Modlitwa

jesus 753063 640

 

Panie Jezu Chryste, wyznajemy Ciebie Królem Wszechświata. Cokolwiek stworzone zostało dla Ciebie istnieje. Wypełniaj przez nas wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy nasze przyrzeczenia chrztu świętego. Wyrzekamy sie grzechu i szatana i wszytkiego co do zała prowadzi. Obiecujemy życ w wolności dzieci Bożych, a przede wszystko czynić wszystko, oby zwyciężyły prawa Twego Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Amen.

Skrzynka intencji

497px Pióro i kałamarz.svg

Odwiedziny

Liturgia dnia

Króluj nam Chryste

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata;
Ewangelia: J 18, 33b-37

Ks. Stanislaw Groń SJ

CHKrólNiezrozumienie co do natury Jezusowego Królestwa było już obecne wtedy, gdy o nim nauczał, ale trwa także i dziś. Jezus wyznał, że jest Królem, ale uczynił to w najgorszym po ludzku momencie, wtedy gdy Jego sprawa była przegrana, a zguba postanowiona.

Stało się to w czasie procesu prowadzonego przez Piłata. Wyznanie Jezusa sprowokowało kpiny i szyderstwa. On przyjął skazujący Go wyrok, koronę z ciernia, trzcinę zamiast berła i czerwony żołnierski płaszcz zamiast królewskiej purpury. Przedstawiony Piłatowi jako złoczyńca objawił się jako niewinny Król dający świadectwo prawdzie. Ten cierpiący Sprawiedliwy jest obecnością samego Boga w świecie wraz z Jego sądem nad wszystkim i zbawieniem wszystkich. Władza, która niesie ucisk, opiera się na kłamstwie i przemocy, zabija prawdę, tak jak zabił ją Piłat. Kto trwa w nauce Jezusa, pozna prawdę, a kto przedkłada władzę, nie może prawdy zrozumieć ani jej słuchać. „Być z prawdy” znaczy przyjąć ją jako zasadę swego życia. Godność królewska Jezusa to także godność świadka. On daje świadectwo prawdzie i oddaje swe życie za braci. Jego władza to obmywanie nóg, miłość i służba.

Umierając na krzyżu, Jezus wypędza Szatana, kłamcę trzymającego ludzi w niewoli grzechu i śmierci. Królestwo Jezusa jest królestwem Prawdy. W Jezusie najpełniej objawia się natura Boga – miłość, i w Nim objawia się natura ludzkiego grzechu – śmierć. Te dwie skrajne rzeczywistości spotkały się w krzyżu Jezusa, a w Jego zmartwychwstaniu znalazło się wyjście z sytuacji bez wyjścia. Bóg kocha grzesznika i nie pozostawia go w śmierci! Królestwo Jezusa to królestwo tej właśnie Prawdy. Nie sposób w to uwierzyć bez pomocy Ducha Świętego! Aby w tej prawdzie trwać i nie popaść w tryumfalizm, potrzebujemy Króla w cierniowej koronie, który przyszedł dać swoje życie na okup za wielu.

 

Tekst ze strony Apostolstwo Modlitwy

Apokaliptyczne znaki

33. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Marka 13, 24-32

ks. Bogdan Długosz SJ

wolnyEwangelia opisuje rzeczy ostateczne: zaćmione słońce, spadające gwiazdy i inne zjawiska, które mają poprzedzać drugie przyjście Syna Człowieczego.

Naturalną reakcją na te kataklizmy jest niepokój i lęk. Jednak celem ewangelisty nie jest to, aby nas przestraszyć. Święty Marek najpierw uwrażliwia na wartość czasu, który każdemu człowiekowi został podarowany, a który upływa i nieuchronnie zmierza do określonego celu. W takim podejściu do czasu możemy odkryć Boga, który działa w historii.

Łatwo ten cel i Boga działającego dostrzec, kiedy nasze życie układa się spokojnie. Gdy sytuacja w kraju i na świecie nie napawa lękiem. Ale gdy doświadczamy chwil trudnych, a prośby kierowane do Boga pozostają bez odpowiedzi, wówczas może rodzić się wątpliwość, czy Boży plan się realizuje, czy zależy Mu na nas?

Słowo Boże szczególnie w takich chwilach daje wsparcie i umocnienie w drodze. Zapewnia ono, że Boży plan zbawienia realizuje się nawet, jeśli w danym momencie tego nie dostrzegamy. Co więcej, to właśnie te momenty trudne stają się dla nas szkołą rozwoju wiary i relacji do Boga. W tym procesie uczymy się, że Bóg jest zawsze wierny swojemu słowu.

Zapowiedź czasów ostatecznych rodzi również w słuchaczach potrzebę odkrycia, kiedy te wydarzenia nastąpią. Nie jest to jednak celem ewangelisty, który podkreśla natomiast znaczenie czujności i gotowości na przyjście Pana. Można wręcz odnieść wrażenie, że św. Marek tylko po to opisuje przyszłość z jej wydarzeniami, aby mocniej skupić się na teraźniejszości. W niej bowiem tworzymy relacje bliskości z Bogiem i stajemy się coraz bardziej wrażliwi na Jego działanie. Znaki Bożej obecności są bowiem liczne, choć czasami niejasne. Jak pisał C.K. Norwid: przez wszystko przemawiałeś do mnie, Panie.

 

Teskt ze strony Apostolstwo Modlitwy

Autentyzm wiary

KASA132. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Marka 12, 38-44

Do świątyni jerozolimskiej przyszła uboga wdowa i wrzuciła do skarbony dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Jezus przeciwstawił obłudzie uczonych w Piśmie tę ubogą wdowę.

Materialna wartość jej ofiary, w porównaniu do ofiar wielu bogatych, była znikoma, jednak: ona ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie. Dwa pieniążki wrzucone przez nią do skarbony miały wielką wymowę. Podzieliła się tym, co miała, a to świadczyło o jej ofiarności i zawierzeniu się Bogu. Jej postawa znajduje naśladowców po dzień dzisiejszy. Codzienne życie potwierdza szczodrobliwość i ofiarność wdów i rodzin ubogich. Wiele dzieł nie tylko w Kościele rozwija się dzięki hojności i życzliwości takich oddanych i biednych osób.

Ewangelia przedstawiła nam dwie postawy: fałszywie religijną i autentycznie religijną. Uczonym w Piśmie wypomniał Jezus, że objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. W ten sposób czerpią korzyści materialne, które dogadzają ich próżności: lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach.

Jako przykład autentycznej pobożności przedstawił Jezus tę ubogą wdowę, wrzucającą do skarbony dwa pieniążki. Naszą religijność i wiarę nie mogą cechować modlitwa i praktyki na pokaz, bo będą one bezowocne! Trzeba je wiązać z wiarą i z życiem, wtedy patrzący na nas wytworzą sobie właściwy obraz o naszej religijności i wierze. Inaczej będziemy odpowiedzialni w jakiejś mierze za ich niewiarę i zgorszenie. Zawsze autentyczna wiara poświadczona jest modlitwą, czynem, czyli życiem. Naszą życiową postawą, modlitwą, ofiarą i służbą możemy kogoś przekonać do chrześcijaństwa. Nasze czyny mogą i powinny przydawać blasku religii, nawet jeśli w ocenie innych ludzi byłyby mało znaczące, lecz w oczach Boga będą wiele warte! Może to, co dajemy Bogu i bliźnim, nie jest godne podziwu, ale jeśli to płynie z serca, podoba się Mu. Ludzie mylą się często w ocenach daru bliźnich. Czasami dany mały pieniążek i drobny gest potrafi wiele zmienić w naszym życiu i w życiu drugiego człowieka. Uczmy się tego, a wówczas nasze wspólnoty będą święte i święci będą ich kapłani! Do nas wszystkich odnosi się polskie powiedzenie. Jaka wiara, taka ofiara!

Nie uprawiajmy „świętego kultu własnego obrazu” i miłości własnej, aby mieć przewagę nad innymi. Niech w naszym sercu żyje Bóg, a nie nadęte „ja”. Uboga wdowa, wszędzie tam, gdzie głosi się Ewangelię Jezusa, przedłuża Jego obecność w świecie. Chciejmy być uczniami Pana, doskonale wypełniającymi Ewangelię. Nie dawajmy z tego, co nam zbywa i dla pokazania się, znamy bowiem Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was swoim ubóstwem ubogacić (2 Kor 8, 9).

Artykuł ze strony Apostolstwo Modlitwy

Ślepiec z Jerycha

30. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Marka 10, 46b-52.

guy 690751 128Ks. Stanisław Łucarz SJ

Dni stają się coraz krótsze, noce się wydłużają. O tej porze roku ma się wrażenie, jakby to ciemności zwyciężały światłość.

Na ten czas Kościół przypomina nam Ewangelię o człowieku, który żył w zupełnej ciemności – o ślepcu z Jerycha. Ślepiec ten szukał pomocy, gdzie mógł, ale nikt nie był w stanie mu pomóc. Jego życie zamieniło się w udrękę i żebraninę, bo w tamtych czasach nie było żadnej pomocy socjalnej. Skądś musiał usłyszeć o Jezusie z Nazaretu i o Jego cudach, dlatego gdy się dowiedział, że Jezus przyszedł do jego miasta i że przechodzi drogą, przy której on żebrał, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Musiał krzyczeć na całe gardło, i to tak przeraźliwie, że ludzie nastawali na niego, żeby umilkł. Ale jego nie obchodziło to, co mówili inni. On chciał odzyskać wzrok i wołał jeszcze głośniej. W końcu Jezus przystanął i kazał go zawołać, a on zostawił jedyne, co posiadał, swój płaszcz, którym okrywał się na noc, i pobiegł do Jezusa. I tu rozpoczyna się dialog z Jezusem.

Pan wcale nie uzdrawia go natychmiast, ale jakby nie wiedział, o co chodzi, pyta: Co chcesz, abym ci uczynił?. On na to: abym przejrzał. I wtedy dopiero następuje uzdrowienie. Jezus komentuje ten fakt słowami: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Niewidomy z Jerycha staje się uczniem Jezusa. Widocznie był on znany potem jako chrześcijanin, bo św. Marek podaje jego imię: Bartymeusz, syn Tymeusza, zapewne po to, aby ówcześni mogli go zidentyfikować.

Ewangelia ta nie jest tylko opowiadaniem pewnej historii z przeszłości. Przez wieki zajmowała ona w Kościele bardzo ważne miejsce, gdyż traktowana była jako model stawania się uczniem Chrystusa, czyli chrześcijaninem. Po to też Kościół daje ją i nam. Otóż, każdy, kto nie zna Chrystusa, jest jak ów ślepy z Jerycha. Nie widzi w swym życiu rzeczy najważniejszej - miłości Boga. Człowiek zaś został stworzony z miłości, na obraz Miłości i do miłości. To stanowi jego być albo nie być. A ponieważ nie widzi tej miłości, która go stworzyła na swój obraz, zamienia się w żebraka miłości. Liczy na różne miłości tego świata, które za każdym razem przynoszą na koniec niedosyt i rozczarowanie. Dlatego wychodząc od tej Ewangelii, Kościół wzywał i wzywa dzisiejszych ślepców, niewidzących miłości Boga w swoim życiu, aby wołali słowami Bartymeusza: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! i aby w tym wołaniu nie ustawali, nie dali się uciszyć, bo Jezus chce ich uzdrowić, chce dać im potężne doświadczenie miłości Boga. Potrzeba jednak tego wołania, aby rosły pragnienie i wiara, bo to właśnie oczyma wiary widzi się Miłość Boga - Boga jako Miłość. Pan pragnie zbudować z każdym z nas intymną relację, w której On jest światłością i drogą do szczęścia na tym świecie i w wieczności.

 

Tekst ze strony Apostolstwo Modlitwy