Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Komentarz do Ewangelii

XII NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA (Mk 4,35-41)

Gdy zapadł wieczór owego dnia, Jezus rzekł do swoich uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

Spać podczas burzy – czy to możliwe?


Nie jest łatwo zasnąć, gdy za oknem słychać głośne grzmoty, a niebo co chwilę rozświetlają błyskawice. Wielu z nas nie czuje się wtedy bezpiecznie.
A jednak Pan Jezus potrafił spać, gdy wokół szalała burza. I w dodatku było to w rybackiej łodzi na środku jeziora. Jak to możliwe? Wezbrane fale zalewają pokład, łódź niemalże się wywraca, a Pan Jezus spokojnie śpi?! Nie pojmowali tego Jego uczniowie, którzy wraz z Nim przebywali na tej łodzi. To byli doświadczeni rybacy. Znali jezioro i jego kaprysy. Doskonale wiedzieli, czym grozi gwałtowny wicher i wysoka fala na środku jeziora. Tymczasem zapadł już wieczór, nie było widać brzegu. Z pewnością próbowali ustawić łódź dziobem w kierunku fal, by zapobiec jej wywróceniu. Jednocześnie na wyścigi z falami, które „biły w łódź, tak że łódź się już napełniała” (Mk 4,37) usiłowali wylać z niej wodę, uważając, by samemu nie wypaść za burtę w głębiny jeziora. Wyczerpali już swoje możliwości ratunku. Zrozpaczeni budzą swego Pasażera, Jezusa i wołają: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” (w. 38).


Czy Pana Jezusa rzeczywiście to nie obchodzi, że ktoś ginie?


Przecież On przyszedł właśnie po to, by „szukać i zbawić to, co zginęło”. Po to gromadził uczniów, by razem z Nim łowili ludzi, zagrożonych utonięciem w otchłani grzechu. I właśnie na to duchowe zagrożenie zwraca uwagę swych rozmówców. Ich prawdziwe zagrożenie polega na tym, że brak im wiary. Jezus mówi im to wprost: „Jakże wam brak wiary” (w. 41).
Przed chwilą widzieli przecież Jego moc: „On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: »Milcz, ucisz się«. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza” (w. 39). Jezus potrafi ujarzmić siły przyrody, troszczy się również o wiarą swych uczniów. Po tym niezwykłym doświadczeniu ci zaczęli się zastanawiać: „Kim właściwie on jest” (w. 41), wiedząc, że władzą nad siłami przyrody dysponuje jedynie Bóg. Żeby nie zginąć, trzeba uwierzyć, że Jezus jest Bogiem.

To wydarzyło się przed laty. Uczestniczyłem w kilkudniowych rekolekcjach prowadzonych w ramach Szkoły Nowej Ewangelizacji. Był upalny lipcowy dzień. O godz. 17.00 wszyscy byliśmy w kaplicy oczekując na Mszę św. Nagle rozpętała się burza. Ktoś powiedział półgłosem: „Zostawiłem otwarte okno w pokoju!” i wybiegł z kaplicy, a za nim jeszcze kilka osób. Zrobiło się całkiem ciemno, więc zapalono wszystkie światła, ale te po chwili zgasły. Msza św. rozpoczęła się przy świetle świec, a śpiewom towarzyszyły jedynie gitary, bo organy bez prądu nie mogły grać. Panujący półmrok co chwilę rozświetlały błyskawice, a słowa kapłana zagłuszały częste grzmoty, szalejący wicher i dudniący o dach, szyby i parapety obfity deszcz. Nadszedł moment Przeistoczenia. Kapłan uniósł Hostię i nagle zrobiło się zupełnie cicho, burza ustała. Wróciło światło, z głośników płynęły słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje...”. Śpiewom na uwielbienie po Komunii Świętej nie było końca. O czym mówił rekolekcjonista, tego dziś nie pamiętam. Pamiętam to, że dla każdego z uczestników rekolekcji obecność Pana Jezusa wśród nas stała się czymś oczywistym. Oczywistym było również to, że On potrafi uciszyć najgroźniejszą nawet burzę, jakiej kiedykolwiek doświadczymy w naszym życiu. Ta pewność wniosła do naszych serc wielką ufność i pokój.
Burza na jeziorze, o której czytaliśmy z Ewangelii, była dla uczniów Jezusa swoistym sprawdzianem wiary. Trzeba przyznać, że ten sprawdzian nie wypadł im najlepiej. Sami chcieli opanować zagrożenie i wpadli w panikę, choć Jezusa mieli tak blisko. Usłyszeli od Niego surową ocenę: „Jakże wam brak wiary” (w. 40).
W naszym życiu przeżywamy przeróżne burze, nie tylko te atmosferyczne. Bywamy przecież wzburzeni, oburzamy się na kogoś, burze wkradają się w nasze relacje z rodzicami, rodzeństwem, kolegami... Można by tu wymienić wiele osób.
Burzami możemy też nazwać sytuacje, w których czujemy się zagrożeni, np. nagła choroba, niespodziewany sprawdzian, do którego nie bardzo jesteśmy przygotowani, doznane niepowodzenie, jakaś przykrość czy też natrętna pokusa, która nie daje spokoju. Próbujemy się z nimi uporać, ale sami nie bardzo potrafimy.
Każdą z takich burz również możemy potraktować jako nasz osobisty sprawdzian wiary. Czy pamiętamy wtedy o Jezusie? On przecież zawsze jest z nami i oczekuje, że to zauważymy i że zwrócimy się do Niego z prośbą o pomoc. On sam podpowiedział słowa, jakich powinniśmy użyć. To bardzo krótka modlitwa: „Jezu, ufam Tobie”. Te słowa podbudują naszą wiarę. Sprawią, że bardziej przylgniemy do Jezusa, a wtedy żadna burza nie będzie w stanie wyprowadzić nas z duchowej równowagi, ani też zakłócić spokojnego snu.


BOGUsław

XI NIEDZIELA ZWYKŁA do dzieci

XI NIEDZIELA ZWYKŁA do dzieci

EWANGELIA (Mk 4,26-34)

Jezus powiedział do tłumów:


„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.
Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”.
W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Jezu, słucham Twego słowa,
chcę w pamięci je zachować.
Mówisz dzisiaj o nasieniu,
które, gdy ktoś wrzuci w ziemię,
samo rośnie bez pomocy,
w każdej porze, w dzień i w nocy.
Potem z niego źdźbło wyrasta,
i kłos z ziarnem, gdy czas nastał.
I o porze żniw wspominasz.
Gdzie w tym dobra jest nowina?

W jaki sposób ziarno wschodzi,
uczyłem się na przyrodzie.
Zboże rośnie – każdy widzi.
Nie to, żebym sobie szydził,
ale to jest oczywiste –
tu wystarczy oko bystre.
Drugi przykład, co się tyczy
najmniejszego z ziarn – gorczycy:
Tego ziarna, powiem szczerze,
nie widziałem, ale wierzę,
że wyrasta z niego wielki,
rozłożysty krzak, gdzie wszelki
ptak z łatwością się zagnieździ
– czytam o tym w wikipedii.

Opowiadasz przypowieści.
Jaka mądrość się w nich mieści?
Jak naukę Twą rozumieć?
Nie chcę pozostawać w tłumie
nierozumnych Twych słuchaczy.
Chciej mi wszystko wytłumaczyć.
Proszę o to, wiem, że słusznie,
jestem przecież Twoim uczniem.

Bystre oko, mądra głowa,
to sukcesu jest połowa.
Żeby pojąć sprawy Boże,
trzeba serce swe otworzyć.

Obie nasze przypowieści
mówią o Bożym królestwie.
To królestwo w naszym życiu
najpierw rodzi się w ukryciu,
w głębi serca. Gdy kiełkuje,
miłość Bożą w sobie czujesz.
A gdy zapuszcza korzenie,
twoje życie się przemienia.
Już nie gry i nie komputer
twoim pierwszym są atutem,
ale książki i zeszyty,
dobre stopnie – z nich zaszczyty.
Z bratem się lubiłeś spierać,
jego rzeczy mu zabierać –
teraz stajesz się łagodnym,
swą kanapkę dzielisz z głodnym.

Tak królestwo Boże rośnie
w twoim sercu i radośnie
rozprzestrzenia się dokoła.
Już twój dom i twoja szkoła
pełne są uprzejmych gestów.
Zbierasz szóstki z trudnych testów.

To królestwo w sercu nosisz –
wyda plon, jeśli poprosisz
Boga, który je tam zasiał.

By ten plon był wielkiej miary,
trzeba tylko twojej wiary.

Dzięki, Jezu, za kazanie.
Wiem, jak odpowiedzieć na nie.
Prowadzony Twoim słowem,
rozpoczynam życie nowe.
Jeszcze Chlebem mnie nakarmisz
tym cudownym, z Twej piekarni.
W nim pszeniczne zwykłe ziarna
zmienia miłość Twa ofiarna
w pokarm wieczny – Eucharystię.
Już spotkanie nasze bliskie!
Już się cieszę tym spotkaniem,
pora więc powiedzieć: Amen.

BOGUsław