Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Rady na początek Nowego Roku

Ks. Marek Wójtwoicz SJ

 

woman 1807860 640Nie żyjmy przeszłością

Uczeń Jezusa nie pozwala sobie na ciągłe rozpamiętywanie minionych wydarzeń, pomyślnych czy też nie. A jeśli już coś wspomina, to czyni to w duchu dziękczynienia, podobnie jak św. Ignacy w Opowieści pielgrzyma lub kiedy zachęca do robienia rachunku sumienia w książeczce Ćwiczeń duchownych. Trzeba raz na zawsze pogrzebać swoją przeszłość, bo każda miniona chwila naszego życia już została zanurzona w wodach Jordanu (Brat Roger z Taizé).

A zatem nie mówmy: „gdybym to czy tamto zdecydował, zrobił, wybrał, to teraz było by inaczej... Co się stało, to się stało. Nie ma doskonałych decyzji, a pokusa perfekcjonizmu to ukryty cel, by „stawać się jak Bóg...”. A zatem nie mów: „źle zdecydowałem...; stop dla takiego „rozmyślania”. Z błędów przeszłości wyciągajmy wnioski, pytając, co zrobię w podobnej sytuacji w przyszłości. Powstrzymujmy ciągłe wyrzuty sumienia prowadzące nierzadko do chorobliwego poczucia winy. Nie dopuszczajmy też, by wejść w stan zmęczenia naszego umysłu.

Najważniejsze jest to, byśmy odkryli najgłębszy sens życia, o czym przypomniał Victor Frankl w książce Homo viator. Chodzi o to, byśmy zobaczyli je jako całość, a nie tylko swój aktualny stan, który może być czasem strapienia, przeżywanych aktualnie problemów czy przeciwności. Nie koncentrujmy się zatem tylko na jednej rzeczy, najczęściej negatywnej, jak to niejednokrotnie czynimy. Starajmy się widzieć zawsze szerszą perspektywę otwierającą przed nami horyzont nadziei.

Unikajmy też stawania wobec pustki, gdy chce nam się powiedzieć: „nic nie mogę”, „nic nie potrafię”, „nic mi się nie udaje, nie tak jak innym znajomym”. Te stwierdzenia działają jak trucizna dla naszej woli. Taka postawa może też u innych osób powodować uczucie zniechęcenia, smutek czy dążenie, by nas unikać.

Często rozmyślajmy nad modlitwą Ojcze nasz, by na nowo doświadczyć miłości Boga i powierzyć Mu się całkowicie.

Planujmy zajęcia i zadania

Zadbajmy o plan dnia, nadajmy mu strukturę. Co zamierzam uczynić w najbliższym tygodniu czy miesiącu? Co chcę zrobić, czym się zająć, co napisać, co przygotować, z kim się spotkać, jaką książkę przeczytać, do kogo napisać list, kiedy zrobić generalne sprzątanie domu? Plan dnia jest ważny, ale nie po to, by sobie coś później wyrzucać, gdy np. wskutek różnych sytuacji zmienił się i gdy nie udało się nam wszystkiego zrealizować. Tak wiele rzeczy, sytuacji nas zaskakuje, np. nieplanowane wcześniej rozmowy czy spotkania.

Z tego powodu nie osądzajmy się niesprawiedliwie, bo to odbiera nam radość ducha. Zawsze starajmy się zachować poczucie własnej godności. Nigdy nie poniżajmy się. Ze spokojem analizujmy dany dzień podczas wieczornego rachunku sumienia.

Pytajmy: jakie były cele tego dnia?; co zrobiłem?; co chciałbym zrobić i co pragnę poprawić w dniu jutrzejszym? Starajmy się dobrze robić jedną rzecz; umiejmy mówić innym „nie”, gdy np. nadużywają naszego dobrego serca i gotowości do służby, i zawsze więcej się módlmy. Zawsze uwzględniajmy swój aktualny stan duszy i ciała.

Nie pozwalajmy przytłoczyć się licznymi sprawami, zamówieniami, obowiązkami czy spotkaniami. Co jakiś czas zmieniajmy, na ile jest to możliwe, rodzaj naszych zajęć i obowiązków, bo wtedy również choć trochę odpoczywamy.

Unikajmy zdań dramatyzujących

Zawsze szukajmy tego co pozytywne. Nie mówmy wciąż sobie: „jestem taki sam, nigdy niczego nie osiągnę”, bo taka postawa jest bezpłodna i często nieobiektywna.

Raczej powiedzmy: „dzisiaj udało mi się to czy tamto zrobić”. Pytajmy, jakie były nasze reakcje, odkryjmy i badajmy zwłaszcza nasze emocje, także te negatywne.

Z nadzieją patrzmy w przyszłość

Nie myślmy negatywnie o tym co przed nami, bo taka postawa może nas zasmucać. Uczucie smutku czy negatywne myśli są często projekcją czerpiącą inspirację z naszych trudnych doświadczeń z naszej przeszłości. Dlatego trzeba każdy dzień powierzać Panu Bogu. Przeżywajmy naszą teraźniejszość z Panem Bogiem, prosząc Go o dar żywej nadziei, o czym przypomniał Benedykt XVI w encyklice Spe salvi.

Nie porównujmy się z innymi

Każdy z nas posiada niepowtarzalną historię i każda chwila naszego życia jest nasycona obecnością Boga. Podczas modlitwy powracajmy często do Psalmów 8, 23, 27, 131, 139, bo one przypominają nam, że źródłem naszego istnienia jest Stwórca.

Starajmy się sami doceniać bogactwo duchowe naszego życia i to, kim jesteśmy w oczach Bożych. Niech nas do takiej postawy inspirują święci Kościoła.

Wszystko czyńmy z Panem Bogiem

Warto zawsze pamiętać o prymacie Boga, bo wszystko w naszym życiu jest łaską (św. Teresa z Lisieux). Nie czyńmy nic na własną rękę w postawie samowystarczalności. Każde dobre postanowienie czy decyzję powierzajmy dobremu Bogu. On czuwa nad naszym wyjściem i przyjściem. Pamiętam z dzieciństwa zdanie wypowiadane, gdy wychodziłem z domu do szkoły: Zostańcie z Bogiem, mama odpowiadała: Boże prowadź. Warto w tym kontekście pomyśleć o domowej kropielniczce z wodą święconą, bo ona również może być przypomnieniem, jak krzyż czy obrazy świętych, o obecności Boga żywego w naszym życiu.

Podczas codziennej modlitwy powierzajmy się Bogu, a wtedy łatwiej nam będzie przemyśleć i przetrawić różne sprawy czy decyzje, jakie są przed nami danego dnia. Rozwiązanie najtrudniejszych spraw w postawie zaufania i wiary pozostawmy Panu Bogu. Często pytajmy: czy ufam Bożej mądrości? Z pokorą prośmy: Panie, wskaż mi drogę. Wszystko, co trudnego przeżywam, przyniesie owoc duchowy w przyszłości, nawet jeśli czegoś nie rozumiem i trudno mi jest zgodzić się z wolą Boga. Trwajmy w Bożej obecności z otwartym sercem, jak Maryja. Wsłuchujmy się w słowo Boże i w rytm bicia własnego serca. Dzięki takiej postawie nie będziemy łatwo ulegać paraliżującemu smutkowi.

Odkrywajmy każdego dnia wewnętrzny skarb

To właśnie dlatego nie porównujmy się z innymi. Odkryty skarb będzie źródłem szczęścia. A jest to ewangeliczny skarb przyjaźni z Panem Jezusem. Tym bezcennym skarbem jest nieustanne doświadczanie Bożego miłosierdzia. Dla tej drogocennej perły warto poświęcić wszystko, choć inni tego nie rozumieją. Doświadczymy wtedy szczęścia i odpoczynku w Boskiej pełni.

Warto troszczyć się o dobre relacje z innymi, nawiązujmy serdeczne, pełne życzliwości więzy. Zajmujmy się tym co ważne, co konieczne, niezależnie od stanu emocjonalnego. Nieraz trzeba opanować zmęczenie, okazać cierpliwość, na jakiś czas zapomnieć o sobie, o własnych problemach, by np. kogoś wysłuchać czy pocieszyć. Nie tracimy czasu na niepotrzebne zajęcia. Odkrywajmy głębszy sens wydarzeń, sytuacji, osób. Trwajmy w Sercu Zbawiciela, by unikać umysłowego błądzenia. Problemem jest zjawisko fragmentaryzacji współczesnej kultury.

Opanujmy też nadmierną spontaniczność.

Przemieniajmy poczucie winy w płodną twórczość

Święta Faustyna radzi nam, byśmy zamieniali niepokój w modlitwę. Słyszałem o przykładzie pewnej pani z Francji, która dokonała dwóch aborcji i teraz, by zadośćuczynić za te ciężkie przewinienia odwiedza więźniów w zakładach karnych.

Ktoś, kto zna swoje słabości i grzechy, pokorniej przebywa z innymi. Światło Boga przechodzi przez moje rany! A zatem słuchajmy naszych serc, szanujmy swoje wewnętrzne rytmy. Uznajmy nasze granice w sobie i w naszym otoczeniu.

Wejdźmy do skarbca naszego serca

Starajmy się zadziwić naszym pięknem. Zostaliśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo. Wejdźmy w ducha Jezusowych błogosławieństw (Mt 5, 1-12). Ważna jest afirmacja naszego życia, która prowadzi do otwartości na innych. Za wszystko dziękujmy Bogu i ludziom (por. Ga 3, 15). Dziękujmy za proste rzeczy, za to, że możemy chodzić, słyszeć, rozumieć i mówić. Żyjmy wiarą krok za krokiem. Bierzmy przykład ze św. Teresy z Lisieux i jej „małej drogi” bezgranicznego zaufania Bogu. Wierność jednej łasce sprawia, że Pan Bóg daje nam kolejne. Żyjmy w Bożej obecności. Wychwalajmy Pana w naszych sercach. Błogosławmy innych, dobrze życząc tym, którzy wyrządzili nam coś złego lub są nam nieprzychylni.

Dowartościowujmy najmniejsze nawet kroki

Każdy kolejny krok dodaje nam pewności. Trzeba nam wciąż zaczynać od nowa. Dbajmy o naszą duchowość i zdrowie psychiczne. Jesteśmy wciąż w drodze, a więc jest czas na rozwój. Przed nami cały Nowy Rok 2020. Przeżywajmy go z Jezusem, Panem historii i naszego życia.

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Adwentowa refleksja

 

Ks. Marek Wójowicz SJ

lamp 1565705 640Adwent to początek Roku Liturgicznego. Tygodnie dzielące nas od uroczystości Bożego Narodzenia pomagają nam wejść w rytm chrześcijańskich tajemnic. Trzeba na nowo ożywić w sobie pragnienie spotkania z Bogiem na pustyni naszych serc. Trwajmy na modlitwie z sercem czuwającym przy Panu, byśmy mogli odnaleźć w każdym naszym działaniu wolę Bożą.

Pan Jezus chce wejść w nasze życie, by wszystko w nim odnowić. On usuwa z naszych serc różne lęki i niepokoje, by przywrócić nam nadzieję. Tylko Jezus przyjęty jako dar od Ojca może przemienić nasze życie, nadać mu głębszy sens i uczynić piękniejszym. Oby coraz więcej było w nas Jezusowego światła w naszym duchowym przygotowaniu do Świąt Bożego Narodzenia.

Panie, przyjdź! - taki był okrzyk pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Podobne wołanie odnajdujemy w ostatnim zdaniu Nowego Testamentu, w Księdze Apokalipsy (Ap 22, 20). Jest ono wyrazem pragnienia, by Boży czas wszedł w czas człowieka. Oczekujemy na Pana, który puka od naszych drzwi i mówi: jeśli Mi ktoś otworzy, zasiądę do stołu i będę z nim wieczerzał (Ap 3, 20; por. Pnp 5, 2; Iz 20, 5; J 14, 23). To zapewnienie Pana Jezusa napełnia nasze serca wielką radością.

Czujność serca

Powinność czuwania jest też wpisana w misję Kościoła, który nie powinien być skupiony na sobie, lecz przede wszystkim na głoszeniu Ewangelii Jezusa Chrystusa. Ożywmy zatem w sobie gorliwość apostolską, która winna się wyrażać przez nasze czyny przepojone miłością miłosierną i współczującą. Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie - zachęca nas Pan, św. Piotr zaś przestrzega w swoim liście: Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć (1 P 5, 8). Postawa chrześcijańskiej czujności obejmuje całego człowieka, z jego duchem, duszą i ciałem. Dotyczy relacji z sobą samym, z Bogiem, z innymi ludźmi, a także z otaczającym nas całym stworzeniem, o które winniśmy się troszczyć.

Według Ojców Kościoła czujność to jedna z najważniejszych cech Jezusowego ucznia: Co powinno cechować chrześcijanina? - pyta św. Ambroży, biskup Mediolanu. Przede wszystkim czuwanie w każdy dzień i w każdą godzinę, by wypełnić to, co się Bogu podoba, wiedząc, że o godzinie, której się nie spodziewamy, Pan przychodzi. Każdy z nas powinien czuwać nad sobą samym, bo został nam powierzony wielki skarb: Bóg, który stał się człowiekiem. To Bóg, który pragnie wejść w nasze życie, by objąć swoim błogosławieństwem nasz czas.

Czas jest darem Boga

Sądzimy, że czas całkowicie należy do nas. Tracenie kontroli nad nim kojarzymy z umieraniem i wtedy zaczynamy się bać. Niepokoi nas „uciekający” czas, bo nam przypomina o naszej granicy, o tym, że jesteśmy stworzeni; a zatem nasz czas jest ograniczony.

Żeby zatrzymać czas, ktoś może uciekać w rozrywki, w zbyt intensywną pracę czy studia. Dlatego także do nas Jezus kieruje słowa napomnienia: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele (Łk 6, 14). Żeby ulżyć trudnej do przyjęcia świadomości końca życia, ludzie uciekają w gromadzenie pieniędzy, zdobywanie władzy, wiedzy czy w obsesyjne poszukiwanie przyjemności. Czynią tak, gdyż są daleko od Boga, który ma czas, ma wieczność. Brak czasu jest wołaniem o spotkanie z Bogiem, o prawdziwe życie.

Dlatego tak ważne jest upomnienie Jezusa: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask (Łk 21, 34-35). Ociężałość serca i umysłu może przybierać różne formy: ktoś popada w melancholię czy w swoistego rodzaju narkotyczny sen zapomnienia, pozbawiając się zdolności planowania swojego życia. Wielu ludzi żyje w takim właśnie zapomnieniu. Obserwujemy we współczesnym społeczeństwie dość powszechną ucieczkę od wolności i odpowiedzialności. A wtedy trudniej jest spotkać Boga, który powołał nas do wolności i dał nam zdolność do dawania Mu wielkodusznej odpowiedzi. Człowiek nie chce uznać, że Bóg jest Panem czasu, co powoduje, że wyłącznie „ludzki czas” jest wypełniony tak wielką goryczą. Nie mam czasu jest wtedy boleśnie prawdziwe.

Co znaczy czuwać?

Popatrzmy na matkę opiekującą się niemowlęciem, na córkę troskliwie towarzyszącą swojej starej matce, na pielęgniarkę troszczącą się o chorego, na kierowcę prowadzącego autobus, na mnicha, który wstaje w nocy, by wielbić Boga. Czuwa też wspólnota Kościoła, by nie oddalić się od swojej pierwotnej gorliwości. Żeby pozostać człowiekiem czuwającym, trzeba zadbać o codzienną refleksję nad swoim życiem, np. przez praktykowanie rachunku sumienia. Jest to dobra okazja, by odczytać znaczenie naszych emocji, impulsów, wewnętrznych napięć. Jeśli tego nie czynimy podczas modlitwy, to wtedy rządzić nami będą nieuporządkowane uczucia i pragnienia. Przed nami trudna droga nabywania umiejętności duchowego rozeznawania, by na wszystko patrzeć i oceniać z Bożej perspektywy. A jest to perspektywa tajemnicy Wcielenia i Odkupienia.

Czuwać - to także umieć siebie wychowywać, to dobrze wykorzystywać czas, czynić prawdziwymi swoje rozmowy i gesty. Tyle rzeczy „puka do moich drzwi”, by się nimi zająć. Dlatego trzeba nauczyć się wybierać te, które prawdziwie służą większej chwale Boga i zbawieniu siebie oraz naszych bliskich. Przy końcu naszego życia zapuka do nas także śmierć, by zweryfikować prawdę naszego życia. Kiedy staniemy się ludźmi szczerze czuwającymi, wtedy będziemy słyszeć także pukanie Jezusa, delikatne wołanie Pana, który przychodzi do naszych domów. On przychodzi w postaci dziecka czy młodzieńca, jak przyszedł pewnego dnia do św. Faustyny Kowalskiej (Dzienniczek, 1312). Zrozumiemy wtedy, co znaczy: byłem głodny, a daliście Mi jeść...

Powierzyć swój czas Bogu

Jeśli świadomie zaproszę Jezusa, wtedy przestanę być niewolnikiem „mojego” czasu. Jezus puka do moich drzwi, by dzielić swój czas ze mną. Tak przywraca On sens i wartość mojego czasu, który został mi zadany. Gdy podtrzymam w sobie pragnienie, by Go spotkać jak Oblubieńca z Pieśni nad Pieśniami, wtedy On uwolni mnie od niepokoju z powodu mijającego czasu. Bóg ma czas, ma czas dla człowieka. On przychodzi i puka do naszych drzwi, aby spotkać się z nami pośród wszystkich codziennych wydarzeń. Przychodzi ofiarować nam swą przyjaźń. On jest zawsze pierwszy w działaniu. On chce, byśmy mieli udział w Jego „czasie” i w Jego Życiu, które jest wieczne.

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modltwy

Jak w czasach Noego

Ks. Stanisław Biel SJ

1. Niedziela Adwentu;
Ewangelia według św. Mateusza 24, 37-44

candle 968244 640Na początku Adwentu Kościół przypomina nam o Paruzji, czyli ponownym przyjściu Pana na końcu czasów, i zachęca do czujności, wierności, wyciszenia i modlitewnego przygotowania.

Jezus w Ewangelii odwołuje się najpierw do czasów Noego. Były to czasy „zsekularyzowane”. Codzienność i przyjemności nie pozwalały koncentrować się na sprawach ducha ani dostrzegać widocznych znaków Boga. Ponadto panowało zepsucie i zło moralne: Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie na ziemi postępują niegodziwie (Rdz 6, 12). Bóg żałował, że stworzył ludzi na ziemi i zasmucił się (Rdz 6, 6). Konsekwencją był potop. Tragedii uniknął jedyny nieskazitelny, żyjący w przyjaźni z Bogiem – Noe (Rdz 6, 8n).

Współczesny świat przypomina czasy Noego: egoizm i egocentryzm, myślenie o sobie, przyjemności zmysłowe i brak troski o ducha, brak przejrzystości i prawdy, niesprawiedliwość i nieliczenie się z prawami innych, zmysłowość i zaspokajanie wszelkich pożądań i pragnień, pomieszanie pojęć, wartości, wybieranie środków połowicznych, kompromisy, bezkarne zło, bezsilność, letarg wymiaru sprawiedliwości, społeczna aprobata grzechu, zła, promocja tych, którzy propagują zło...

Przypomnienie czasów Noego nie ma służyć lękowi, ale winno być zachętą do świadomego czuwania i wytrwałości. Życie duchowe jest czuwaniem, oczekiwaniem, nadzieją. Jest przeciwieństwem bierności, duchowej apatii, lenistwa (acedii). Serce nie lubi pustki; kiedy się pojawia, pragnie ją czymś zapełnić. Gdy nie ma wartości głębszych, duchowych, ich miejsce zajmą sprawy drugorzędne: codzienne troski, zmartwienia, lęki, a także radości, zmysłowe przyjemności, namiętności, pokusy, grzechy... Konsekwencją jest rutyna i urządzenie się w przeciętności.

Lekarstwem na pustkę, nudę, bierność i apatię duchową jest modlitewne czuwanie: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie, duch wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe (Mt 26, 41). Czuwanie jest umiejętnością życia w teraźniejszości. Ważna jest przeszłość, pamięć. Ważna jest również przyszłość, cel życia. Ale nie można żyć skrajnościami. Najważniejsza jest teraźniejszość. To „dziś, teraz”, które jest nową szansą, nową łaską. Czuwać oznacza w sposób mądry i odpowiedzialny podejmować dziś – obowiązki, zadania, trud codzienności, z wiarą, że w tym wszystkim jest Bóg i On sam prowadzi.

W czym moje życie przypomina czasy Noego? Co powinienem zmienić w moim stylu życia? Co dla mnie znaczy czuwać? Czy ulegam duchowej apatii i bierności? Jak sobie radzę z rutyną? Czy żyję dniem dzisiejszym? Czy raczej oscyluję między przeszłością a przyszłością? Czy w codziennym zabieganiu znajduję chwilę na zatrzymanie i wyciszenie się? Jak chcę przeżyć kolejny Adwent?

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

W duchowej przestrzeni Serca Jezusa

Ks. Marek Wójtowicz SJ

 

bless 227263 640Komentarz do fragmentu z traktatu św. Jana Eudesa, kapłana, O Najświętszym Sercu Jezusa (księga 1, 5: Opera omnia 6, 107.113-115)
Prymat Boga

Święty. Jan Eudes (1601-1681) przypomina nam o prymacie Boga w naszym życiu: Proszę cię, abyś pamiętał, że Pan nasz Jezus Chrystus jest rzeczywiście twoją Głową, ty zaś jednym z Jego członków. Chrystus należy do ciebie, tak jak głowa należy do ciała. Cokolwiek jest Jego, jest zarazem twoim: duch, serce, ciało, dusza, wszystkie władze i umiejętności. Masz posługiwać się nimi, jak gdyby były twoje po to, abyś Panu służył, chwalił Go, miłował i wysławiał. Ty zaś należysz do Niego, jak ciało należy do głowy. Dlatego i On pragnie posługiwać się wszystkimi twymi władzami jak swoimi, by służyć i wielbić Ojca. Fragment ten w sposób jednoznaczny nawiązuje do „Zasady i Fundamentu” Ćwiczeń duchownych (23) św. Ignacego Loyoli: Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. – Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony.

Jezus żyje w nas

Apostoł Paweł zapewnia nas: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie (Ga 2, 20). Echem jego słów jest duchowa refleksja św. Jana Eudesa, który zachęca, by żyć w duchowej przestrzeni Jezusowego Serca: A nie tylko należy do ciebie, ale również pragnie być w tobie, pragnie żyć w tobie i rozporządzać, podobnie jak głowa żyje i panuje w swych członkach. Chce zatem, aby wszystko, co jest w Nim, żyło i panowało w tobie: Jego duch w twoim duchu, Jego serce w twoim sercu, wszystkie władze Jego duszy we wszystkich władzach twojej duszy, i aby w ten sposób spełniały się w tobie słowa: „Chwalcie i noście Boga w waszym ciele” oraz: „Życie Jezusa niech objawia się” w was. To właśnie dlatego tak ważne jest, byśmy coraz bardziej stawali się „narzędziami w ręku Boga” (św. Ignacy Loyola). A wtedy troszcząc się o świątynie naszych ciał, staniemy się bardziej wiarygodnymi świadkami Boga Żywego w naszych rodzinach i środowiskach, w których na co dzień przebywamy.

Trwać w Panu i żyć dla Niego

O naszej duchowej jedności z naszym Zbawicielem przypomina nam św. Jan Ewangelista: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy(J 15, 1-2). W tym samym duchu poucza nas św. Jan Eudes: Również i ty nie tylko należysz do Syna Bożego, ale masz trwać w Nim, podobnie jak ciało trwa i zależy od głowy. Cokolwiek jest w tobie, powinieneś Jemu podporządkować; od Niego otrzymywać moc życia i naukę. Jedynie On może ci dać prawdziwe życie, bo tylko On jest źródłem prawdziwego życia. Poza Nim znajdziesz jedynie śmierć i zagładę. On niech będzie jedyną zasadą wszelkich twoich poczynań, działań i sił życiowych. Masz żyć dla Niego i w Nim, aby się wypełniły słowa: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeśli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana, jeśli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak i nad żywymi. Refleksja ta jest przypomnieniem, jak ważne jest w naszym chrześcijańskim życiu, by otworzyć się na działanie samego Boga i Jego łaskę, nie licząc zbytnio na własne siły i mocne postanowienia, które w obliczu naszych upadków i ludzkich słabości często spełzają na niczym. Taką postawę kształtujemy w sobie, gdy w porannej modlitwie ofiarujemy Panu Bogu nasz cały dzień.

Jedno pragnienie i jedno serce

To św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian najpełniej scharakteryzował postawy, jakimi powinniśmy się cechować jako ludzie Kościoła ożywieni działaniem Ducha Świętego (zob. 1 Kor 12, 1-31). O potrzebie troski o jednego ducha we wspólnocie Kościoła tak pisze św. Jan Eudes: A wreszcie masz być jedno z Chrystusem, podobnie jak ciało stanowi jedno z głową. Dlatego wraz z Nim powinieneś mieć jednego ducha, jedną duszę, jedno życie, jedną wolę, jedno pragnienie i jedno serce. On sam ma być twoim duchem, sercem, miłością, życiem i wszystkim twoim. Wszystkie te wielkie sprawy biorą początek w chrzcie wierzących. Pomnażają się i umacniają przez bierzmowanie i przez właściwe wykorzystanie innych łask, których Bóg udziela, pełną zaś doskonałość osiągają w Najświętszej Eucharystii. Francuski święty nawołuje nas do powrotu do źródła naszego duchowego odrodzenia: do chrztu świętego, którego owoców możemy doświadczać w naszym życiu za każdym razem, gdy wypowiadamy modlitwę Ojcze nasz i czujemy się ukochanymi przez Boga dziećmi; gdy kierujemy się w naszych codziennych wyborach Bożymi przykazaniami, odrzucając wszelkie zło; gdy z wiarą w Boże przebaczenie oddajemy naszą przeszłość, także tę trudną - z naszymi upadkami i grzechami - w ręce Miłosiernego, i wreszcie, kiedy odkrywamy, jak wielkim dobrem jest dla nas wspólnota Kościoła, bez której nasze myśli pozostają rozproszone i niepewne, gdy zapominamy o naszym wiecznym powołaniu. Tylko obmyci w wodach chrztu św. i zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, a następnie ubogaceni darami Ducha Świętego możemy uczynić z naszego życia pieśń dziękczynną na wzór Magnificat Maryi, „Niewiasty Eucharystii” (św. Jan Paweł II). To Niepokalana uczy nas, jak za wszystko dziękować i wychwalać Boga razem ze świętymi Kościoła, których duchowe pouczenia - jak to św. Jana Eudesa - są aktualne, i to nawet po wielu wiekach.

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy