Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Poradnik na czasy klęsk

Poradnik na czasy klęsk, zagrożeń i prześladowań

church 750252 1280"JAK PRZEŻYĆ I ZACHOWAĆ WIARĘ
GDY ZABRAKNIE KOŚCIOŁA I KSIĘDZA?"

Wstęp - Kościół bez kościoła i księdza

Kościół bez kościoła brzmi, przyznajmy to, nieco dziwnie, ale gdy

w pierwszym członie wyrażenia zobaczymy wspólnotę ludzi wierzących

w Jezusa i zjednoczonych w Nim a w drugim członie strukturę,

budynek i osobę księdza, to zaczynamy rozumieć o co nam chodzi.

W pierwszym wypadku jest to “Kościół” pisany wielką literą, w drugim

posługujemy się literą małą na określenie budynku kościoła i tego, co

z takim budynkiem nam się kojarzy.

Zestawiamy te pojęcia nie jako opozycję, konkurencję, ale jako

rzeczywistości ściśle ze sobą związane. Z tym, że “kościół” bez

“Kościoła” w zasadzie nie istnieje, ale sytuacja odwrotna – “Kościół”

bez “kościoła”, acz trudna, jest jednak możliwa.

Czy wiesz kto założył Kościół w Korei? Świeckie osoby, które nawróciły

się w Chinach, i które zaczęły głosić Ewangelię w swoim kraju. Przez

lata Kościół w Korei rozwijał się, choć żaden z wierzących na oczy nie

widział księdza, nie mówiąc o jakimś biskupie.

Nie pokazuję tego przykładu jako wzór. Historia ta wymuszona została

przez izolację kraju i prześladowania. Historia pokazuje jednak, że

możliwy jest “Kościół” bez formalnego kościoła.

Podzielę się też historią bardziej współczesną, z książki “Jak wierzyć

w trudnych czasach?”:

Jeden z księży w 2001 roku wyjechał do Rosji, do Archangielska,

szukając tam potomków katolików, organizując życie parafialne.

Dla zrozumienia tej całej historii ważny jest geograficzny kontekst

jego pracy. Ów ksiądz przyjeżdżał czasem do Polski, opowiadał

o swojej pracy a polskie parafie wspierały jego duszpasterstwo.

Kiedyś, w czasie jednej z wizyt, opowiadał tak: gdyby Archangielsk

był w Warszawie, to jego najbliższy kolega-ksiądz na północy, byłby

w Sztokholmie, na południu, byłby w Budapeszcie, na wschodzie

byłby w Mińsku białoruskim, a na zachodzie w Paryżu.

Pracował w takich warunkach i któregoś dnia wybrał się do

sąsiedniego miasta – około 400 km, na spotkanie z grupą katolików.

W czasie tego spotkania, do sali, którą wynajęli w jakimś domu

kultury wszedł dziadek, opatulony w kożuch i powiedział wszystkim

po polsku: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Ksiądz go zapytał: „Skąd się wzięliście, co was sprowadza?”

A dziadek śmiało i konkretnie: „Ja przyszedł do Pierwszej Komunii

Świętej”.

Ksiądz na to: „O, nie tak zaraz, najpierw trzeba zdać katechizm!”

A dziadek na to: „A ja zdał”.

„U kogo?”

Dziadek: „A u swojego proboszcza.” Przypomnę: Sztokholm,

Budapeszt, Mińsk, Paryż. Jedyny ksiądz na tysiącach kilometrów

kwadratowych, a tu taki tekst.

Ksiądz mówi: „I trzeba do spowiedzi.”

A dziadek: „Ja był. U swojego proboszcza.”

Co się okazało? Ów dziadek jako chłopiec przygotowywał się w 1939

lub 1940 roku do Pierwszej Komunii. Zdał katechizm, w sobotę był

u spowiedzi, a w nocy z soboty na niedzielę załadowali wszystkich do

bydlęcych wagonów i wywieźli na Sybir.

Człowiek ten po sześćdziesięciu latach spotkał wreszcie księdza, by

poprosić go o Komunię.

Żył i przeżył ponad pół wieku bez kościoła, sam będąc w pewnym

sensie Kościołem. Na początku zapewne ze swoją matką, która jak się

okazało przekazała mu fundamenty wiary, a potem może jedynie przez

pamięć o tym, że jest cząstką wspólnoty wiernych.

Częste są w historii Kościoła momenty, gdy Kościół jest prześladowany.

Zamyka się świątynie, aresztuje księży, zakazuje się religijnych praktyk.

Kościół jednak trwa – w ludziach, którzy nie potrafią przestać wierzyć.

W trudzie i umęczeniu, w tęsknocie za Eucharystią i sakramentami, ale

żywy i praw-dziwy.

Kościół, któremu tak naprawdę nic nie brakuje, bo żyje w tej

wspólnocie Chrystus.

A czasem nie potrzeba prześladowań. Mamy dzisiaj całe obszary, gdzie

spotkać księdza to święto. Powtórzmy jednak raz jeszcze – istnienie

kościoła nie jest warunkowane obecnością księdza, ale obecnością

Chrystusa:

“Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród

nich.” ( Mt 18,20 )

Rok 2020 przyniósł nieznane może wcześniej, na taką skalę, problemy.

Z racji zagrożeń epidemiologicznych, zarządzeń państwowych,

realnych zagrożeń zdrowia i życia, zamykano kościoły albo drastycznie

ograniczano liczbę zgromadzonych w kościele.

Z dnia na dzień trzeba się było uczyć przeżywania wiary bez

uczestnictwa w Eucharystii.

Tak, brak możliwości uczestniczenia w Eucharystii, brak możliwości

przyjęcia Komunii Świętej, to dramat.

Jednak można i trzeba z tej sytuacji wyprowadzić wielką szansę dla

Kościoła.

I o tym będzie ta książeczka.

Kościół domowy

Kościół domowy albo sąsiedzki. Może to jest przyszłość Kościoła?

Greckie słowo “ekklesia”, które tłumaczymy jako kościół, oznacza

“zwołanie”. Nie było to słowo zarezerwowane na użytek religijny.

W religijnym jednak kontekście oznacza to zwołanie Ludu Bożego.

Tym, który woła jest Bóg. Tymi, którzy się “schodzą” to ludzie, którzy

usłyszeli to wołanie i podporządkowali mu swoje życie.

To wołanie jest wyartykułowane. To nie jest dźwięk bez znaczenia, to

co nas zwołuje to Jego Słowo.

„Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego.” (Ps 95,7c )

Zatem Kościół to wspólnota ludzi wierzących i Boga. Bóg mówi,

wspólnota słucha. Słowo, które Bóg wypowiada do swojego ludu, ma

pierwszeństwo przed wszystkim. Najpierw pierwszeństwo przed

modlitwą. Modlitwa jest bowiem odpowiedzią na Słowo. Staje się

potem rozmową, ale ten pierwszy impuls wychodzi od Boga.

Słowo Boże jest też przed sakramentem. Ktoś kiedyś zadał pytanie: “Co

należałoby wybrać w Kościele, gdyby trzeba było wybrać między

Słowem a sakramentem?” To mocno teoretyczny wybór, ale gdyby do

niego miało dojść, to lepiej byłoby wybrać Słowo.

Nie umniejsza to godności sakramentów. Po prostu bez Słowa nie

rozumielibyśmy czym jest sakrament.

Słowo buduje wiarę, a wiara potrzebna jest i do modlitwy i do

owocnego przeżywania sakramentów.

„Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest

słowo Chrystusa.” (Rz 10,17 )

Słowo zabrać najtrudniej. Pozostanie na kartce, w aplikacji, w ludzkiej

pamięci. Zawsze ma moc budować wiarę. Bez wiary na nic się

przydadzą mury kościoła, katechezy księży, nabożeństwa i sakramenty.

Pierwszym przejawem i fundamentem Kościoła powinien być Kościół

Domowy, przeżywany w rodzinie, wśród bliskich, wśród przyjaciół.

Przyznajmy, że zostało to mocno zaniedbane. Nie rozmawiamy

w domach o Bogu. Nie modlimy się wspólnie, nie dzielimy się Słowem

Bożym. Mamy swoje religijne potrzeby, ale idziemy z nimi do kościoła,

do księdza.

Dobrze, że tam idziemy, ale początek bierze się z domu. Pierwsza

komórka Kościoła, to rodzina.

Gdy zakazy i obawy odcinają nas od świątyni i duchownego, to mamy

szansę, by odbudować to, co zostało zaniedbane – odbudować Domowy

Kościół.

Kościół zaczyna się w domu. Kościół zaczyna się od ojca, matki i dzieci.

Gdzie stąpnę tam Kościół. Tego nie da się zabrać, tego nie da się

ograniczyć.

Budujmy w sobie świadomość, że jesteśmy w rodzinach Kościołem.

Niech woła i gromadzi nas Słowo.

Kościół domowy to przyszłość Kościoła? Tak jak Kościół wyrósł

z łamania chleba po domach i nauczania po domach, tak do domów

powinien teraz powrócić.

Kościół domowy czyta Biblię

Kościół domowy powinien być skupiony na czytaniu Biblii. To będzie

budowało jego wiarę – fundament wszystkiego.

Powinny to być, w przypadku rodziców i dzieci, następujące

płaszczyzny:

1. Indywidualna lektura każdego członka rodziny, dzieci w zakresie

i kształcie możliwym dla nich.

2. Dzielenie się Ewangelią małżonków, względnie wszystkich dorosłych

(dziadkowie, dojrzałe dzieci)

3. Katechetyczne czytanie dorosłych z dziećmi.

W przypadku singli należałoby zadbać o jakąś małą wspólnotę –

przyjaciele, znajomi, sąsiedzi. Szczególnym przypadkiem singli będzie

dom, gdzie mieszka kilka osób, ale tylko jedna ma prawdziwą i żywą

relację do Jezusa. Taka osoba z domownikami nie zrobi na siłę

wspólnoty, będzie zmuszona takiej wspólnoty szukać poza domem.

Lektura osobista to “lectio continua” – czytanie kolejnych fragmentów

ksiąg. Należałoby przyjąć, że każdy dorosły w ciągu roku powinien raz

przeczytać Biblię. To nie jest jakieś niebotyczne wyzwanie.

Objętościowo Biblia jest nieco mniejsza od Trylogii Henryka

Sienkiewicza. Przeczytanie czegoś takiego, to nie jest jakiś

intelektualny i czasowy wyczyn. Po prostu trzeba chcieć.

Przy pierwszej próbie przeczytania całości dobrze jest się posłużyć

jakimś przewodnikiem. Na przykład opracowaniem: “Jak czytać

i rozumieć Pismo Święte?”. Wersja PDF do ściągnięcia

[funawi.pl/jp1], wersja drukowana dostępna [funawi.pl/jp2].

Do kolejnych czytań można podejść na “trzy zakładki”. Jedna zakładka

jest w Starym Testamencie. Druga w Ewangeliach, trzecia

w pozostałych księgach Nowego Testamentu. Czytamy mniej więcej

równolegle.

Inną formą czytania powinno być “lectio divina”. Jest to forma

modlitewnego czytania tekstu Biblijnego. Syntetyczny opis metody jest

[funawi.pl/jp3], rozszerzona wersja drukowa-na dostępna

[funawi.pl/jp4]. Z tej formy korzystamy biorąc “na warsztat”

wybrane księgi lub czytając w ten sposób czytania z liturgii słowa

każdego dnia. Ten ostatni sposób będzie też wyrazem jedności

z Kościołem na całym świecie, który w czasie Eucharystii będzie czytał

właśnie te fragmenty.

Formą codziennego obcowania ze Słowem Bożym może być modlitwa

Liturgią Godzin. Ta modlitwa, zwana niepoprawnie “brewiarzem”, nie

jest modlitwą księży, tylko modlitwą Kościoła. Możemy korzystać

z czterech tomów Liturgii Godzin, bądź z wydania skróconego,

w jednym tomie, bądź z aplikacji na komórkę lub tablet – na przykład:

Pismo Święte lub Brewiarz (fatalna nazwa). Modląc się nie musimy

odmawiać wszystkich “godzin” – możemy poprzestać na jutrzni czy

nieszporach.

Przy okazji – nie chodzi w tym wszystkim o nakładanie sobie brzemion

i obowiązków. Chodzi o szukanie dróg budowania i pogłębiania swojej

więzi z Jezusem.

Ważną formą obecności Pisma Świętego w naszym życiu będzie uczenie

się fragmentów na pamięć. Chodzi o dłuższe fragmenty niż pojedyncze

wersety. Powinniśmy znać na pamięć niektóre psalmy i na pewno

błogosławieństwa. Sposób na uczenie się Pisma Świętego na pamięć

zawarty jest [funawi.pl/jp5].

Modlitewno – studyjną metodą jest skrutacja Pisma Świętego. Do jej

stosowania najlepsza będzie Biblia Jerozolimska, przez bogactwo

odsyłaczy. Skrutacja polega na tym, by wychodząc z jednego fragmentu

Biblii dać się odesłać do innych fragmentów, pokrewnych tematycznie

czy w jakikolwiek inny sposób powiązanych. A następnie dać się

odesłać do kolejnych i kolejnych, i kolejnych. Zasady tej metody

przedstawia abp Grzegorz Ryś [funawi.pl/jp6].

Usłyszanego słowa nie można zatrzymywać dla siebie. Kościół Domowy

powinien umieć dzielić się tym słowem. Metody mogą być różne, ja

polecam metodę Dzielenia się Ewangelią. Jej zwięzły opis znajdziemy

[funawi.pl/jp7].

Domowy Kościół powinien być odpowiedzialny za katechezę swoich

dzieci. Taka katecheza, nie powinno to być zaskoczeniem, powinna być

oparta na Biblii. Podstawowe oparcie to permanentne świadectwo

dorosłych dawane dzieciom, że Biblia to księga absolutnie wyjątkowa

i jedyna. Na takim fundamencie, w sposób naturalny, rozwinie się

zainteresowanie dziecka Biblią. W okresie przedszkolnym będą to

Biblie obrazkowo-komiksowo-streszczające. W okresie szkolnym, jak

najszybciej należy dążyć do tego, by dziecko odnalazło się

w prawdziwej Biblii.

I jasne jest chyba, że każdy w Kościele Domowym ma swój własny

egzemplarz Pisma Świętego.

Zakończmy “klasycznym” tekstem Romana Brandstaettera:

“Mój dziadek na kilka dni przed śmiercią pozostawił mi w spadku

testament: – Będziesz Biblię nieustannie czytał – powiedział do mnie.

– Będziesz ją kochał więcej niż rodziców... Więcej niż mnie... Nigdy się

z nią nie rozstaniesz... A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do

przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko

nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi.” (Krąg biblijny)

Biblia to centrum Domowego Kościoła.

Kościół domowy czyta Katechizm

To będzie krótki rozdział.

Kościół Domowy powinien czytać Katechizm Kościoła Katolickiego.

Czy to w wydaniu książkowym, czy internetowym, czytnikowym,

powinien czynić to stale i systematycznie.

Pozwoli to nie odejść od treści wiary oraz zachować jedność, komunię

z Kościołem.

Katechizm posiada wiele odniesień do Biblii. Jeśli tylko możemy

otwierajmy Biblię czytając cytowane fragmenty w szerszym kontekście.

Katechizm w Internecie [funawi.pl/jp8]

Jak żyć bez Eucharystii?

Odpowiedź jest krótka – nie da się. Nie popadajmy jednak w rozpacz.

“Ecclesia de Eucharistia” [funawi.pl/jp10] to ostatnia encyklika Jana

Pawła II. Jej pierwsze zdanie mówi wszystko: “Ecclesia de Eucharistia

vivit”, czyli “Kościół żyje dzięki Eucharystii “.

Pomyślmy jednak w jaki sposób Kościół czerpie siły życiowe ze

sprawowanej Eucharystii i z płynącej z niej Komunii Świętej?

Współcześnie bardzo mocno wpisuje się w pobożność codzienne

uczestnictwo w liturgii Mszy Świętej i codzienne przyjmowanie

Komunii Świętej. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze tak było. Czasy

pierwotnego Kościoła to Eucharystia przeżywana tylko w Dniu

Pańskim, czyli w niedzielę. Pamiętajmy, że był to normalny dzień pracy

i wielu chrześcijan nie mogło w niej uczestniczyć. Starano się zanieść

im Komunię Świętą. Czy zawsze udawało się zanieść wszystkim?

Śmiała teza, raczej nierealna.

A jednak Kościół żył dzięki tej sprawowanej Eucharystii. Łaski zaś,

płynące z Eucharystii, spływały na cały Kościół.

Nie traktujmy Kościoła jako zbioru niezależnych, hermetycznych i nie

połączonych ze sobą molekuł. Kościół to przecież wspólnota i Ciało

Chrystusa.

„Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne

członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest

poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście

Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami.” ( 1 Kor 12,26-27 )

Kościół żyje i czerpie łaski z Eucharystii, cały żyje i cały czerpie.

Czy wierzący chory złożony chorobą, nawet gdy nie znajdzie się ksiądz

czy szafarz, który zaniesie mu Ciało Chrystusa, nie czerpie mocy

z Eucharystii? Oczywiście, że czerpie.

Czy dziadek z początków tej książeczki nie żył dzięki Eucharystii, której

jeszcze nie przyjął i na którą czekał sześćdziesiąt lat? Żył dzięki tej

Eucharystii, miał w Niej swój udział.

Nie traktujmy Eucharystii i Komunii po aptekarsku i receptowo – raz

dziennie, czy raz na tydzień, proszę nie przerywać kuracji, bo nie

będzie efektów. To nie tak!

Pamiętajmy, że pokolenie naszych dziadków czy pradziadków

wychowało się na Komunii Świętej przyjmowanej raz czy dwa razy

w roku. I były to pokolenia, gdzie było, przypuszczam, nie mniej

świętych niż współcześnie.

Przyjmowali Komunię rzadko, ale śmiem twierdzić, że nie można było

nazwać ich pokoleniem NieEucharystycznym. Żyli dzięki tej dorocznej

Eucharystii i uświęcali się.

Dzisiaj często słychać wezwania do częstszej Komunii, wezwania, by na

każdej Mszy Świętej przystępować do Komunii. Zapewne są to dobre

wezwania. Pamiętajmy jednak, że częsta Komunia Święta nie jest

z automatu wyrazem większej pobożności. Może też być wyrazem

banalizacji Eucharystii.

Pomyślmy, czy przyjmowanie Komunii świętej dwa razy dziennie –

rano i wieczorem – miałoby być lepsze? A trzy razy? Czy

błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem z wieży kościoła lub

z samolotu, lub z samochodu będzie sięgać dalej niż z parteru

i kościoła? Będzie skuteczniejsze?

Nie kpię z tych praktyk. Proszę jednak zauważyć, że potrzebne są one

raczej nam – ludziom, w pokonaniu naszej subiektywności i słabości,

niż Panu Bogu. Zapewne też, w którymś miejscu i momencie taka wiara

może stać się wyrazem niewiary.

Kościół żyje dzięki Eucharystii. Poważnie traktujmy udział

w niedzielnej Eucharystii. Niedzielna Eucharystia powinna być

ważnym kryterium podejmowania życiowych wyborów, które mogłyby

utrudnić przeżywanie Eucharystii – praca, która zabierze nam

wszystkie niedziele, równie zaborcze studia, wyjazd zagranicę, gdzie

nie będziemy mieć możliwości udziału. Lepiej sobie to darować, niż

tracić Eucharystię.

A gdy jesteśmy na Eucharystii to przyjmujmy Komunię. Jako dziwnie

i nienaturalnie jest nie korzystać z zaproszenia do stołu.

Gdy jednak staniemy wobec realnych i obiektywnych przeszkód –

zagrożenia epidemiologiczne, prześladowania, choroba – nie

popadajmy w rozpacz. Nie mogąc być na mszy Świętej, nie mogąc

przyjąć Komunii Świętej, nie przestajemy czerpać z Eucharystii, dalej,

jako cząstka Kościoła, dzięki Niej żyjemy.

W Komunii chodzi o komunię, czyli wspólnotę, jedność, między nami

a Bogiem. Nie jesteśmy jej pozbawieni, gdy obiektywne przeszkody

stają nam na drodze.

Domowy Kościół przed telewizorem

i duchowa komunia

Jak podejść do kwestii telewizyjnych i radiowych Mszy Świętych?

Pierwsza rzecz – nie ma żadnego obowiązku oglądania, słuchania

takich transmisji. To nie jest tak, że w jakikolwiek sposób taka

transmisja spełnia nasz obowiązek, czy zastępuje, udział we Mszy

Świętej.

Powiem więcej – sugerowałbym, by Domowy Kościół ten czas

przeznaczył na inne formy modlitwy i formacji – wspólne

i indywidualne.

Mam jednak też przekonanie, że będą osoby, które z takich transmisji

czerpać będą dobro. Ani przez myśl mi nie przeszło, by czegoś takiego

zabraniać.

W jaki sposób taką transmisję potraktować?

Pierwszy ze sposobów nazwałbym formacyjno-katechetycznym.

Wybierz z całej transmisji kazanie i skorzystaj z jego przesłania. Jeśli

będziesz mógł to uczynić ze stuprocentowym skupieniem to super.

Jeśli prowadzisz samochód i słuchasz kazania – także nie zgrzeszysz.

Jeśli przygotowujesz obiad dla rodziny – też nie miej skrupułów.

Drugi sposób jest modlitewny. Wykorzystaj ten czas na modlitwę,

w duchowej łączności z Kościołem i jego cząstką, która w tej właśnie

Eucharystii uczestniczy.

Ta forma jednak wymaga większego zaangażowania. Pamiętając, że

jednak nie uczestniczysz w liturgii Mszy Świętej, zachowuj takie

postawy jak uczestnicy transmisji – wstawaj, siadaj, klękaj. Módl się

z nimi, odpowiadaj. Śpiew pozostawiam do uznania – czasem może

warto milczeć.

Gdy siedzisz, to siedź tak jak w kościele – tam nie ma miękkich foteli.

Jeśli uznasz za potrzebne – zapal świecę. Niektórzy sugerują

odpowiedni strój – to nie jest głupie. Wyłącz komórkę i powiadomienia

w komputerze.

W czasie takiej transmisji możesz przeżyć swoją duchową komunię.

Pamiętaj jednak, że do przeżycia takiej komunii nie jest potrzebny

udział w transmisji.

Komunia duchowa to nic innego tylko twoja modlitwa, w której starasz

się wyrazić i zaktualizować twoje zaproszenie dla Jezusa i pragnienie

wspólnoty z Nim. Nie ma oficjalnej formuły jak to zrobić. Można

krócej, można dłużej, w sposób bardziej rozbudowany i w prostym

akcie strzelistym. Bardziej spontanicznie i posiłkując się jakimiś

tekstami.

Słuszne są uwagi tych, którzy zwracają uwagę, że czyniący “komunię

duchową” powinien być w stanie łaski uświęcającej.

Czy jednak patrząc na osobę, która szczerze, osobiście, na kolanach,

w pokorze, wyznaje swoje głębokie pragnienie Boga i tęsknotę za Nim,

powiemy, że nie ma ona więzi z Bogiem? Powiemy, że ta więź jest

całkowicie zerwana?

A może bardziej będziemy skłonni zauważyć, że ten grzesznik przeżył

swoje pojednanie z Bogiem na drodze pozasakramentalnej? Odsyłam

do rozdziału – „Pojednanie z Bogiem bez księdza”.

Nie rozstrzygając teologicznych dyskusji zachęcam, by w pokorze

i szczerze mówić Bogu o swoim głębokim pragnieniu i tęsknocie. Nie

trzeba tego czuć, wszak nie o uczucia chodzi – prawda?

I tak to należy wyjaśniać dzieciom. Modlimy się, by Jezus przyszedł do

nas. I jednocześnie pewni jesteśmy, gdy modlimy się szczerze, że On

przychodzi, bo modlimy się zgodnie z Jego wolą.

„Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że

wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą.

A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni

jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili.” ( 1J 5,14-15 )

Jeśli jesteś wierzącym singlem w domu, którego mieszkańcy nie

potrafią uszanować twojej wiary, to zrezygnuj z takiej transmisji,

chyba, że masz swój własny kąt, gdzie nikt ci nie będzie przeszkadzał.

Pamiętaj – nawet bez transmisji możesz być z Bogiem.

Pojednanie z Bogiem bez księdza

Czy możliwe jest pojednanie z Bogiem bez księdza? Tak!

Należy szanować i doceniać sakrament po-jednania, ale sama spowiedź

– wyznanie grzechów księdzu i otrzymanie sakramentalnego

rozgrzeszenia – nie jest jedyną formą pojednania człowieka z Bogiem.

W przypadku braku księdza, jego niedostępności, zagrożeń

epidemiologicznych, nie należy szukać rozwiązania w spowiedzi na

odległość, ale w żalu doskonałym.

Powinniśmy pielęgnować w sobie prawdę, że w naszym kontakcie

z Bogiem, nie jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę innych osób czy

okoliczności. W każdym czasie i każdym miejscu mamy stały przystęp

do Boga, na mocy naszej wiary i naszego zjednoczenia z Jezusem

w sakramencie chrztu świętego.

“Przez Niego [Jezusa] (...) w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca.”

( Ef 2,18 )

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że „żal, który wypływa

z miłości do Boga miłowanego nade wszystko, jest nazywany żalem

doskonałym lub żalem z miłości (contritio). Taki żal odpuszcza grzechy

powszednie. Przynosi on także przebaczenie grzechów śmiertelnych,

jeśli zawiera mocne postanowienie przystąpienia do spowiedzi

sakramentalnej, gdy tylko będzie to możliwe”. (KKK 1452)

Pamiętamy, że nie chodzi tu o kaprysy i fochy “nie będę się spowiadał u

księdza”, ale o rzeczywisty brak możliwości. Ta forma zakłada, że jeśli

stanie się to możliwe skorzystamy z formy sakramentalnej, w której

wyznamy także te grzechy, które były “przedmiotem” żalu doskonałego.

Żal doskonały, z miłości do Boga, jest też drogą do właściwego,

owocnego przeżywania sakramentu pojednania. Bez starania się

o naszą właściwą relację do Boga spowiedź może stać się rutynowym

załatwianiem jakiegoś obowiązku.

Mocno na to wskazywał Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki.

Przeczytaj opracowanie na ten temat. [funawi.pl/jp9]

Często brak księdza, który mógłby wyspowiadać będzie się wiązał

z brakiem Komunii, którą można przyjąć. Praktykując komunię

duchową poprzedzajmy ją aktem żalu doskonałego.

Domowy Kościół sprawuje sakramenty

To nie jest tak, że sakramenty zarezerwowane są tylko dla duchownych.

Kościół lokalny pozbawiony księdza, kościół domowy bez kontaktu

z duchownymi, nie jest pozbawiony możliwości sprawowania

sakramentów. Myślę tu o chrzcie i małżeństwie.

Normalnym szafarzem chrztu jest biskup, prezbiter i diakon. Jednak,

gdy ich nie ma, szafarzem chrztu świętego może być każdy człowiek

mający intencje czynienia tego co chce Kościół.

Dotyczy to zarówno sytuacji niebezpieczeństwa śmierci, gdy nie ma

księdza lub czekanie na jego przybycie może być ryzykowane, a także

sytuacji, gdy bezpośrednie niebezpieczeństwo śmierci nie występuje,

ale po prostu na danym obszarze nie ma księdza lub jest on

niedostępny, na przykład w sytuacji prześladowań.

Istotą sakramentu chrztu jest polanie głowy wodą (lub zanurzenie)

i wypowiedzenie formuły: „N. , ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna,

i Ducha Świętego”.

“N.” to “nomen”, czyli imię, tu należy podać imię chrzczonej osoby.

Opisana formuła wystarczy. Gdy niebezpieczeństwo mija i dziecko

przynoszone jest do kościoła sprawuje się pewne obrzędy wyjaśniające

– np. biała szata, zapalona świeca – ale samego chrztu się nie

powtarza.

Gdy jest to chrzest w sytuacji prześladowań i braku duchownego,

zgromadzona wspólnota Kościoła (choćby to była najbliższa rodzina),

zapewne powinna ten obrzęd rozbudować. Ważne jest to, by zachować

podaną wyżej sakramentalną formułę oraz materię – czyli wodę. Woda

nie musi być poświęcona.

Tak udzielony chrzest nie jest w jakikolwiek sposób gorszy od chrztu

udzielonego przez duchownego. Daje te same skutki.

W sakramencie małżeństwa, nawet w normalnym trybie, w kościele

i w obecności duchownego, sakramentu udzielają sobie narzeczeni.

Gdy mamy przedłużający się brak duchownego (na przykład

prześladowanie) narzeczeni nie są skazani na wieczne narzeczeństwo

czy też na grzech, gdy mieszkają wspólnie i podejmują współżycie. Ich

wyrażona wzajemnie zgoda, w obecności dwóch świadków, staje się ich

ślubem i sakramentem. Ważna jest ich intencja. Mogą na przykład

postanowić, że ich zawierany związek cywilny, będzie miał skutki

sakramentalne.

Jak traktować zarządzenia władz?

Spokojnie i rozumnie!

Decyzje władz w czasie zagrożenia epidemiologicznego 2020 roku

przekładały się w bardzo konkretny sposób na kształt życia

kościelnego. Ograniczenie zgromadzeń do 50 osób, potem do 5 osób

(w Polsce) czy wręcz zamknięcie kościołów (Włochy) zatrzymały masy

wiernych w domach.

Czy władza ma takie uprawnienia? Zapewne tak! I należy się im

podporządkować. Zawsze jednak należy przyjrzeć się takim

zarządzeniom i rozeznać ich intencje.

Jest to tym bardziej ważne, że współczesne prześladowania Kościoła (czy

szerzej każdej religii) i próby walczenia z Nim, przybiorą najpewniej

kształt rozporządzeń sanitarno, higieniczno, “behapowskich”. Nie

będzie wprost ustaw antykościelnych, raczej rozporządzenia, które

“przypadkiem” uderzać będą w wierzących.

W hipotetyczno-przerysowanym przykładzie może to być zarządzenie,

że w przypadku zgromadzeń powyżej 100 osób należy zapewnić wyjście

ewakuacyjne o szerokości co najmniej 3 metrów. Wniosek parafii

o poszerzenie wejścia do zabytkowego kościoła będzie odrzucony, bo

nie można przecież naruszyć zabytkowej substancji budynku.

Rozeznając zarządzenia trzeba patrzeć, czy solidarnie obciążają one

całe społeczeństwo, wszystkie sektory jego życia. Należy też pamiętać,

że przyjęte rozporządzenia mogą być błędne, ale błąd sam w sobie nie

stanowi jeszcze powodu do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Raczej,

zgodnie z przyjętymi procedurami, należy dążyć do zmiany zarządzeń

lub zmiany władzy.

W przypadku prześladowań należy zejść do podziemia a wszelkie

działania dokładnie rozeznać. Tradycja chrześcijańska zawsze

doceniała dawanie świadectwa, nawet za cenę męczeństwa, ale też

potępiała zuchwałe tego męczeństwa poszukiwanie.

Jeśli zachowamy i będziemy pielęgnować Domowy Kościół, wiara

zawsze przetrwa.

Spis treści

Wstęp - Kościół bez kościoła i księdza....................................................2

Kościół domowy....................................................................................... 5

Kościół domowy czyta Biblię...................................................................7

Kościół domowy czyta Katechizm.........................................................10

Jak żyć bez Eucharystii?......................................................................... 11

Domowy Kościół przed telewizorem i duchowa komunia.....................13

Pojednanie z Bogiem bez księdza..........................................................15

Domowy Kościół sprawuje sakramenty.................................................16

Jak traktować zarządzenia władz?.........................................................18

ks. Z.P.Maciejewski |

Plik jest przeznaczony do bezpłanego rozpowszechniania.