Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

A co ja mam czynić?

3. Niedziela Adwentu;
Ewangelia według św. Łukasza 3, 10-18

person 371015 1280Ks. Bogdan Długosz SJ

Działalność Jana Chrzciciela bezpośrednio poprzedza przyjście Mesjasza. Jego postawa jest bardzo jednoznaczna i na tyle poruszająca, że wzbudza coraz większe zainteresowanie, a Jego słowa wzywają do nawrócenia i zmiany.

Ewangelia wspomina, że lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły co do Jana. On jednak przemówił: Ja chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie. W tej postawie dostrzegamy wielkość św. Jana, który przyjmuje wolę Bożą jako najlepszą rzecz dla niego i ją realizuje. Nie ma w nim potrzeby dwuznaczności i niedomówień, które mogłyby wskazywać na to, że jest Mesjaszem. I być może, że ta spójność staje się dla ludzi gwarancją Jego wiarygodności.

Do przychodzących ludzi kieruje klasyczne prorockie wezwanie: czyńcie sprawiedliwość i miłosierdzie. Każda z tych grup (o których czytamy w Ewangelii) jest zachęcana do realizowania tych dwóch wymiarów. Nie ma tu żadnej nowości. Powraca fundamentalna prawda: droga do Boga z konieczności przechodzi przez bliźniego. Później w swojej Ewangelii św. Jan Ewangelista napisze: Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Dopiero taka postawa daje możliwość spotkania z Bogiem.

Jan prowadzi bardzo surowe życie, ale nie domaga się, aby inni go naśladowali. Zachęca natomiast, aby każdy z nich pozostał w swoim miejscu, robił to, co robił do tej pory. Ma to jednak robić w inny sposób. Mesjasza trzeba przyjąć w normalnym życiu, gdzie liczy się wierność w codzienności. Czytamy w Ewangelii: Kto ma dwie suknie, niech da jedną, nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono, poprzestańcie na żołdzie... Przychodzący ludzie musieli na szali położyć z jednej strony własne korzyści, dotychczasowy sposób funkcjonowania, własną wygodę itp., a na drugiej uznanie, że Bóg kieruje do nich najlepszą propozycję. Przyjęcie jej jest odpowiedzią na Bożą inicjatywę i uznanie Jego obecności tu i teraz.

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Adwentowe czuwanie

ks. Stanisław Biel SJ

1. Niedziela Adwentu;
Ewangelia według św. Łukasza 21, 25-28.34-36

heart 1166557 640Po zapowiedzi wydarzeń ostatecznych, towarzyszących im znaków i Paruzji Jezus wzywa swoich uczniów do czuwania. Czuwanie jest przeciwieństwem senności, snu. Przypomnijmy sobie dwa ważne wydarzenia z życia Jezusa i uczniów. Na Górze Oliwnej, gdy Jezus prosi apostołów o czuwanie, modlitwę, współczucie – oni znużeni śpią (Łk 22, 39-46). Podobnie na górze Tabor (Łk 9, 28-36), gdy Jezus w cudowny sposób objawia swoje bóstwo i wchodzi w najgłębszą zażyłość i zjednoczenie z Ojcem, uczniowie śpią. Trwają wprawdzie zewnętrznie przy Jezusie, ale nie uczestniczą w głębi tajemnicy. Przesypiają ją.

Nasze życie duchowe często naznaczone jest zmęczeniem, nieobecnością, brakiem uwagi, przyzwyczajeniem i rutyną. I żyjemy jakby w półśnie. Przyjrzyjmy się np. naszemu udziałowi w Eucharystii. Tutaj dokonuje się podobna przemiana jak na górze Tabor, a nam brakuje skupienia, uwagi, głębokiego wzruszenia. Albo codzienna modlitwa. Powinna być miłosną uwagą, jak mówi św. Jan od Krzyża, tymczasem jest nieuwagą. Często w trakcie modlitwy, zamiast z Bogiem, jesteśmy w przeszłości albo w przyszłości. Załatwiamy tysiące spraw, rozwiązujemy problemy, rozdrapujemy stare rany albo marzymy o lepszej przyszłości... Również nasze życie duchowe dalekie jest od czuwania. Charakteryzuje je raczej ospałość, leniwość, letniość. Zadowalamy się tym co konieczne, szukając „świętego spokoju”. I nasze serca stają się powoli ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych.

Czas przyjścia Pana w dniu ostatnim pozostaje tajemnicą. Jednak Bóg przychodzi codziennie, znienacka, jak potrzask albo jak złodziej. Nie tylko w Dniu Ostatecznym, w Eucharystii czy na Boże Narodzenie. I może się zdarzyć, że zbyt zajęci sobą prześpimy Jego przyjście... Stąd powinniśmy być dyspozycyjni, trwać w gotowości, czuwać nieustannie. Nie dlatego, że się boimy Jego przyjścia; przeciwnie, aby być gotowym na każde Jego wezwanie.

Życie religijne nie może być ucieczką od trudu i ukryciem się w spokojnej przestrzeni duchowej. Byłaby to zakamuflowana iluzja. Życie duchowe jest raczej podjęciem całego trudu życia i otwarciem na bliźnich i ich problemy, radości i smutki. Jest też zrywaniem - jak pisze św. Paweł - z uczynkami ciemności, kłamstwem, hipokryzją, próżnością...

Adwent, który rozpoczynamy, jest czasem tęsknego, pełnego nadziei oczekiwania. W buddyzmie najwyższa doskonałość polega na wyzbyciu się tęsknoty. W chrześcijaństwie jest odwrotnie. Święty Augustyn napisał, że serce człowieka jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu. W każdym z nas jest pragnienie, tęsknota za miłością, pięknem, nieskończonością, czyli za Bogiem. Bóg stworzył nas jako istoty stęsknione. Każdy z nas nosi w sobie ślad, znamię, obraz Boży i tęsknotę za pełnią. Czuwać, to znaczy umiejętnie kierować tęsknotami. Zamiast rozpraszać je na tysiące niepotrzebnych spraw, lęków, niepokojów, trosk uczmy się kierować je ku Bogu, który jedynie może zaspokoić do końca naszego ducha.

Czy myśl o przyjściu Pana w „Dniu Ostatecznym” rodzi we mnie więcej lęków, czy nadziei? Czy jestem bardziej zajęty sobą, czy otwarty na innych? Na czym polega moje czuwanie? A na czym ospałość? Czy nie przesypiam czasu łaski, objawienia Boga oraz najważniejszych wydarzeń mojego życia?

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Króluj nam Chryste

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata;
Ewangelia: J 18, 33b-37

Ks. Stanislaw Groń SJ

CHKrólNiezrozumienie co do natury Jezusowego Królestwa było już obecne wtedy, gdy o nim nauczał, ale trwa także i dziś. Jezus wyznał, że jest Królem, ale uczynił to w najgorszym po ludzku momencie, wtedy gdy Jego sprawa była przegrana, a zguba postanowiona.

Stało się to w czasie procesu prowadzonego przez Piłata. Wyznanie Jezusa sprowokowało kpiny i szyderstwa. On przyjął skazujący Go wyrok, koronę z ciernia, trzcinę zamiast berła i czerwony żołnierski płaszcz zamiast królewskiej purpury. Przedstawiony Piłatowi jako złoczyńca objawił się jako niewinny Król dający świadectwo prawdzie. Ten cierpiący Sprawiedliwy jest obecnością samego Boga w świecie wraz z Jego sądem nad wszystkim i zbawieniem wszystkich. Władza, która niesie ucisk, opiera się na kłamstwie i przemocy, zabija prawdę, tak jak zabił ją Piłat. Kto trwa w nauce Jezusa, pozna prawdę, a kto przedkłada władzę, nie może prawdy zrozumieć ani jej słuchać. „Być z prawdy” znaczy przyjąć ją jako zasadę swego życia. Godność królewska Jezusa to także godność świadka. On daje świadectwo prawdzie i oddaje swe życie za braci. Jego władza to obmywanie nóg, miłość i służba.

Umierając na krzyżu, Jezus wypędza Szatana, kłamcę trzymającego ludzi w niewoli grzechu i śmierci. Królestwo Jezusa jest królestwem Prawdy. W Jezusie najpełniej objawia się natura Boga – miłość, i w Nim objawia się natura ludzkiego grzechu – śmierć. Te dwie skrajne rzeczywistości spotkały się w krzyżu Jezusa, a w Jego zmartwychwstaniu znalazło się wyjście z sytuacji bez wyjścia. Bóg kocha grzesznika i nie pozostawia go w śmierci! Królestwo Jezusa to królestwo tej właśnie Prawdy. Nie sposób w to uwierzyć bez pomocy Ducha Świętego! Aby w tej prawdzie trwać i nie popaść w tryumfalizm, potrzebujemy Króla w cierniowej koronie, który przyszedł dać swoje życie na okup za wielu.

 

Tekst ze strony Apostolstwo Modlitwy

Apokaliptyczne znaki

33. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Marka 13, 24-32

ks. Bogdan Długosz SJ

wolnyEwangelia opisuje rzeczy ostateczne: zaćmione słońce, spadające gwiazdy i inne zjawiska, które mają poprzedzać drugie przyjście Syna Człowieczego.

Naturalną reakcją na te kataklizmy jest niepokój i lęk. Jednak celem ewangelisty nie jest to, aby nas przestraszyć. Święty Marek najpierw uwrażliwia na wartość czasu, który każdemu człowiekowi został podarowany, a który upływa i nieuchronnie zmierza do określonego celu. W takim podejściu do czasu możemy odkryć Boga, który działa w historii.

Łatwo ten cel i Boga działającego dostrzec, kiedy nasze życie układa się spokojnie. Gdy sytuacja w kraju i na świecie nie napawa lękiem. Ale gdy doświadczamy chwil trudnych, a prośby kierowane do Boga pozostają bez odpowiedzi, wówczas może rodzić się wątpliwość, czy Boży plan się realizuje, czy zależy Mu na nas?

Słowo Boże szczególnie w takich chwilach daje wsparcie i umocnienie w drodze. Zapewnia ono, że Boży plan zbawienia realizuje się nawet, jeśli w danym momencie tego nie dostrzegamy. Co więcej, to właśnie te momenty trudne stają się dla nas szkołą rozwoju wiary i relacji do Boga. W tym procesie uczymy się, że Bóg jest zawsze wierny swojemu słowu.

Zapowiedź czasów ostatecznych rodzi również w słuchaczach potrzebę odkrycia, kiedy te wydarzenia nastąpią. Nie jest to jednak celem ewangelisty, który podkreśla natomiast znaczenie czujności i gotowości na przyjście Pana. Można wręcz odnieść wrażenie, że św. Marek tylko po to opisuje przyszłość z jej wydarzeniami, aby mocniej skupić się na teraźniejszości. W niej bowiem tworzymy relacje bliskości z Bogiem i stajemy się coraz bardziej wrażliwi na Jego działanie. Znaki Bożej obecności są bowiem liczne, choć czasami niejasne. Jak pisał C.K. Norwid: przez wszystko przemawiałeś do mnie, Panie.

 

Teskt ze strony Apostolstwo Modlitwy