Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Dramat Męki Jezusa

Ks. Stanisław Groń SJ

Niedziela Palmowa;
Ewangelia według św. Łukasza 22, 14 – 23, 56

Liturgia Niedzieli Palmowej zaprasza najesus 664777 1280s do wgłębienia się w misterium, czyli w tajemnicę naszego odkupienia. Jezus zostanie upokorzony, tak że będzie mógł wołać za psalmistą: Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu (Ps 22, 7). Ten, który pełnił wolę swojego Ojca, został oskarżony i skazany jako bluźnierca i stał się ofiarą ludzkiej nienawiści i zemsty. Podjął okrutną mękę i śmierć ze względu na nas: On dźwigał nasze boleści, (...) był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. (...) Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich,(...) za grzechy mego ludu został zabity na śmierć (Iz 53, 4-6.8).

Dramat męki i śmierci Syna Bożego odzwierciedla dramat człowieka. Jak poważna była i jest sytuacja całej ludzkości, a w niej każdego z nas, skoro Syn Człowieczy wziął dobrowolnie na siebie ten okrutny los, tj. wiele wycierpiał, był odrzucony, wzgardzony i ukrzyżowany.

Pamiętajmy śmierć przyszła na świat poprzez grzech i nie jest dziełem Boga, ale konsekwencją wolnej decyzji człowieka. Kluczem do zrozumienia tajemnicy męki Jezusa jest miłość: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16).

Męka Jezusa jest dowodem prawdziwości Jego ludzkiego losu. Jego Serce doświadczyło wszelkiego bólu. W krzyżu Jezusa rozgrywał się dramat ludzkiego cierpienia, chwilowego triumfu grzechu, ale także pojawiła się najwyższa wartość, to jest zwycięska miłość! Rdzeń tej tajemnicy polega na tym, że człowiek zabija Boga; stworzenie, obdarzone życiem przez Boga, zabija Go. W nieszczęściu, upokorzeniu i zranieniu Serca Bożego winniśmy dostrzec nasze nieszczęścia, upokorzenia i zranienia grzechem, cudzym i własnym. Męka i śmierć Jezusa ma być dla każdego z nas zwierciadłem, w którym poznamy naszą dramatyczną sytuację oraz wyzwolenie z niewoli grzechu i śmierci.

Gdy odkryjemy powagę i dramat męki Jezusa, odkryjemy tym samym powagę i dramat naszej sytuacji jako grzeszników. Męka Pańska nie jest przede wszystkim nagromadzeniem cierpień, lecz ogniem miłości, który sięga aż do śmierci. Wolą Boga było zbawienie nasze i wszystkich ludzi, odkupienie tego świata, a wszystko, co się stało, to realizacja tego planu, reżyserowana przez Boga i ludzi zanurzonych w historię. W Chrystusie Bóg zjednał ze sobą świat, i o tym nie wolno nam zapominać. Mękę, jaką relacjonują Ewangeliści, odczytajmy jako dialog Boga z ludźmi, którzy dokonują sądu i doprowadzają do śmierci Jezusa, oraz dialog Jezusa z Ojcem. Jezus wypełnia świętą wolę Ojca, która jest dla Niego pokarmem.

Zbawiciel przyszedł kochać i zbawiać, dlatego musiał wzbudzić sprzeciw, a Jego męka leżała niejako w naturze rzeczy; krzyż w Wielki Piątek jest tego tylko uwieńczeniem. Módlmy się dzisiaj o trwałość naszych uczuć względem Jezusa i o to, abyśmy umieli być Mu wdzięczni za łaskę wysłużonego ludziom zbawienia.

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Syn wskazuje Ojca

fishermanKs. Dariusz Wiśniewski SJ

4. Niedziela Wielkiego Postu;
Ewangelia według św. Łukasza 15, 1-3.11-32

Ewangelia na 4. Niedzielę Wielkiego Postu podaje przypowieść o miłosiernym ojcu. Kiedyś mówiło się, że to historia o synu marnotrawnym.

Tym samym akcent padał na figurę grzesznika, który się nawraca. Każdy ma szansę odnaleźć swoją historię w historii syna, który nie słucha dobrych rad ojca i na własną rękę próbuje życia, za co płaci wysoką cenę. Nie jest jednak zgubiony. Może powrócić do ojca. Perypetie syna są tak uniwersalne, że wciąż na nowo możemy przykładać tę przypowieść do życia.

W ostatnich dekadach bibliści akcentują bardziej postać miłosiernego ojca. Ojca, który akceptuje wybory swoich dzieci, nie przeciwstawia się decyzji odejścia, ale cierpliwie i nieustannie czeka na powrót syna. Tym samym refleksja biegnie ku pytaniu: kim jest ojciec, jaki jest ojciec? Zmiana perspektywy nie wynika z rezygnacji z zajmowania się grzesznością człowieka na rzecz rozważań teologicznych o Bogu. Zdajemy sobie sprawę, że choć z łatwością synowie porzucają ojca, nawet gdy jest im bardzo źle, wcale tak ochoczo do niego nie wracają. Przypowieść Jezusa opisuje nasze życie tylko wtedy, gdy jak syn uznamy, że choć na to nie zasługujemy (a wiemy jak było), ojciec pozwoli nam, jak i jemu, u siebie zostać. Słowa syna: uczyń mię choćby jednym z najemników mówią o zaufaniu podobnym do zaufania Syrofenicjanki (Mk 7, 24nn), której nie przeszkadza porównanie jej do psów.

Jezus w swoim nauczaniu nie skupia się na pouczeniach moralnych. Potwierdza Boże nakazy, koryguje zniekształcenia powstałe przez wieki, ukazuje głębsze źródła i cele. Skupia się przede wszystkim na objawieniu Ojca. To jest centrum, serce, Jego misji: ukazać jaki jest Ojciec.

Mamy tendencję do poszukiwania w Ewangelii porady, jak mamy żyć, jakby była ona zbiorem receptur lub poradnikiem na udane życie. W Ewangelii nie brakuje rad. Zrozumienie ich, a potem przyjęcie i zastosowanie możliwe będzie dopiero po przylgnięciu do Tego, który ich udziela. Jezus wskazuje na siebie, jako jedyny doskonały obraz Ojca i woła: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28), bo Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11, 27). Przypowieść o Miłosiernym Ojcu – Bogu jest przypowieścią o Miłosiernym Synu – Jezusie, który uczynił braćmi swoimi synów marnotrawnych.

Cały czas jest w nas napięcie między wyobrażaniem sobie Boga, doświadczeniem Jego działania w naszym życiu, a naszą odpowiedzią na to. Wciąż poruszamy się w tej triadzie. Warto ją w sobie zidentyfikować. Jak doświadczenie wpływa na myślenie o Bogu, jakie wywołuje to w nas skutki, jak nas zmienia.

Czasem przypominamy sobie o drugim synu z przypowieści. Wiernym, ale zgorzkniałym. Zachowującym przykazania, ale zazdrosnym, toczącym wewnętrzną walkę z pokusami... Ale to temat na inne rozważanie.

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Owoce nawrócenia

candle 706649 640Ks. Stanisław Łucarz SJ

3. Niedziela Wielkiego Postu;
Ewangelia według św. Łukasza 13, 1-9

Świat zawsze gonił za sensacjami, a im straszniejsze, tym „lepsze”, bo raz, że rozpalają emocje, a po drugie dają poczucie, że, owszem, gdzieś tam dzieją się rzeczy okropne, ale to inni są ofiarami, nie my; u nas jest spokojnie.

Nie bez znaczenia jest tu wzmacnianie przekonania, że to inni są oprawcami – my jesteśmy w porządku. Chciałoby się powiedzieć: Dzięki Bogu! Ten sposób myślenia wyraża się w znanej sentencji, którą Stanisław Wyspiański zapisał w Weselu: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Oczywiście ten sposób myślenia nie dotyczy tylko wsi. W mieście bywa tak samo.

Także wśród uczniów Jezusa ujawnia się ta mentalność. Przychodzą do Jezusa i opowiadają Mu, co strasznego się stało. Jak Piłat i jego żołnierze urządzili masakrę, i to w świątyni jerozolimskiej. Na Jezusie jednak te hiobowe wieści nie robią wrażenia. On wie, że świat jest w mocy złego ducha i że ciągle dzieją się i dziać się będą rzeczy straszne. Co więcej, wie, że te straszne rzeczy dotkną Jego samego – idzie przecież z uczniami do Jerozolimy. Wie też, że dotkną one potem i Jego uczniów. Wszyscy Apostołowie (z wyjątkiem Jana) zakończą swe życie niesprawiedliwą karą śmierci. Jezus po to przyszedł na świat i po to idzie do Jerozolimy, aby księcia tego świata i zło, które on nieustannie w świecie sieje, pokonać. Zwycięstwo jednak nie przyjdzie ani przez chowanie się w zacisze, ani też przez walkę ze złymi ludźmi, często mimowolnymi sługami Złego, lecz przez stawienie mu czoła na tej płaszczyźnie, na której on przede wszystkim działa – na płaszczyźnie duchowej. To zaś dokonuje się przez nawrócenie.

Jezus mówi wprost: jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie, to znaczy, wasze życie zakończy się podobnie jak tamtych – bezsensem i tragedią. Właśnie tego chce zły duch.

Co to jednak znaczy: nawrócić się? To przede wszystkim zmienić sposób myślenia – uwierzyć w miłość Boga objawioną w Jezusie Chrystusie, a potem powierzyć Mu się i pełnić wolę Ojca – podobnie jak Jezus. Tylko tak można pokonać zło u jego korzenia, tylko tak można zwyciężyć złego ducha w swoim życiu i przynosić owoce nawrócenia, o których mówi przypowieść o nieurodzajnym drzewie figowym. Każdy z nas jest takim drzewem figowym, a ogrodnikiem z przypowieści jest sam Jezus, który prosi za nami Ojca: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem, może wyda owoc. Pan cały czas trudzi się wokół naszego nawrócenia, bo pragnie, aby nasze ziemskie życie, a zwłaszcza jego finał nie tylko miało sens, ale żeby zakończyło się zwycięstwem miłości, tak jak zakończyło się Jego ziemskie życie i tylu Jego uczniów.

Kościół daje nam tę Ewangelię na Wielki Post, bo też jest on szczególnym czasem nawrócenia. Rzecz w tym, by iść duchowo z Jezusem do Jerozolimy i uczyć się od Niego tej nowej – Jego – mentalności, by potem wraz z Nim i Jego mocą przynosić owoce nawrócenia.

Artykuł ze strny Apostolstwo Modlitwy

Bądź dobry, jak chleb

8. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Łukasza 6, 39-45

roll 515057 1280Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro.

Człowiek nie jest samotną wyspą. Żyje w społeczeństwie. I dzieli się w nim. Człowiek dzieli się z innymi tym, co ma. Człowiek duchowy głębią swego ducha, dobrocią, miłością, mądrością. Człowiek cielesny słabością, grzechem i złem.

W ostatnich latach mówi się dużo o zranieniach. Wszyscy ich w pewnym stopniu doświadczamy. Dotykają nas zranienia rodzinne, małżeńskie, przyjacielskie, koleżeńskie. I są one wynikiem dzielenia się słabością, bezradnością, grzechem.

To co jest w naszych sercach, wylewa się na zewnątrz. Gdy jest w nich miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie, tym obdarowujemy innych. Gdy natomiast jest irytacja i posępna twarz, jak u Kaina, przekazujemy dalej naszą „żółć”, niezadowolenie, zgorzknienie.

Jezus podpowiada nam, kiedy będziemy dzielić się dobrem. Głównym warunkiem jest czyste oko (i serce). Gdy z naszych oczu usuniemy belkę, czyli wszelką zazdrość, pychę, pogardę, uprzedzenia, gniew... Gdy naczelną zasadą uczynimy miłość. Gdy nauczymy się oddzielać godność człowieka od jego słabości i błędów.

W przeciwnym razie grozi nam nie tylko krótkowzroczność, ale również starczowzroczność (R. Cantalamessa). Widzimy daleko (wszystkie błędy i grzeszki naszych bliźnich), nie widzimy natomiast blisko (swoich grzechów, znacznie większych).

Jakie jest moje wewnętrzne bogactwo? Co wychodzi z mego serca? Czy jest we mnie wewnętrzna spójność pomiędzy słowami i życiem? Czym dzielę się z innymi? Czy nie potępiam innych, nie zauważając własnych słabości?

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy