Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Zaufaj Panu

man 910935 6405. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Łukasza 5, 1-11

Nad brzegiem jeziora Genezaret ludzie cisnęli się do Jezusa i pragnęli słuchać słowa Bożego.

Jezus zaspokoił te ich pragnienia, ale myślał też o tych, którzy kiedyś przyjmą Jego słowa, uwierzą i przekażą je dalej. Wybór oddanych Mu uczniów miał zagwarantować ciągłość nauczania o królestwie Bożym. Pan rozpoczął od powołania Piotra, wykorzystał jego rzemiosło łowienia ryb, i czegoś ważnego go nauczył. Po nocnym bezowocnym połowie, kazał mu popłynąć na głębię i zarzucić jeszcze raz sieci. Wyciągając sieć pełną ryb, Piotr zrozumiał znaczenie nieoczekiwanego połowu, zrozumiał, że wiara w Jezusowe słowo znaczy więcej niż tradycja, w jakiej żył, i znajomość swego fachu. On pojął, że dokonał się cud i że stoi przed Kimś, przez Kogo działa moc Boża! Przestraszył się, tak jak kiedyś przestraszyli się Zachariasz i Maryja, ale usłyszał słowa: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił.

Piotr i jego towarzysze pracy zrozumieli dobrze Jezusową mowę. Dlatego przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. Pozostawili wszystko; nie było tego wiele, ale było to wszystko! Wypłyń na głębię oznacza dla każdego z nas – wpuść Mnie do twojej życiowej łodzi i odbij od brzegu, na którym ludzie opierają swoje pewności i wygody, teraz polegaj tylko na Mnie!

Trzeba ci zawsze zapuścić sieć na słowo Pana, także wtedy, kiedy wyda ci się to zbyteczne i pozbawione sensu, bo Pan wie, kiedy najwłaściwiej i najowocniej możesz złowić. Na Twoje słowo zarzucę sieć! Oznacza to, że wtedy będą wyniki lepsze od tych, jakie ktoś mógłby osiągnąć swoim sprytem, siłą i fachowością. Trzeba ci też poznawać swą słabość. Panie, jestem człowiekiem grzesznym – takie poznanie jest konieczne – aby móc polegać na mocy Pana, a nie na swojej. Piotr padł na kolana przed Panem, ale czuł, że świętość i grzeszność nie mogą być tak blisko siebie. Grzeszność Piotra ciągnie go do Jezusa i zarazem jakby odpycha od Niego. W naszym życiu też powtarza się taka sytuacja: jakże często bijemy się w piersi, mówiąc: Panie, nie jestem godzien, a jednocześnie spieszymy, aby Go przyjąć! Świadomość własnej niegodności jest warunkiem, bez którego nie można stać się rybakiem ludzi. Pan Jezus, pomimo naszej niegodności, powierza nam to samo zadanie, jakie otrzymali apostołowie – trzeba nam łowić ludzi, i oby były to połowy błogosławione i owocne.

Porzucenie kiedyś przez rybaków sieci, ich odważny czyn, miał też jakiś znaczący wpływ na ukształtowanie się naszego losu. Wszystko, co od Boga pochodzi, jest darem, jest łaską, a odpowiedzią na zaproszenie Pana są nasze czyny. Poszli za Nim - to jest najkrótsze streszczenie życiorysu powołanych. Poszukajmy w tych dniach na modlitwie w naszym powołaniu gestu porzuconych sieci i podziękujmy za to Jezusowi.

Ks. Stanisław Groń SJ

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Stągwie trzeba napełniać po brzegi

Ks. Bogdan Długosz SJ

2. Niedziela zwykła

Ewangelia według św. Jana 2,1-12

vat 1175985 640

W Kanie Galilejskiej miało miejsce nowe objawienie Jezusa. W czasie świąt Bożego Narodzenia widzieliśmy, jak Jezus, jako dziecko, objawiał się pasterzom, Mędrcom, którzy przyszli ze Wschodu, Maryi i Józefowi. Teraz po 30 latach „ukrytego życia”, podczas którego wielu widziało i rozpoznawało Jezusa jako syna Maryi i Józefa, objawia się jako Mesjasz Syn Boga Żywego.

Wiemy, co się stało podczas wesela w Kanie Galilejskiej. Jak każde wesele w tamtym rejonie trwało ono osiem dni. Po kilku dniach zabrakło wina. Spokój i radość nowożeńców i ich rodzin były poważnie zagrożone. To co miało być dla nich pięknym wspomnieniem na całe życie, mogło zakończyć się upokorzeniem.

Z pomocą przychodzą osoby, które zostały zaproszone pośród wielu gości – Maryja i Jezus. Sam fakt Ich zaproszenia spowodował, że błogosławieństwo słynęło na gospodarzy. Maryja dostrzega brak, z którego młodzi nie zdają sobie sprawy. Idzie do Jezusa i prosi Go o rozwiązanie problemu. Ona nie pozostaje z tym sama, nie chce też sama rozwiązywać trudności, ale chce razem ze swoim Synem wesprzeć osoby, małżeństwo, które znalazło się w kłopocie. W obliczu początkowej odmowy Jezusa Maryja się nie zraża, ale w postawie wiary i zaufania do Boga realizuje swoje zadanie. Idzie do sług i prosi, aby zrobili wszystko, co powie Jezus.

Słudzy, choć nie widzą sensu podjęcia takich działań, na polecenie Jezusa napełniają stągwie wodą, co więcej napełniają je aż po brzegi. W tym prostym geście możemy dostrzec ich zaangażowanie. Nalali wody z obfitością, angażując się w tą czynność z pasją i całym sercem. Jezus, widząc tą postawę, odpowiada na nią z hojnością. Być może również Jemu ten gest sług pozwolił odkryć właściwy moment rozpoczęcia swojej misji.

Współczesnemu człowiekowi bardzo trudno jest angażować się całkowicie. W obliczu wielu możliwości podejmujemy różne, nigdzie jednak „nie jesteśmy do końca”.

Artykuł ze strony Apotsolstwo Modlitwy

A co ja mam czynić?

3. Niedziela Adwentu;
Ewangelia według św. Łukasza 3, 10-18

person 371015 1280Ks. Bogdan Długosz SJ

Działalność Jana Chrzciciela bezpośrednio poprzedza przyjście Mesjasza. Jego postawa jest bardzo jednoznaczna i na tyle poruszająca, że wzbudza coraz większe zainteresowanie, a Jego słowa wzywają do nawrócenia i zmiany.

Ewangelia wspomina, że lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły co do Jana. On jednak przemówił: Ja chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie. W tej postawie dostrzegamy wielkość św. Jana, który przyjmuje wolę Bożą jako najlepszą rzecz dla niego i ją realizuje. Nie ma w nim potrzeby dwuznaczności i niedomówień, które mogłyby wskazywać na to, że jest Mesjaszem. I być może, że ta spójność staje się dla ludzi gwarancją Jego wiarygodności.

Do przychodzących ludzi kieruje klasyczne prorockie wezwanie: czyńcie sprawiedliwość i miłosierdzie. Każda z tych grup (o których czytamy w Ewangelii) jest zachęcana do realizowania tych dwóch wymiarów. Nie ma tu żadnej nowości. Powraca fundamentalna prawda: droga do Boga z konieczności przechodzi przez bliźniego. Później w swojej Ewangelii św. Jan Ewangelista napisze: Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Dopiero taka postawa daje możliwość spotkania z Bogiem.

Jan prowadzi bardzo surowe życie, ale nie domaga się, aby inni go naśladowali. Zachęca natomiast, aby każdy z nich pozostał w swoim miejscu, robił to, co robił do tej pory. Ma to jednak robić w inny sposób. Mesjasza trzeba przyjąć w normalnym życiu, gdzie liczy się wierność w codzienności. Czytamy w Ewangelii: Kto ma dwie suknie, niech da jedną, nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono, poprzestańcie na żołdzie... Przychodzący ludzie musieli na szali położyć z jednej strony własne korzyści, dotychczasowy sposób funkcjonowania, własną wygodę itp., a na drugiej uznanie, że Bóg kieruje do nich najlepszą propozycję. Przyjęcie jej jest odpowiedzią na Bożą inicjatywę i uznanie Jego obecności tu i teraz.

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Adwentowe czuwanie

ks. Stanisław Biel SJ

1. Niedziela Adwentu;
Ewangelia według św. Łukasza 21, 25-28.34-36

heart 1166557 640Po zapowiedzi wydarzeń ostatecznych, towarzyszących im znaków i Paruzji Jezus wzywa swoich uczniów do czuwania. Czuwanie jest przeciwieństwem senności, snu. Przypomnijmy sobie dwa ważne wydarzenia z życia Jezusa i uczniów. Na Górze Oliwnej, gdy Jezus prosi apostołów o czuwanie, modlitwę, współczucie – oni znużeni śpią (Łk 22, 39-46). Podobnie na górze Tabor (Łk 9, 28-36), gdy Jezus w cudowny sposób objawia swoje bóstwo i wchodzi w najgłębszą zażyłość i zjednoczenie z Ojcem, uczniowie śpią. Trwają wprawdzie zewnętrznie przy Jezusie, ale nie uczestniczą w głębi tajemnicy. Przesypiają ją.

Nasze życie duchowe często naznaczone jest zmęczeniem, nieobecnością, brakiem uwagi, przyzwyczajeniem i rutyną. I żyjemy jakby w półśnie. Przyjrzyjmy się np. naszemu udziałowi w Eucharystii. Tutaj dokonuje się podobna przemiana jak na górze Tabor, a nam brakuje skupienia, uwagi, głębokiego wzruszenia. Albo codzienna modlitwa. Powinna być miłosną uwagą, jak mówi św. Jan od Krzyża, tymczasem jest nieuwagą. Często w trakcie modlitwy, zamiast z Bogiem, jesteśmy w przeszłości albo w przyszłości. Załatwiamy tysiące spraw, rozwiązujemy problemy, rozdrapujemy stare rany albo marzymy o lepszej przyszłości... Również nasze życie duchowe dalekie jest od czuwania. Charakteryzuje je raczej ospałość, leniwość, letniość. Zadowalamy się tym co konieczne, szukając „świętego spokoju”. I nasze serca stają się powoli ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych.

Czas przyjścia Pana w dniu ostatnim pozostaje tajemnicą. Jednak Bóg przychodzi codziennie, znienacka, jak potrzask albo jak złodziej. Nie tylko w Dniu Ostatecznym, w Eucharystii czy na Boże Narodzenie. I może się zdarzyć, że zbyt zajęci sobą prześpimy Jego przyjście... Stąd powinniśmy być dyspozycyjni, trwać w gotowości, czuwać nieustannie. Nie dlatego, że się boimy Jego przyjścia; przeciwnie, aby być gotowym na każde Jego wezwanie.

Życie religijne nie może być ucieczką od trudu i ukryciem się w spokojnej przestrzeni duchowej. Byłaby to zakamuflowana iluzja. Życie duchowe jest raczej podjęciem całego trudu życia i otwarciem na bliźnich i ich problemy, radości i smutki. Jest też zrywaniem - jak pisze św. Paweł - z uczynkami ciemności, kłamstwem, hipokryzją, próżnością...

Adwent, który rozpoczynamy, jest czasem tęsknego, pełnego nadziei oczekiwania. W buddyzmie najwyższa doskonałość polega na wyzbyciu się tęsknoty. W chrześcijaństwie jest odwrotnie. Święty Augustyn napisał, że serce człowieka jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu. W każdym z nas jest pragnienie, tęsknota za miłością, pięknem, nieskończonością, czyli za Bogiem. Bóg stworzył nas jako istoty stęsknione. Każdy z nas nosi w sobie ślad, znamię, obraz Boży i tęsknotę za pełnią. Czuwać, to znaczy umiejętnie kierować tęsknotami. Zamiast rozpraszać je na tysiące niepotrzebnych spraw, lęków, niepokojów, trosk uczmy się kierować je ku Bogu, który jedynie może zaspokoić do końca naszego ducha.

Czy myśl o przyjściu Pana w „Dniu Ostatecznym” rodzi we mnie więcej lęków, czy nadziei? Czy jestem bardziej zajęty sobą, czy otwarty na innych? Na czym polega moje czuwanie? A na czym ospałość? Czy nie przesypiam czasu łaski, objawienia Boga oraz najważniejszych wydarzeń mojego życia?

 

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy