służą większej chwale Boga i zbawieniu siebie oraz naszych bliskich. Przy końcu naszego życia zapuka do nas także śmierć, by zweryfikować prawdę naszego życia. Kiedy staniemy się ludźmi szczerze czuwającymi, wtedy będziemy słyszeć także pukanie Jezusa, delikatne wołanie Pana, który przychodzi do naszych domów. On przychodzi w postaci dziecka czy młodzieńca, jak przyszedł pewnego dnia do św. Faustyny Kowalskiej (Dzienniczek, 1312). Zrozumiemy wtedy, co znaczy: byłem głodny, a daliście Mi jeść...

Powierzyć swój czas Bogu

Jeśli świadomie zaproszę Jezusa, wtedy przestanę być niewolnikiem „mojego” czasu. Jezus puka do moich drzwi, by dzielić swój czas ze mną. Tak przywraca On sens i wartość mojego czasu, który został mi zadany. Gdy podtrzymam w sobie pragnienie, by Go spotkać jak Oblubieńca z Pieśni nad Pieśniami, wtedy On uwolni mnie od niepokoju z powodu mijającego czasu. Bóg ma czas, ma czas dla człowieka. On przychodzi i puka do naszych drzwi, aby spotkać się z nami pośród wszystkich codziennych wydarzeń. Przychodzi ofiarować nam swą przyjaźń. On jest zawsze pierwszy w działaniu. On chce, byśmy mieli udział w Jego „czasie” i w Jego Życiu, które jest wieczne.

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modltwy